Polska rakieta w Nowej Zelandii
Liczba ocen: 2
6.3

Polka, która 12 lat temu wyruszyła w długą podróż, szukając swojego miejsca na Ziemi. Znalazła je na drugim końcu świata – w Nowej Zelandii. Amatorska zawodniczka kolarstwa grawitacyjnego z niebezpodstawnymi aspiracjami do klasy zawodowej. Przed Wami Agata Bulska.


Cześć Agata, dziękuję, że w swoim napiętym terminarzu znalazłaś czas na rozmowę z nami. Rozmawiamy tuż po tegorocznej edycji festiwalu Crankworx w nowozelandzkiej miejscowości Rotorua. Zajęłaś znakomite, drugie miejsce w wyścigu enduro amatorek, zaliczyłaś też występ na pumptracku, gdzie zmierzyłaś się m.in. z Anneke Beerten i Tracy Hannah. Gratulujemy!!

Witam! Na wstępie dodaję, że również brałam udział w zjeździe, gdzie uplasowałam się na pierwszym miejscu amatorek, drugi rok z rzędu.

Opowiesz nam na początek, jak wygląda ten słynny festiwal widziany oczami zawodnika?

Crankworx to festiwal dla miłośników rowerów, organizowany przez miłośników rowerów. Cały tydzień (prawie – od środy do niedzieli) rozgrywane są różnorodne zawody; w tym roku w środę odbyło się 7-etapowe Enduro oraz Oceania’s Whip Off Championships, w czwartek Dual Speed and Style, w piątek Air DH oraz Pumptrack Challenge, w sobotę Slopestyle i w niedzielę Zjazd.

Agata Bulska na jednym z etapów Trans NZ Enduro 2016

Agata Bulska na jednym z etapów Trans NZ Enduro 2016 | fot. Trans NZ Enduro

Jak dla mnie festiwal idealny, w tym roku udało mi się wziąć udział w trzech dyscyplinach: Enduro i DH amatorsko oraz Pumptrack wraz z gwiazdami, takimi, jak Tracy Hannah czy Anneke Beerten. Przyznam szczerze, że nie doceniałam zbytnio umiejętności dziewczyn. Dałam ciała na całego, nie do końca jestem pewna, czy była to wina choróbska, które mnie dopadło w środę po Enduro, czy też niedobór w kondycji. Wiem na pewno, że przed przyszłym rokiem będę więcej trenować na pumptracku. 😉

Powracając do festiwalu, atmosfera jest niesamowita, cały tydzień wypełniony jest różnorodnymi wydarzeniami, mija się na ulicy znanych sportowców, nawiązuje nowe znajomości, imprezuje i – przede wszystkim – cały czas jeździ się na rowerze.

Na Crankworx pojechałaś prosto z etapówki Trans NZ Enduro, gdzie przez pięć dni spędzałaś w siodle po kilka godzin. Ukończyłaś ten wyścig na mocnym, piątym miejscu w klasyfikacji generalnej. Jak wygląda taka Enduro etapówka w NZ? Masz porównanie z polskim Enduro?

Na rowerze jeździłam od zawsze, jakieś tam etapy “zawodowe” miałam na studiach, ale tak na poważnie zaczęłam dopiero jeździć w NZ. Nie mam niestety porównania z polskim Enduro. Trans NZ Enduro było czymś wyjątkowym, nie wiem czy uda mi się jeszcze je powtórzyć – może Trans BC albo Trans Provance? 🙂 Jakoś nigdy nie byłam przekonana do Enduro i zawsze wolałam DH; to 5-dniowe jeżdżenie zachęciło mnie, że tak powiem, swoim wyzwaniem. Pięć dni w siodle, po 30 km (większość pod górkę) dziennie, dało mi niezłe w kość, ale jakoś dałam radę przeżyć, nie z zadowalającym rezultatem (liczyłam na wyższa pozycje), ale nie najgorzej. Licząc parę kontuzji w grudniu i złamane żebra w styczniu, które uniemożliwiły mi intensywny trening – w sumie jestem zadowolona, ze przeżyłam. Nawiązałam dużo nowych znajomości, bawiłam się świetnie i jeździłam w miejscach, gdzie mnie jeszcze w NZ nie było.

