Softail wraca do łask?
0Wynik ogólny
Liczba ocen: 0
0.0

Jednym ze słów kluczowych przyświecających projektantom części rowerowych jest dziś sztywność. Wg producentów oczekują jej zawodnicy, a także zwykli „Kowalscy”, choć tak naprawdę wcale nie musieli dotąd o tym wiedzieć. Na zawodach XC rzeczywiście dobrze jest mieć sztywny rower. Krótka, intensywna trasa obfitująca w sztywne podjazdy wymaga sprzętu, który nie kumuluje oddawanej przez nas energii w sobie. Bujający amortyzator czy gnący się tylny trójkąt ramy nie są tam wskazane.

moots_ybb

Moots YBB, pierwszy softail (fot. m1n1mum/flickr)

Inaczej sprawa wygląda, gdy zawodnik jedzie na maraton czy wyścig etapowy (!) bądź rowerem będzie poruszał się zjadacz chleba, któremu nie płacą za jazdę na rowerze. Sponsorem jest on sam. Często okazuje się, że sztywne części na trasie odbijają się czkawką. Tylne koło jest podbijane na technicznych zjazdach, boli kręgosłup, dają o sobie znać nadgarstki. Im dłuższa i bardziej wymagająca trasa, tym twardszy orzech do zgryzienia. Jedziemy przecież na topowym sprzęcie wybieranym przez zawodowców, a okazuje się on nie być do nas dopasowany.

Najczęściej do gry wkracza wtedy popularny już i w naszym kraju bike fitting. Kolejne grube pieniądze przeznaczamy na ustawienie właściwej pozycji, a często i tak okazuje się, że jedzie nam się po prostu źle. Nie ujmując umiejętności (i osiąganych rezultatów!) najlepszym w Polsce fitterom uważam, że wcześniej należy odpowiedzieć sobie na pytanie: gdzie i ile jeżdżę oraz jakiego roweru tak naprawdę potrzebuję.

bmc_julien_absalon

Prototyp BMC ujeżdżany przez Juliena Absalona (fot. Marco Toniolo)

Gdy sięgnąć pamięcią wstecz, okaże się, że lata temu komfort rowerzysty był ważną częścią rowerowej machiny. Nawet w zawodach Pucharu Świata startowano na tytanowych, tłumiących drgania ramach. Ile znajdziecie ich dziś? Pierwsze fulle były niepraktyczne i ciężkie, dlatego jedną z dróg ewolucji okazał się softail. Za ojca tego typu rozwiązania uznaje się Kenta Eriksena. Dziś facet ma własną markę, ale niegdyś tworzył rowery pod nazwą Moots. W 1988 pokazał pierwszą ramę tego typu: Moots YBB.

Tak skonstruowany rower cechował amortyzowany tylny trójkąt (na początku za element tłumiący robił zwykle popularny elastomer) i brak osi obrotu, za które odpowiadały elastyczne rurki ramy. Ponad dekadę później John Castellano, niesławny twórca systemu amortyzacji nazwanego Sweet Spot, pokazał bajecznie prostą i efektywną ramę Ibis Silk Ti będącą właśnie softailem. Chwilę później, skuszony chęcią promocji własnej marki, sprzedawał niemal ten sam produkt pod nazwą Castellano Fango.

23 SEP 00 MOUNTAIN IGING MOORE PARK, SYDNEY 2000 PAOLA PEZZO ITA 1ST pic: Doug Pensinger

Paola Pezzo w Sydney w roku 2000 jechała właśnie na softailu z amortyzatorem SID (fot. Doug Pensinger)

W dobie super sztywnych ram 29″ pomysł wraca do łask, choć w nieco innej odsłonie. Czyżby w końcu sami zawodnicy mieli dosyć nie uginających się ani o milimetr części? Czy zaczynamy obserwować nowy trend? Odpowiedź może brzmieć „tak”, gdyż na wyścigu w szwajcarskim Tesserete zauważony został nowy produkt od BMC. Julien Absalon wystartował na zupełnie nowej ramie ze skrzętnie okrytym miejscem łączenia rurek tylnego trójkąta z rurą podsiodłową, które to prawdopodobnie skrywało element amortyzujący wykonany z elastomeru.

Po sieci krąży już zdjęcie bez elementów maskujących, ale tym razem swoją robotę wykonało… błoto. Mawiają, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. To prawda, a drugim graczem w tym temacie jest gigant branży rowerowej, czyli Trek. Jakiś czas temu pokazano zdjęcia modelu Superfly przeznaczonego na rok 2016. Sztywna rama posiada łożyskowany zawias na wysokości łączenia górnej rury z podsiodłową, pomiędzy którymi zamocowano elastomer. Na sprzęcie z systemem IsoSpeed (zaadaptowanym zresztą z modeli szosowych!) ściga się już choćby Sergio Mantecón z teamu fabrycznego Treka.

trek_superfly_29_2016_isospeed

Trek Superfly z systemem IsoSpeed (fot. Velovert)

Na szosie też coś kruszy beton, bo ostatnio mieliśmy okazję oglądać nową Dogmę od Pinarello, będącą właśnie softailem. Tak skonstruowana rama zapewnia 10 mm skoku, waży 900 gramów i wykorzystuje lekki elastomer jako medium ściskane. Co sądzą o tym pomyśle zawodnicy?

Geraint Thomas (Team Sky):

„Jeździłem na Pinarello w lutym i pierwsze wrażenie jest pozytywne. Im szybciej jedziesz, tym większą różnicę poczujesz. Tył jest zdecydowanie bardziej komfortowy – nie tak sztywny jak dotąd”.

Czyżby powrót do dawno zapomnianych rozwiązań? Cóż, na szosie również widywano już wynalazki mające zwiększać komfort jazdy, vide słynna koncepcja Softride. Czy ktoś pamięta jeszcze słynnego fulla Bianchi, który w 1994 roku w wyścigu Paris-Roubaix dojechał na metę jako drugi?

Pinarello Dogma z elastomerem o skoku 10 mm (fot. Neil Webb)

Całość brzmi niezwykle interesująco w zestawieniu z treścią wywiadu przeprowadzonego przez bikeBoard z Joe Klieberem, założycielem marki Syntace. Otóż Joe postanowił sprawdzić, dlaczego producenci oferują coraz sztywniejsze kierownice o powiększonej średnicy. Okazało się, że produkcja w standardzie 31.8 mm uwzględnia tolerancję w zakresie ok. 3%. W przypadku przekroczenia tego parametru komponent jest wyrzucany, co stanowi 4% całej produkcji. Kierownice o średnicy 35 mm ograniczają powstawanie odpadów do 1 procenta. Jak twierdzą panowie z Syntace, dla producentów to czysty zysk.

Dzięki zwiększonej średnicy można użyć włókna gorszej jakości, a na koniec dorobić teorię o większej sztywności. A Wy jak sądzicie, czy możemy mówić o nowym trendzie w kolarstwie? Widzimy się w sklepach?

bianchi_1994_paris_roubaix

Full Bianchi na wyścig Paris-Roubaix w roku 1994 (fot. Topvelo)