Podrabiane części rowerowe
Liczba ocen: 4
9.6

Odkąd technologie zarezerwowane w pewnym momencie jedynie dla nielicznych (m.in. dotyczące włókna węglowego) zaczęły schodzić pod strzechy wiele z nas mogło zacząć cieszyć się produktami, na które najczęściej nie było nas stać. Całość działała zgodnie z zasadą znanego w rowerowym światku Keitha Bontragera:

„Mocne, lekkie, tanie. Wybierz dwa”.

podróbka sztycy fsaSzybko powstało wiele marek zajmujących się produkcją najczęściej tanich i ciężkich części, które jednak dawały odpowiedni margines bezpieczeństwa. Odkąd jednak pod strzechami nad rzeką Jangcy zorientowano się, że sprzedaż podróbek to naprawdę intratny biznes, zrobiło się niebezpiecznie.

Na naszym rodzimym podwórku na największych portalach aukcyjnych znaleźć można całą masę taniego włókna z Chin, udającego produkty uznanych marek. O ile jednak t-shirt Sadida czy klapki Kubota w teorii nie wyrządzą nam krzywdy, o tyle dalekowschodnim produktom należy się uważnie przyglądać. Warto w tym miejscu sprecyzować, że chodzi o podróbki konkretnych marek, a jedną z najczęściej fałszowanych jest FSA.

Sprawa stała się na tyle poważna (i – jak należy zauważyć -g medialna), iż brytyjska stacja BBC One wyemitowała ostatnio film dokumentalny ukazujący zagrożenie płynące z kupna m.in. na eBay’u produktów niewiadomego pochodzenia. Sednem produkcji była sprawa Matta Phillipsa – kolarza MTB, który nabył proste kierownice wyglądające dokładnie tak, jak oryginał marki FSA. Niedługo później kierownica pękła na trzy części podczas podjazdu.

Rezultat? Matt złamał w dwóch miejscach nadgarstek, co skutkowało założeniem gipsu na 7 tygodni i kilkoma miesiącami rehabilitacji. Nawet po tym wszystkim zawodnik nie odzyskał pełnej sprawności dłoni. Nieszczęśliwy nabywca postanowił odesłać wadliwy produkt do centrali firmy FSA w Mediolanie. Był mocno zdziwiony, gdy przyszła odpowiedź. Okazało się, iż kierownica była jedynie tanią podróbką, niespełniającą europejskich standardów bezpieczeństwa.

Szybkie „śledztwo” FSA wykazało, że to nie był jedyny taki przypadek. Tylko w jednym miesiącu na aukcjach znaleziono 2000 (!) falsyfikatów. Włosi postanowili przeciwdziałać temu procederowi i na swoich produktach zaczęli umieszczać logo widoczne jedynie w promieniach ultrafioletowych. Ponoć właściciel serwisu eBay również podjął kroki mające zmierzać do wyeliminowania podróbek, jednak w praktyce mogą oni jedynie ostrzegać potencjalnych nabywców lub usuwać zgłoszone aukcje.

Co dalej? Oczywiście falsyfikaty cały czas można bezproblemowo nabyć, także w naszym kraju. Wątpliwości powinny w szczególności wzbudzić te aukcje, na których sprzedawca dostarcza towar dopiero po ok. tygodniu, gdyż najczęściej jest to czas potrzebny na sprowadzenie go z Chin. Oczywiście niska cena produktu najczęściej nie jest okazją, ale chęcią szybkiego pozbycia się danej części. W ubiegłym roku brytyjska firma Windwave (pierwszy dystrybutor FSA w tym kraju) ostrzegała na swoim facebookowym profilu przed podrabianymi sztycami K-Force.

Sztyce wykonane były nie z włókna węglowego, ale szklanego (!), a część jarzemka w odróżnieniu od oryginału nie była integralną częścią rurki. W Polsce wystrzegać należy się kupna nie tylko na aukcjach internetowych, ale i forach czy grupach dyskusyjnych. Tak newralgiczne części naszych rowerów, jak kierownica czy sztyca  – bezpośrednio odpowiadające za bezpieczeństwo ridera – warte są wydania odpowiedniej kwoty pieniędzy lub wyboru tańszego ale wyprodukowanego przez uznaną markę komponentu.

Na koniec warto dodać, iż nie wszystkie chińskie produkty są złe. Wiele zachodnich firm właśnie tam wytwarza części, dbając jednak o kontrolę bezpieczeństwa. Na dzień dzisiejszy są także tzw. no-name’y, często produkowane w tej samej fabryce, co wielokrotnie droższe komponenty i przy odrobinie szczęścia oraz wiedzy można wybrać interesujący produkt. Musimy pamiętać, że podrabiane części rowerowe z logo określonej marki mają za zadanie po prostu nas oszukać. Nie spełniają one żadnych norm bezpieczeństwa (bo i po co?) i ze wszech miar należy się ich wystrzegać. Niektórzy sprzedający nazywają je replikami. Replika nogi czy ręki po wypadku wcale nie jest tak nierealna, jak niektórym mogłoby się wydawać.

Fot. Windwave