XTR vs XTR. Czy nowe znaczy lepsze?
Liczba ocen: 2
5.6

Intro:

W hali panował straszny zaduch. Niewysoki, skromnie, ale schludnie ubrany człowiek szedł szybkim krokiem, ocierając czoło. Wszechobecny tu hałas był personifikowany przez wielu. Tym razem niemal naigrywał się z mężczyzny w niebieskim kitlu, którego jedyną formą ochrony był przyciasny kask. W pomieszczeniu niemal nie było wolnego miejsca. A już na pewno niezagospodarowanego. Ogrom różnorakich maszyn przytłaczał. Para, płomienie ognia, warkot i stukot.

Tak ścigano się na zawodach Pucharu Świata w roku 2001, gdy królował szary XTR:

Japończyk minął równo poskładane metalowe walce. Błyszczała stal, matowym blaskiem lśniło nieobrobione aluminium. Nie przystanął, ale ledwie zauważalnie zwolnił kroku i omiótł wzrokiem szarą bryłę. Tytan. Delikatny, ale niewymuszony uśmiech przemknął przez ostro zarysowane kontury twarzy.

Mężczyzna zatrzymał się i szybko przetarł chusteczką wypolerowane, lecz przykurzone po całym dniu pracy, buty. Ogromna, bezkształtna szara masa dudniła tuż przed nim. Bezwiednie potarł skroń i przesunął palce w okolicę ucha. Wielka, stalowa płyta powoli przesuwała się w górę. Japończyk przysłonił dłonią oczy i cofnął się o kilka kroków. Stał i patrzył w ogień.

Gdy zębatki ostygły, na taśmie wjeżdżały pod olbrzymią prasę. 30 i 34T; tytanowe koronki były właśnie nitowane do aluminiowego pająka, niedawno anodowanego na szaro. Dłoń w niebieskim kitlu obróciła go wokół własnej osi. Oczy spojrzały na biały, laserowy grawerunek: CS-M952. XTR; szczytowe osiągnięcie japońskiej technologii. Mężczyzna tym samym, szybkim krokiem przemierzył halę i usiadł na krześle w sterylnej stołówce. Sushi wprost znikało w oczach.

A to rok 2013 i czasy panowania XTR serii 980:

Mówią, iż kłamstwo powtarzane po wielokroć staje się prawdą. W branży rowerowej po dziś dzień pokutuje wiele mitów. Należałoby mieć Argusowe oko, aby nie dać się zwieść temu, co przyjmuje papier. Wejdźmy razem do wehikułu czasu i przenieśmy się do Japonii w roku 1999, gdzie w Sakai w najlepsze trwa produkcja szarego XTR serii 952. Do dnia dzisiejszego ta właśnie grupa uchodzi za synonim kunsztu skośnookich inżynierów. Niezniszczalna, o wzorowym działaniu. Skonfrontuję ją w walce z wciąż panującą jeszcze 980-tką. Bezpośrednia bitwa komponentów, bez miejsca na opisy żywcem wzięte od Parandowskiego.

Wszystkie części zostały przetestowane przeze mnie. Na każdej zrobiłem min. 10 000 km, chyba, że uległy przedwczesnemu zniszczeniu. Obu grupom nieobce były zawody, codzienne treningi i spokojne wypady w góry. Na całość postanowiłem spojrzeć zarówno pod kątem ambitnego „turysty”, jak i zawodnika z pierwszego sektora. Czy szary XTR rzeczywiście był tak dobry, jak mówią i po dziś dzień nic nie może się z nim równać?

