Ferrari, pieniądze i szary XTR, czyli przerzutka za 4500 złotych
Liczba ocen: 0
0.0

Jeśli jako kolarz urodziłeś się w ciągu kilkunastu ostatnich lat, kupując czy też składając swój rower wybierałeś spośród produktów dwóch wielkich koncernów. Shi(t)mano biją między oczy pierwsi. SRAM, ta nazwa mówi wszystko, uderzają celnie drudzy. Bez względu na to, którego obozu jesteś wyznawcą prawdopodobnie nie jeździłeś na niczym innym, bo tak naprawdę nie było sensownej (i łatwo dostępnej!) alternatywy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Suntour swe topowe części uśmiercił lata temu, Tiso to z kolei drogi wybryk. Były marki obiecujące wysoką jakość działania, ale rzeczywistość i rowerzyści brutalnie weryfikowali działania takich firm, jak Microshift czy Acros. Przeglądając zagraniczne portale aukcyjne można natrafić się na stare przerzutki osiągające bajońskie wręcz ceny, które są rzeczywiście płacone przez nabywców. 4500 zł za komponent, który łatwo uszkodzić? Dlaczego odpowiedniki Shimano i SRAM „z epoki” są tańsze?

„Opinia na temat Shimano zmienia się falami. Niekiedy ludzie mówią, że przeholowaliśmy, tworząc produkt niosący ograniczenia, lub po prostu zbyt skomplikowany. To tak zwane momenty anty-Shimano. Innym razem wszystko się odwraca i nastaje złota era, a dawne zatargi są zapominane i wybaczane. Na moment. To cały czas się dzieje i jeśli siedzicie w tej branży dostatecznie długo, na pewno to zauważyliście. Grupa XTR była jedną z pierwszych chwil danego nam luzu”.

Tak właśnie widział to Steve Boehmke, product manager wielkiego „S” grup górskich z początku lat 90-tych. I choć topowa japońska grupa MTB zapewniała jak na tamte lata doskonałą jakość działania, skośnoocy konstruktorzy przekonywali, iż najlepiej działa jako całość. Teoretycznie nie było w tym niczego złego, została przecież zaprojektowana jako kompletny organizm. Jednak części rowerzystów takie podejście przestało się podobać.

Shimano XTR pokonany w bezpośredniej walce

Shimano XTR pokonany w bezpośredniej walce

Twierdzili, że Shimano położyło mniejszy nacisk na wydajność produktu, a większy na kontrolę… ich własnych portfeli i dokonywanych przez nich wyborów, czego akceptować nie chcieli. Tę nie do końca zrozumiałą punkową rewoltę podchwyciło szybko kilka manufaktur. Rynek został zalany falą kolorowych, budzących pożądanie aluminiowych produktów. W 1995 roku dołączył do nich Paul. W słonecznej Kaliforni narodziła się jedna z najsłynniejszych niegdyś tylnych przerzutek świata.

175 gramów stali, mosiądzu i aluminium kopało po tyłkach. Całość można było łatwo rozłożyć na czynniki pierwsze, wyczyścić, naoliwić i ruszać na szlak. XTR tego nie umiał i dumnie, choć z coraz mniejszą wyniosłością łypał krzywym okiem na zwiewną ślicznotkę. Czy to wystarczyło, aby zdetronizować chlubę korporacji z Osaki? Co wyniosło ten produkt na piedestał?

„Nie wiem. Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób. Po prostu spojrzałem na tylną przerzutkę, widziałem jak działa i uznałem, że też potrafię ją zrobić. I zrobiłem, po czym się zaczęło. Pracowaliśmy bez przerwy, aby nadążyć z pokrywaniem zamówień. Wszyscy chcieli ją mieć. W końcu pomyślałem, że to coś wielkiego, co sprawi, że ludzie o nas usłyszą. Wiecie, kupię wreszcie Ferrari, będę miał 17 dziewczyn. Tak, to naprawdę było coś dużego”.

Paul Price (doskonałe nazwisko), założyciel firmy tak właśnie widział swą rolę w kreowaniu swojego wkładu w MTB w tamtych latach. Jego przerzutka była niezastąpiona. Niepokonana. Doskonała. Ferrari i dziewczyny były blisko, a kalifornijskie słońce gorące. Ale w Japonii kwitły właśnie wiśnie, a perfekcyjnie skrojone kitle okrywały niewysokie ciała. Inżynierowie Shimano pracowali nad odpowiedzią. Pojedynek Dawida z Goliatem wcale się nie skończył.

tylna_przerzutka_paul_rasta

Rasta – najbardziej pożądana wersja kolorystyczna

Steve Boehmke:

„Nigdy nie uważałem, aby manufaktury takie jak Paul trzymały nas w garści. Jednak w Shimano zdecydowanie czuliśmy, że musimy opanować sytuację”.

