Tomek "Tobo" Borucki - nowy Redaktor NieOceniam.pl
0Wynik ogólny
Liczba ocen: 0
0.0

Dziękujemy wszystkim za szeroki odzew związany z naszymi poszukiwaniami nowych osób mogących poszerzyć grono Redakcji. Ilość zgłoszeń przerosła nasze oczekiwania, ale jeden kandydat szczególnie dobrze wpisywał się w nasze wymagania. Myślę, że wielu z nas może zobaczyć część siebie w historii Tomka. Zaczynaliśmy od marzeń o tanich (dziś!) rowerach, nawet nie przypuszczając, iż kiedyś będziemy mogli choćby dotknąć cyngli manetek najwyższych grup.

Tomek Borucki

 

Nasz nowy Redaktor ujmuje wiedzą, pasją, błyskotliwością i uporem w dążeniu do celu. Na pewno znacie go z for rowerowych, a jeśli nie, to być może mieliście okazję widzieć któryś z jego rowerów. piękne! Tomek dawno wyjechał za granicę i mieszka tam do dziś. Jest mechanikiem rowerowym, a sprzęt, który przewija się przez jego ręce znajduje się w sferze marzeń dla takich samych osób, jakimi byliśmy my wiele lat temu. Bardzo miło jest nam przedstawić Tomka „Tobo” Boruckiego, który właśnie został Redaktorem „Działu sprzętowego”. Prosto z Norwegii będzie pisał o tym, co interesujące dla każdego maniaka rowerów: o sprzęcie.

A oto jego niezwykła historia…


1 września 1996 roku zdecydowałem zmienić moje życie.

Miałem 21 lat i spędziłem w domu szóste wakacje. Ekonomia nie pozwalała na nic innego. Uznałem, że kolejnych tak nie spędzę. Sposobem na zmianę miał być… rower. Nawet, jeśli nie posiadałbym środków na wyjazd poza Wałbrzych, byłbym mobilny. Mógłbym poznać miasto, które tak naprawdę było dla mnie zagadką, mimo mieszkania w nim od urodzenia. Mógłbym poznać okolice, których znajomość sprowadzała się do wiedzy zdobytej na oklepanych szkolnych wycieczkach i smaku pieszej przygody PTTK prowadzonej przez ojca. Chęci to jedno, jednak realizacja…

rowerowy_gadzet

Tomek tak jak i my kocha rowerowe gadżety 😉

Na wałbrzyskim osiedlu znalazłem witrynę – gablotę, w której dumnie prezentował się obiekt moich westchnień – stalowy Superior Hyper MTB na kompletnej grupie Alivio. 21 biegów. Srebrny, fioletowe akcenty. I cena: 1090 zł… Powodowała, że czułem, jakby mój cel krył się w sejfie, którego szyfru nie było można złamać. Cóż mógł zrobić chłopak z miesięcznym kieszonkowym o równowartości 1/33 kwoty jego marzenia?. Na szczęście – nowa szkoła, nowe możliwości 🙂 Był to historyczny moment rozpowszechnienia się kserokopiarek, materiały do nauki były trudno dostępne, a powielanie było jedyną możliwością bezproblemowego ich pozyskania.

Szkolne ksero było bardzo drogie; ja znalazłem w centrum punkt, który był trzykrotnie tańszy. Zdeklarowałem chęć zajęcia się kopiowaniem – mój niewielki narzut i tak czynił ofertę bardzo atrakcyjną 🙂 Zobaczyłem światełko w rowerowym tunelu. Codziennie po zajęciach zasuwałem kserować materiały; w domu przygotowywałem zestawy dla każdego. Przez 8 miesięcy nie wydałem ani złotówki. Kilka razy w tygodniu biegłem do osiedlowej gabloty modląc się, by „mój” Superior jeszcze tam był. Nie pomagały zapewnienia sprzedawcy, że to popularny i bez problemu dostępny rower. Bałem się, że moje dwa kółka ktoś sprzątnie mi sprzed nosa.