Manetki SL-M952 vs SL-M980

Werdykt: +1 dla serii 980

Obudowa szaraka to anodowane aluminium i plastik. Dolny cyngiel wykonano z metalu lekkiego; górny (w znacznej mierze) z tworzywa. Redukcji można dokonać o 4 przełożenia na raz, multiplikacji tylko o jedno. Życie wewnętrzne XTR-a zbudowano w oparciu o stal i nieco plastiku. Klawisze zaosiowano na potrójnych (!) łożyskach przemysłowych.
SL-M980 z zewnątrz wyglądają podobnie. Aluminiowa obudowa górna wespół z dolną, wykonaną z tworzywa. Główna dźwignia to anodowany metal lekki (o strukturze piłeczki golfowej dla lepszego trzymania), górna jest stalowo-plastikowa. Wewnątrz również króluje stal. Nie znajdziemy tu już kulkowych łożysk. Całość oparta jest na ślizgach.

manetki_xtr

952 to słynne „masełko”. Dolna dźwignia działa niemal bez oporu; jej ruch sygnalizuje miękki trzask. 980-tka jest daleko bardziej wyrazista. Kolejne kliknięcia są świetnie wyczuwalne. Rewelacyjny jest cyngiel zrzucający. W obie strony można obsługiwać go kciukiem lub palcem wskazującym. Ponadto, możliwa jest zmiana biegu o 2 przełożenia na raz. Co więcej, łańcuch wędruje na mniejszą koronkę kasety tuż po naciśnięciu dźwigni.

Szarak potrzebował jeszcze czasu na odepchnięcie cyngla. Nowa wersja manetek pozwala na mnogość ustawień na kierownicy i lepiej leży pod palcami. Zrzucanie palcem wskazującym przyjemniej przebiega w 952, ale w nowszej wersji i tak korzysta się właściwie tylko z kciuka. Trwałość jest podobna. Różnic podczas długotrwałego użytkowania tak naprawdę brak. Obie manetki miały problemy z plastikowymi dźwigienkami. Szara Eminencja lubiła pękać, 980-tka dostawała luzów (wypuszczono poprawiony model z literką „A”). Zdecydowanie krótszy skok cyngli w nowszym produkcie to kolejna wartość dodana.

Przerzutka tylna RD-M952 vs RD-M980

Werdykt: +1 dla serii 952

Szara tylna przerzutka to komponent, który często wzbudzał największe emocje. Odkuwka o klasycznych kształtach ze standardową oraz odwrotną sprężyną. Sprężyna miała możliwość regulacji naciągu (!) śrubokrętem krzyżakowym. Przy regulatorze pojawiła się duża, masywna uszczelka pancerza. Krokiem w kierunku zbicia masy jest wycięty korpus i aluminiowe śrubki regulacyjne.

W serii 980 znajdziemy już tylko same wersje Shadow. Zrezygnowano ze sprężyny Low Normal, za to zaproponowano sprzęgło ograniczające ruch wózka na wybojach. Zastosowanie karbonu i liczne otwory ulżeniowe wskazują na pogoń za niską masą. Jednak RD-M985 ze sprzęgłem waży tyle samo, co stary, poczciwy szarak.

Jakość działania nowych przerzutek jest niestety niska. Luzy na sworzniach są od nowości, a włączenie sprzęgła wyraźnie utrudnia pracę manetki. Konstrukcja Shadow jest bardzo plastyczna i podatna na gięcie. Starsza wersja działa wyraźnie lepiej. Przerzutka jest sztywna, a regulacja sprężyny to genialny pomysł. Trwałość również jest nie do pobicia. Minusem 952 jest niefortunna uszczelka, którą najlepiej było zdjąć tuż po zakupie. Zatrzymywała wodę wewnątrz pancerza, zamiast ją odpychać.

Przerzutka przednia FD-M952 vs FD-M980

Werdykt: remis

952 posiada niezwykły patent, mianowicie Differential Plate. Obie części wodzika pracowały niezależnie od siebie na pantografie. Przyspieszało to wrzucanie łańcucha z najmniejszej zębatki na środkową. Wraz z korbą o rozstawie 24-34-46T działała świetnie. Większość zdawała się o tym zapominać, przykręcając przerzutkę do blatów 44T. Mimo wszystko nie dostawała luzów tak szybko, jak można by się spodziewać.

xtr_fd_m952

Nowszy model FD-M980 jest dużo bardziej prosty. Zrezygnowano ze skomplikowanego mechanizmu, poszerzono ogniwa. Poprawiono też jakość niklowania aluminiowego wodzika. Przerzutka działa szybko i pewnie, minusem jest wyższa masa. Nie widzę jednoznacznej, wyraźnej przewagi jednej nad drugą. Stawiam na remis z niewielkim plusem dla poczciwej, „Szarej Eminencji”.

