Specialized S-Works MMC M2
Liczba ocen: 1
9.9

Intro:
Spalony w słońcu szuter usiany drobnymi, ostrymi jak brzytwa kamyczkami. Trasa jest szeroka; to niemal rowerowa autostrada. Nie ma na niej kilkudziesięciocentymetrowych hopek, brak rock gardenów. Rowery też jakieś inne, ale na płaskiej jak blat stołu drodze przecież można zjechać i na hulajnodze. Śmiejesz się przed monitorem, gdy patrzysz na jazdę starych mistrzów. Lycra w idiotycznych kolorach, bananowe kaski i umysły chyba też, bo co chwilę widać glebę. Fruwa błoto, kamienie, mistrzowie plują krwią.

specialized s-works ultimate

Tytanowo – carbonowy Specialized S-Works Ultimate

Te wywrotki nie wyglądają dobrze. Jednak za każdym razem kolarz wstaje, skręca w dłoniach kierownicę poprzez obrót jednocalowych sterów, w biegu wskakuje na rower i jedzie dalej. Jest twardy, ale przecież musi takim być, zapinając łańcuch na 48 zębowy blat. Zamknij oczy, usłyszysz powodujący dreszcze na plecach furkot słynnego Tension Disk, na twarzy poczujesz żwir wyrzucany spod przedniego koła. Przekonasz się, jak boli szlif na szutrze przy kilkudziesięciu kilometrach na godzinę.

Nie otwieraj oczu, oto ich rowery! Czy rozpieszczony skokiem w swoim amortyzatorze wiesz, jak bolą nadgarstki przy sztywnym widelcu? Jaką nogę trzeba mieć przy korbie z takimi koronkami? Zobacz na geometrię ich ram, to przecież nie ma prawa działać. Weź ten sprzęt, zjedź na cantileverach z pierwszej większej górki w lesie i poczuj to w dłoniach. Przestań się śmiać, otwórz oczy.

Zajawka:
The Pros Closet z Colorado to prywatny projekt zakładający m.in. utworzenie muzeum niebanalnych rowerów, które przewinęły się przez nasz hermetyczny światek na przełomie lat. Już dziś zbiór ten powoduje gęsią skórkę. Znalazło się tu miejsce dla roweru Kestrel Rubicon na wyścigi Kamikaze, Gianta ATX DH Mylesa Rockwella czy intrygującego Slingshot Team Issue. O tak, ślina cieknie w miarę przeglądania panteonu sław.

Niedawno chłopaki pokazali krwistoczerwonego Speca należącego do legendy MTB: Neda Overenda. Jeśli po raz pierwszy słyszysz to nazwisko, masz 100 karnych kilometrów na rowerze musisz wiedzieć, że to gość, który ćwierć wieku temu był na topie. W 1990 roku na MŚ w Durango wywalczył złoto. Facet w swej karierze ścigał się z takimi sławami, jak Bart Brentjens, John Tomac czy Thomas Frischknecht. Ned jeździ do dziś, szkoląc o połowę młodszych zawodników. Co więcej, facet wciąż ściga się w zawodach Mastersów i np. w 2012 roku zdobył złoto (Mistrzostw Świata!) w przełaju. Szacun!

Zacznijmy jednak od początku. W 1990 Overend ścigał się na niebotycznie drogiej i skomplikowanej w produkcji ramie. S-Works Ultimate był wykonany z carbonu i tytanu, a jego masa wynosiła obłędne 1200 gramów! Niestety sztywność stała na relatywnie niskim poziomie, a Specialized szukał tańszej (ale tak samo dobrej!) alternatywy dla swojego mistrza. Sam Ned, zapytany o ramę Ultimate wiele lat później, powiedział:

„Na tamte lata był to superlekki rower, w dodatku dość sztywny, więc podjazdy były jego najmocniejszą stroną.”

Po czym dodał:

„Po tym, jak przywykłem do w pełni amortyzowanego 29-era ze współczesną amortyzacją, jazda Specem w dół kamienistym szlakiem byłaby dziś przerażająca.”