Gdy w 1996 roku moloch pokazał grupę XTR M950, świat jęknął po czym padł na kolana. Szare komponenty za nic miały sobie rewolucję CNC. Ba, one pokazywały jej wzniesiony środkowy palec i wcale nie zamierzały go opuszczać. Nie mogłeś rozebrać XTR-a i tak jak w Fordzie mogłeś kupić go w każdym kolorze pod warunkiem, że był to szary. Nie był też tak lekki, a mimo to wszyscy zapragnęli go mieć. XTR był precyzyjną maszyną do zabijania, która dekapitowała konkurencję. Sztywny, wyprzedzający swą epokę, ergonomiczny i niezawodny.

Nagle okazało się, że możliwość rozłożenia na części pierwsze przerzutki, którą tak zachwycili się chwilę wcześniej przeciwnicy Shimano, teraz stała się jej gwoździem do trumny. Zamiast tego w 1996 roku wszyscy preferowali już jednoczęściową, niemal wieczną konstrukcję. W przeciągu dwóch lat wiele manufaktur płynęło już brzuchem do góry.

grupa_shimano_xtr_m950

XTR M950 – szary gwóźdź do trumny przerzutki Paul

Paul:
„Produkowaliśmy naszą przerzutkę przez trzy i pół roku. Tak, XTR nas dobił. Prawda jest taka, że wtedy wszyscy byliśmy młodzi i nie mieliśmy pojęcia, co zrobić z naszym sukcesem. Olaliśmy to. Tak właśnie się dzieje, gdy masz zbieraninę młodych konstruktorów. Nie mieliśmy głowy do biznesu. Gdyby było inaczej, gdybyśmy mieli środki, zainwestowałbym w produkcję napędu złożonego z korby, łańcucha i kasety. Jednak był to zbyt drogi eksperyment”.

Co uratowało firmę?

„Wyjściem okazały się single-speed’y będące odpowiedzią na trend ciągłego poszerzania kasety. Zaprojektowałem odpowiednią piastę i naprawdę to właśnie ona uratowała nasze tyłki. W tamtych latach było ze mną naprawdę źle. U szczytu szaleństwa zatrudniałem 14 osób, po wszystkim została nas trójka. Ciągle robiłem cięcia. Musiałem wyprzedawać maszyny. Przestałem jeździć na rowerze, miałem zły kontakt z otoczeniem. To były bardzo mroczne czasy. Pewnego dnia odkurzyłem moje dwa kółka i wszystko wydało się być lepsze. Teraz jeżdżę niemal codziennie. Wsiadam na rower, wylewam pot i dobre pomysły same do mnie przychodzą”.

Maszyny w fabryce stanęły, nie wyprodukowano więcej przerzutek. Pozostały obiektem marzeń starych fanatyków w nowym świecie, gdzie nastała epoka walki Shimano ze SRAM-em.

Paul:
„Jeżdżąc na targi wciąż spotykałem ludzi, którzy mówili mi: „Hej, to ty produkowałeś Powerglide! Mogę go kupić?”. To mnie naprawdę wkurzało. Chciałem im wszystkim odpowiedzieć, żeby spojrzeli na nasze nowe świetne produkty. Nie chciałem odkurzać pomieszczeń, w których zamieszkiwała przeszłość. W końcu pogodziłem się z takim stanem rzeczy. Zrobiliśmy coś niezłego i dziś jestem z tego dumny”.

Przerzutki Paul wciąż mają swych zwolenników, w tym człowieka z… Shimano.

„Popatrzcie – mówi Boehmke – XTR był i nadal jest czymś świetnym, ale jedno trzeba oddać Paulowi. Jeden facet stworzył coś takiego? To szalenie trudne i niesamowicie ciężkie w realizacji osiągnięcie. Czapki z głów!”.

tylna_przerzutka_paul_powerglide

Dziś przerzutkę można kupić na jednym z portali aukcyjnych

Jeśli będziecie kiedyś w Kaliforni, zajrzyjcie koniecznie do małego sklepiku Paula. Dziś sprzedaje tam napinacze do łańcucha, korby, obejmy pod manetki czy hamulce canti. Pamiętajcie, że tworzy je ten sam gość, który jest ojcem przerzutki, która – jak na ironię – sprzedaje się teraz w cenie niewiele mniejszej od całej grupy XTR, która kiedyś ją zabiła. Wiecie, co o tym myślę? Nieważne, czy coś działa czy nie. Ważne jest pożądanie. Niektórzy nazywają je zgoła inaczej. To moda. Zmienna, niestała. Kreowana.