Korba: XTR FC-M952 vs XTR FC-M980

Werdykt: +1 dla serii 980

Bratobójcza walka klasycznego trójtarczu. XTR w czasach, gdy powstawał, kipiał od nowych technologii. Kute, puste w środku ramiona były zagadką dla konkurencji. Jedni próbowali sklejać ze sobą dwie wydrążone połówki (Cannondale), drudzy wypełniali ramiona carbonem (Race Face). Korba była wystarczająco sztywna, by Japończycy na bazie tego samego produktu zrobili wersję do DH. Cóż, kiedyś jeździło się inaczej. Niklowane zębatki zapewniały wysoką trwałość i kulturę pracy.

Starsi kolarze na pewno pamiętają trwałość suportów Octalink. XTR miał wówczas nierozbieralny pakiet na wielowypust, a przecież były to czasy, gdy królowało połączenie na kwadrat. Zestawowi ciężko coś zarzucić, prócz braku sztywnego pająka (robił za niego blat) i problematycznego odkręcania koronek.

korba_xtr

Korba serii 980 to świetny, zawodniczy produkt. Posiada doskonałe zębatki (środkowa jest tytanowo – kompozytowa) błyskawicznie i cicho przesuwające łańcuch. Sztywna, wykonana w technologii Hollowtech II. Ma zintegrowany pająk. W porównaniu do starszego brata jest tu technologiczna przepaść. Nieco inaczej sprawa ma się z suportem. Szerzej rozstawione łożyska to świetny patent, jednak trwałość spadła znacznie. Gdyby porównywać tylko tę cechę, szala z aktualnym pakietem poleciałaby w kosmos.

Kaseta: XTR CS-M952 vs XTR CS-M980

Werdykt: mimo wszystko +1 dla CS-M980

Na początku nowego millenium jeździło się niemal wyłącznie na kasetach Shimano. Coraz mocniej w temacie poczynał sobie SRAM, ale jednak to Japończycy mieli wciąż technologiczna przewagę. Co ciekawe, amerykański koncern przegrał nawet sprawę sądową za naruszenie praw patentowych kaset z kraju Kwitnącej Wiśni.

CS-M952 była dopasowana rozstawem do twardych koronek korby. Był to jak na ówczesne czasy nowatorski w pomyśle zestaw składający się z trzech pająków. 3 najmniejsze koronki przykręcano luzem. Zwiększało to sztywność, powodowało jednak problemy przy zużywaniu się zębatek z cartridge’a. Celem odchudzenia całości, cztery największe wykonano ze stopu tytanu. Jako jedyna z górskich grup, kaseta posiadała aluminiową nakrętkę. Warto też wspomnieć o modelu CS-M953, w którym sześć największych zębatek przynitowano do aluminiowego pająka.

Nowy model nie różni się od starszego tak naprawdę praktycznie niczym, poza dodaniem dziesiątej koronki. Połowę wykonano z tytanu. Zmieniono także nieco technologię wykonania ramp ułatwiających zmianę biegów. Osobiście nie widzę poprawy działania i obawiam się, że służyło to zmniejszeniu kosztów produkcji. Stara wersja była bardziej finezyjna. Skoku technologicznego nie widać. A przecież w najwyższej szosowej grupie Dura Ace pająk robiony jest już z kompozytu. Za plus uważam powrót do kapitalnego patentu sprzed kilkunastu (sic!) lat i złożenie kasety z trzech osobnych pająków (960-tka była pozbawiona tej cechy).