Rower:
Dlatego też szybko powstał owiany nutką tajemnicy tzw. MMC M2 – Metal Matrix Composite. Podstawowym budulcem owego materiału było aluminium 6061, ale z dodatkiem twardych cząsteczek o charakterze ceramicznym (m.in. korund i węglik krzemu). Po co? Ano po to, że tak jak żwir wzmacnia beton, tak wspomniane cząsteczki wzmacniały alu, które nazywane „metalem kompozytowym” nie pękało i nie wyginało się tak, jak materiał wyjściowy.

Producent materiału – amerykański Duralcan (będący przedstawicielstwem słynnej kanadyjskiej marki Alcoa) – twierdził, iż M2 miał moduł sprężystości o 18% wyższy niż czyste aluminium. Pamiętajmy, że w tamtych czasach rowerzyści – przyzwyczajeni jeszcze do ram stalowych – niekiedy narzekali na bardzo dużą sztywność nowych ram. Wytrzymałość na zmęczenie też była większa – o całe 8%. Istniały również minusy. Choć MMC posiadał znacznie większą wytrzymałość na zrywanie niż klasyczny stop 6061, to miał tylko połowę wytrzymałości alu serii 7000 od Easton. Rury wykonane z M2 nie były cieniowane, więc ciężko (!) było mówić o niższej masie.

A jednak, dzięki dobremu marketingowi, MMC dla wielu był czymś niezwykłym i w katalogach rowerowych z tamtych lat poświęcano mu osobne rozdziały. Tak czy owak, Specialized posiadał wreszcie tańszy budulec ram, ale Ned miał mieszane uczucia. Przyzwyczajony do sztywnego widelca w modelu Ultimate przyznał później, że choć rama z MMC była sztywniejsza, to jednak montaż amortyzatora i koła Sugino sprawiały, że była to iluzoryczna przewaga.

Tak oto dochodzimy do jednego z najseksowniejszych wynalazków tamtych lat, czyli tylnego koła Sugino Tension Disk, które zamiast szprych wykorzystywało plecionkę z kevlarowej linki (w późniejszych latach komponent przeznaczony na rynek amerykański nosił nazwę Tioga Tension Disk). W założeniu produkt ten miał dzięki swej sprężystości poprawiać amortyzację. Konstrukcja koła pozwalała też na magazynowanie energii podczas wchodzenia w zakręty, co skutkowało jej eksplozją na wyjściu z łuku. Warto również wspomnieć o niesamowitym dźwięku wydawanym przez toczące się Tension Disk. Tak, był to prawdziwy rock’n’roll tamtych lat.

Pomimo całej masy wad, Tension Disk po dziś dzień uchodzi za jedną z ikon MTB wczesnych lat 90-tych. Ned:

„Ten rower nie miał lekko i koło na pewno mu nieco pomagało. Dla mnie najważniejsze było złagodzenie nierówności na zjazdach. Jednak najważniejszy powód, dla którego jeździłem na Sugino był bardziej pragmatyczny. Dostałem jakieś 50 000 (dziś byłoby to ok. $88 000 uwzględniając inflację) dolarów za to, że miałem je w swoim rowerze – coś szalonego. Niestety w pewnych sytuacjach, jak np. zjazd połączony z hamowaniem, elastyczność koła powodowała, iż klocki mogły spaść poniżej obręczy. Przed ruszeniem na trasę należało się upewnić, że okładziny są ustawione pod kątem i nieco wyżej w kierunku opony.”