Agata podczas wyścigu w Big Pines | fot. Si Williams

Agata podczas wyścigu z serii Downhill Southern Series | fot. Si Williams

Zawody były mistrzowsko zorganizowane: transport, wyżywienie, wszystko było zapięte na ostatni guzik. Trzeba było tylko mieć rower i trochę zapasowych części. Po każdym dniu na mecie czekały zimne browarki i kanapki. Super! Mogłabym tak co tydzień. 🙂

Mieszkasz w Nowej Zelandii, ale pochodzisz z Górnego Śląska. Czy podzielisz się z nami powodami, dla których postanowiłaś przeprowadzić się na drugą półkulę? Taka decyzja musiała spowodować w Twoim życiu niemałą rewolucję. 

W Polsce nie mieszkam już od 2004 roku, na początku mieszkałam w Londynie, ale tam zaczęło się robić strasznie tłoczno, brakowało mi styczności z naturą. Wybrałam się po studiach na wycieczkę „dookoła świata”, zaliczając Tajlandię, Malezję, Singapur, Australię, Nową Zelandię (gdzie zostałam) i USA. NZ uwiodła mnie już z samolotu: ośnieżone szczyty gór, ocean, jeziora… Wiedziałam, że zostanę, zanim wylądowałam. Do Polski nie zamierzam wracać, jak na razie – nie mówię, że nie, bo nie wiadomo, co się może jeszcze przytrafić. Jak na razie mam tu super pracę (pracuję jako Inżynier Budownictwa w biurze projektowym, ale to historia na później), rowery i przede wszystkim góry i ocean w zasięgu ręki. No i od grudnia największy Bike Park na południowej półkuli. Moim domem jest w tej chwili NZ.

Agata Bulska na jednym z etapów Trans NZ Enduro 2016

Agata Bulska na jednym z etapów Trans NZ Enduro 2016 | fot. Trans NZ Enduro

Jesteś zawodniczką miejscowego teamu Behind The Bars, wspieranego przez polską markę NS Bikes, której rozwój wygląda zdecydowanie imponująco. Czy uchylisz nam rąbka szczegółów Waszej współpracy?

Z NS Bikes współpracujemy już od kilku lat, generalnie był to pomysł mojego chłopaka, udało się zdobyć namiary i jakoś tak powoli rozkręcamy biznes. Jesteśmy oficjalnym dystrybutorem NS Bikes na Nową Zelandię. Team Behind The Bars liczy 8 osób, mamy zawodników Enduro, DH, DJ oraz Freeride. Na razie raczkujemy, ale liczymy na rozgłos oraz wiele więcej sukcesów w przyszłości.

Jesteś doświadczoną zawodniczką, wyścigi najczęściej kończysz na podium. Jak wyglądają Twoje treningi?

Haha, generalnie staram się jak najwięcej czasu spędzać na rowerze, jeżdżę do pracy na rowerze, usiłuję nie korzystać z auta. W zimie poza tym chodzę na siłownię, staram się robić na zmianę kardio, sztangi, rozciąganie. Nie mam jakiegoś konkretnego treningu. Jak nie mogę iść na siłownię, staram się biegać albo przed snem zrobić sto pompek i sto przysiadów. Zawsze czuje jednak niedosyt. Wiesz, gdybym uprawiała MTB zawodowo, na pewno miałabym czas to jakoś usystematyzować, niestety jest to jak na razie niemożliwe.

Agata Bulska na jednym z etapów Trans NZ Enduro 2016

Agata podczas zawodów Trans NZ Enduro 2016 | fot. Trans NZ Enduro

Bierzesz udział w zawodach poza Nową Zelandią?

Niestety nie, nie mam sponsorów …

Współtworzysz The Perfect Line, kolektyw, z którym od kilku lat nagrywasz filmy z eventów sportów ekstremalnych: kolarstwa górskiego, narciarstwa, snowboardu. Powiedz proszę więcej na temat tego projektu.

The Perfect Line jest tworem mojego chłopaka Todda, ja tylko tu sprzątam (śmiech). Początkowo TPL miało ogarniać tylko szlaki DH i taki był cel tego projektu. Od momentu powstania pomysłu, cel się trochę zmienił, oddaliliśmy pomysł stworzenia kompendium szlaków DH i zajęliśmy się tylko filmowaniem i fotografią. Przez dwa lata mieliśmy kontrakt z Epic TV, nasze filmiki pojawiają się regularnie na pinkbike.com, w planach mamy parę większych projektów, ale na to również potrzebujemy sponsorów no i przede wszystkim czasu.

Bardzo dziękuję za rozmowę, życzymy coraz większych sukcesów!