Wtedy sprzedawca dał mi mały katalog Shimano, rocznik 1996. Wertowałem go codziennie, bez końca czytając opisy i oglądając zdjęcia. Nie miałem odwagi sprawdzać, ile kosztują niesamowite „szaraczki”. Wiedziałem, że na pewno w moim zasięgu jest Superior na Alivio. Nawet, jeśli Alivio widniało prawie na ostatniej stronie katalogu, było czymś niesamowitym. 8 marca 1997 roku ruszyłem do domu nowym nabytkiem. Po godzinie i 15 minutach oraz trzech postojach dotarłem do domu.

norwegia

Nie widoki, a pejzaże w Norwegii zapierają dech w piersiach!

Ponad 100 tysięcy kilometrów i 12 lat później…
Na obcej ziemi, wygnaniec z wyboru, o godzinie 10:00, 8 kwietnia 2010 roku przekroczyłem próg miejscowego sklepu. Szukałem pracy. Za ladą stał mężczyzna w wieku czterdziestu kilku lat. Zebrałem się w sobie i rzuciłem:
„Chciałbym porozmawiać z właścicielem lub managerem”.
„Tak się składa, że to… ja” – uśmiechnął się.
Zapytałem, czy szuka pracownika, rozpoczynał się sezon „na ostro”.
„Tak, potrzebujemy kogoś do składania rowerów. Potrafisz?

Opowiedziałem trochę o sobie, w dużym skrócie.
„Dobrze, jeśli możesz, to przyjedź jutro o dziesiątej; jestem zajęty i nie mogę teraz rozmawiać, widzisz co się dzieje”
„Będę, do zobaczenia jutro”.
Nie określił warunków, jakie miałbym spełnić, żeby dostać pracę.
Następnego dnia warowałem przy drzwiach punkt dziesiąta. Zależało mi i nie lubię się spóźniać.
Wszedłem do środka. Szef już biegał, rozmawiał z klientami, którzy w magiczny sposób znaleźli się tam przed otwarciem.
„Cześć, zaczekaj chwilę, jeśli możesz”.
Oczywiście, że mogę.

Ściany obwieszone częściami i akcesoriami, segment rowerów dziecięcych, po lewej MTB, w tym różne Garki, 29tki. Na wprost gablota z biżuterią – grupa Sram XX, tego w Polsce w sklepie nie było dane zobaczyć ani dotknąć. Głębiej po lewej mieszczuchy i hybrydy, dalej kaski, buty a na samym końcu duma właściciela – dział szosowy. I skromny wtedy departament bike fit.
3600 sekund później ponownie pytanie:
„Możesz jeszcze zaczekać? Jestem bardzo zajęty.”
Poczekałem. Kolejne 3600 sekund.
„Mamy dwa wyjścia, albo przyjedziesz jutro, albo dostaniesz rower i jeśli go złożysz w przekonujący sposób – masz pracę”.
Przyjazd kolejnego dnia nie wchodził w rachubę.

norwegia

Jarle, pracownik sklepu, znalazł dla mnie wyzwanie. Będę je pamiętał do końca życia, damska hybryda 7,5 FX malinowa czerwień. Zaprowadził mnie na stanowisko montażowe.
„Tu są wszystkie narzędzia, które są ci niezbędne. Masz tyle czasu, ile potrzebujesz; skończysz – zawołaj mnie”.

Nigdy nie wykonywałem operacji na otwartym mózgu, a tak się właśnie czułem w tym momencie. Zamarłem, wydobywając z fabrycznego pudełka dziwny zacisk przedniego koła. Firmowy wynalazek Treka, nie miałem pojęcia jak go ugryźć. Obaj mechanicy byli zajęci, nikt na mnie nie patrzył. Na statywie stał dokładnie taki sam FX, zakręciłem się, rzucając okiem na przednie koło. Już wiedziałem. Godzinę i 15 minut później (4 razy dłużej niż standardowy czas spędzany zazwyczaj przy montażu jednego roweru) zawołałem szefa.
Postawił rower na ziemi, nacisnął hamulce.
W gardle miałem wielki kawałek czegoś, co prawie uniemożliwiało mi przełykanie.
„Nawet skróciłeś pancerz przedniego hamulca”.
„Tak, w ten sposób przygotowałbym rower, którym sam miałbym jeździć”.
„Kiedy możesz zacząć?