Hamulce: XTR BR-M951 vs XTR BR-M985

Werdykt: remis 😉

Porównanie karkołomne, ale warto spróbować. W roku 1999 „tarczówki” były wyraźnym wskaźnikiem kultowości roweru. V-brake 951 z najwyższej grupy były poprawionym modelem, odpornym na luzy. Równoległy docisk klocka i po dwa łożyska w każdej szczęce były czymś, co wyróżniało XTR spośród wielu. Mało producentów (i rowerzystów niestety) mogło pozwolić sobie na coś podobnego. Zabrakło jedynie obróbki CNC, zarezerwowanej wówczas dla mniejszych firm oraz… delikatnego dopracowania konstrukcji.

xtr_br_m951

Hamulec był bardzo silny, przez co rozginał nieprzystosowane do tego ramy. Wynikiem tego spadała moc. Producenci ram ratowali się wyginaniem widelców w popularny wówczas s-stay, kolarze dokładali masy tzw. boosterami. Mimo wszystko komplet zapewniał działanie na najwyższym poziomie, a konkurować mogło na tym polu jedynie kilka firm; m.in. Avid ze swoimi SD Ultimate.

Przez kilkanaście lat technologia poszła do przodu i hamulce tarczowe zawitały do najtańszych rowerów. Obecny model (będący wersją dedykowaną XC) działa świetnie, jest łatwy w odpowietrzaniu i serwisie. Względem szczęk wzrosła zarówno siła, jak i modulacja. Na długich zjazdach nie męczą się palce. Nie ma co porównywać mocy V’brake z tarczami, jednak dziś Shimano ma trudniej, niż kiedyś. Konkurencja nie śpi i trudno byłoby powiedzieć, że seria 980 to najlepszy dostępny hamulec na rynku.

Umówmy się, że dam ocenę z przymrużeniem oka, poza „konkursem”. Myślę, że remis będzie tu właściwy, uwzględniając czasy, w których używano (lub używa się) obu rozwiązań.

Podsumowanie:

3 do 1 dla serii 980. Mimo wszystko nie wziąłem pod uwagę piast (dziś częściej wybiera się gotowe koła) i kilku pozostałych drobiazgów. Szarak przegranym? Tak, jeśli wziąć pod uwagę pojedyncze części. Patrząc na wszystko pod kątem całej grupy, ocena nie jest już tak jednoznaczna. 952 może i miał gorsze manetki czy korby, ale w ogólnym rozrachunku to nowe przerzutki działają gorzej i krócej.

shimano_xtr_980

Grupa XTR serii 980 (fot. Shimano)

Wiecie co?

Wciąż pamiętam mój pierwszy rower. Perfekcyjne, długie siodełko, duża kierownica i błyszcząca niebieska farba. Ten cud pomysłowości przywodzi mi na myśl miłe wspomnienia. Jazdę chodnikiem, poczucie bycia wielkim, chociaż miałem wtedy tylko 7 lat. W ciągu sekundy świat rozrósł się niesamowicie. Z kumplami odkryliśmy sekretne, tylne alejki. Skocznie oddalone o cztery przecznice. Wywracaliśmy się, otarte ramiona krwawiły. Gnaliśmy do sklepu na rogu najszybciej, jak się dało. Cukierki wypychały nam kieszenie niczym zrabowane złoto. Z każdą przejażdżką, z każdą nową przygodą chrom matowiał. Rdza wgryzała się w farbę. Inne dzieciaki pokazywały się na nowych rowerach. Mój najlepszy przyjaciel dostał BMX-a z bieżnikowanymi oponami. Bez błotników.

Skakał na nim jak nikt. Potem odkryliśmy szlak. I świat znów się zmienił. Znaleźliśmy się głęboko w lesie. Jechaliśmy ścieżkami, wpadaliśmy do wąwozów, zaskakiwał nas deszcz. Dzieciaki pokazywały się z przerzutkami i większymi kołami. Pozostając wierny mojemu rowerowi, tak jak chrom i farba, miłość zaczęła blednąć. Rodzice obiecali mi BMX-a, gdy nieco podrosnę. Ale na razie musiałem się zadowolić chopperem. Pewnego dnia głęboko w lesie mój mały, idealny rowerek się złamał. Koniec świata. Płakałem przed długi czas, chociaż nowy rower był blisko. To coś stało się częścią mnie. Nadal nią jest.

xtr_m950

Grupa XTR serii 952 (fot. Shimano)

Ten niesamowity cytat z Life Cycles odzwierciedla to, co myślę o szarym XTR. Niedościgniony sprzęt mojej młodości, którego nie miał nikt. Nie ważne, jaki był naprawdę. Ważne, czym był dla mnie.