Hamulce w rowerze Overenda to osobna historia. Specialized S-Works wyposażony został w cantilevery Suntour XC Pro. Warto pamiętać, iż ta marka była kiedyś na topie i nawet Shimano ciężko było z nią konkurować. Spowalniacze te wykonane były z kutego aluminium, wyposażono je w „łożyska” ślizgowe i regulowaną sprężynę w każdym z ramion. Para na jedno koło ważyła 175,5 g. Jeśli jeździliście kiedyś na „kantach”, to wiecie, z czym to się je. Ned:

„Cantilevery po prostu nie działały. Jesteśmy przyzwyczajeni do tarczówek, dzięki którym możemy kontrolować przód i tył, gdy hamujemy, ale „kanty” – a szczególnie Suntour’a – po prostu nie miały mocy. Nie było jeszcze tak źle na trasach typu Mammoth czy Big Bear, ale wracając na wschód (jak Mount Snow), gdzie są bardzo trudne zjazdy, wymagające nieco finezji, wydajność tych hamulców naprawdę bolała. Nie obsługiwało się ich jednym palcem; wymagały użycia dwóch, a nawet wtedy przedramiona paliły na zjazdach.”

Epilog:
Zwróćcie uwagę na mostek Zoom – niegdyś była to zupełnie inna marka, płacąca Nedowi znaczne sumy za to, że jeździł na jej komponentach. Napęd to, podobnie jak w przypadku hamulców, znak tamtych lat – Suntour XC Pro, który po dziś dzień jest poszukiwaną grupą i na portalach aukcyjnych potrafi osiągać wysokie sumy. Z drugiej strony tak, jak przednia przerzutka kopała tyłki (choć dziś Ned zachwala jednorzędową korbę), tak tylna często nie radziła sobie jak należy w odróżnieniu od japońskich odpowiedników. Kaseta ze stajni XC Pro także nie nadążała za Shimano. Spójrzcie na korbę i dolną rurę tylnego widelca. Zębatki nie posiadały ramp i przetłoczeń wspomagających zmianę biegu, dlatego zmorą na ówczesnych wyścigach były tzw. chainsuck’i (zaciąganie łańcucha).

Bardzo chwalono za to części z systemem Grease Guard. Za tym kryptonimem kryła się smarowniczka umożliwiająca aplikację smaru bez konieczności rozbierania danego komponentu. W rowerze zastosowano przednią piastę z tym rozwiązaniem. Amortyzator to Specialized Future Shock, który był w rzeczywistości… widelcem Mag 21 (skrót od Magnesium) ze stajni Rock Shox. Różnicą było to, iż dolne golenie wykonano ze wspomnianego MMC. Widelec Overenda posiadał 50 mm skoku i tytanowe piwoty oraz śruby. Najlepsze jednak zostawiłem na koniec. Ned z wielu powodów wspomina zamierzchłe czasy z rozrzewnieniem, ale jednak zdecydowanie bardziej woli współczesne produkty. Zapytany, czy jest cokolwiek czego brakuje mu z tamtych lat w jego nowym rowerze, odpowiada bez ogródek: „Nie”.

tioga disk drive

Specyfikacja:
Rama: 1992 Specialized S-Works M2 Team Issue
Amortyzator: Specialized Future Shock
Stery: Specialized, 1 1/8 gwintowane
Mostek: Zoom, 135 mm x +6°
Kierownica: Zoom aluminiowa, 560 mm
Rogi: Profile
Gripy: Grab-On piankowe
Hamulce: Suntour XC Pro
Klamki: Suntour XC Pro
Przerzutki: Suntour XC Pro
Manetki: Suntour XC Pro
Kaseta: Suntour 7 s, 11-28T
Łańcuch: Suntour
Korba: Suntour XC Pro Microdrive, 175 mm, 22/32/44T
Środek suportu: Specialized Direct Drive Titanium
Przednia obręcz: Specialized TXL21, 32 otw.
Tylna obręcz: Specialized GX23, 36 otw.
Przednia piasta: Suntour XC Pro Grease Guard
Tylna piasta: Sugino Tension Disc 846
Przednia opona: Specialized Cannibal Umma Gumma, 26×2.2
Tylna opona: Specialized Ground Control More Extreme, 26×1.95
Siodło: Vetta SL
Sztyca: Suntour XC Pro
Pedały: Shimano PD-M737
Pozostałe: licznik Ciclomaster CM37, prowadnica łańcucha N-Gear, 2 aluminiowe koszyki na bidon Specialized
Masa: 12 250 g (kompletny rower ze zdjęć)

Fot.: The Pros Closet