ibis_mojo_sl

Flagowy Ibis Mojo SL Tomka

Pojechałem do domu po obiad, podwieczorek i kolację. Miałem zostać tego dnia do końca, do godziny 20:00. Z radości urosły mi skrzydła, unosząc mnie nad ziemią. To był najbardziej pracowity tydzień mojego zawodowego życia. W piątek zaproszono mnie na śniadanie w towarzystwie pozostałych pracowników. W poniedziałek w kuchni pojawiła się kuchenka mikrofalowa, zrealizowane dla mnie wypowiedziane w piątek życzenie. Byłem bardzo – pozytywnie – zaskoczony. W sobotę zostałem wystawiony na próbę: najcięższy dzień w roku, najazd klientów. 12 ludzi, 6 przy składaniu rowerów.

Kolejny piątek, służbowe śniadanie.
„Dobrze, że tu jesteś, bez ciebie nie bylibyśmy w stanie przygotować i sprzedać tylu rowerów.”

W ciągu dwóch tygodni usłyszałem więcej pochwał, niż wcześniej przez 11 lat w poprzedniej pracy. Ci ludzie mają w nawyku dobrze mówić o współpracownikach. Uświadomiłem sobie jednak również to, że przez ponad dekadę nie angażowałem się w pracy. Nie lubiłem jej. Trudno w takiej sytuacji usłyszeć coś pozytywnego na swój temat, wcale mnie to nie dziwi.

trek

W parku maszyn znalazło się również miejsce dla szosy od Treka

Sezon zakończył się dla mnie z opóźnieniem. Czułem, że starają się znaleźć jeszcze dla mnie zajęcie. 24 października zacząłem okres hibernacji, z obietnicą zatrudnienia w marcu. 24 lutego zadzwonił telefon. „Przyjdź, potrzebujemy cię„. Kolejna przyjemna niespodzianka. 1 marca zaproponowali mi pracę na stanowisku mechanika.
„Za dużo potrafisz, szkoda, żebyś tylko składał rowery. Mimo że to najlepiej złożone do tej pory i wiem, że lepiej składane w przyszłości nie będą, mam dla ciebie inne zajęcie” 🙂
30 lipca udałem się do biura mojej firmy. Wezwanie na dywan, przysłowiowy.
„Chciałbym wiedzieć, czy masz jakieś plany poza sezonem; pracę, alternatywę. Chcemy, żebyś został na stałe”.

Kiedy zacząłem tu, nie miałem oczekiwań, że otrzymam więcej niż mam. Mimo tego dostawałem więcej, niż miałem w danej chwili. Sukces bez grama rozczarowań. 5 lat i 2156 przeserwisowanych, 3689 złożonych rowerów później. Wbijam kod wejścia do pracy. Parkuję rower, przebieram się, rejestruję rozpoczęcie dnia w systemie. Sprawdzam zlecenia. Speed concept 9.9, wymiana linek. Pozostali wiedzą, co lubię i, że to zadanie dla mnie. Puzzle na dwóch kołach, zabawa na baardzo długi kwadrans. Piąty rok zmagań z lokalnym klimatem i ludzkim lenistwem…

 

Na czym jeździ Tomek? Trzeba przyznać, że jego garaż wygląda imponująco. Szczególnie duże wrażenie robi, raczej mało popularny w naszym kraju z racji ceny, carbonowy Ibis Mojo SL zbudowany w oparciu o wysmakowane komponenty. Jest i szosa od Treka, a także intrygujący, w pełni sztywny węglowy „przecinak”. Witamy na pokładzie 🙂

rama_carbonowa_z_chin

Jest i carbonowy sztywniak 🙂

 

Fot. Tomek „Tobo” Borucki