Myśląc o szprychach, które pokazane zostały na profilu fb niemieckiego sklepu internetowego r2-bike.com dla maniaków niskiej masy, nie mogę oprzeć się skojarzeniu z baśnią Andersena pt.: „Nowe szaty króla”. Otóż pewnego dnia na królewskim dworze pojawili się tkacze twierdzący, iż są w stanie stworzyć materiał niewidoczny dla głupców. W rzeczywistości nie utkali niczego, przez co król był nagi, ale dworzanie z oczywistych względów udawali, że widzą ubranie rozpływając się dodatkowo w zachwytach nad jego blaskiem.

Zaplot koła na tekstylnych szprychach na pierwszy rzut oka wydaje się być równie karkołomny, z tą różnicą, że widać efekt. Założenie konstruktorów było takie, aby – co oczywiste – masa była niższa niż w przypadku użycia klasycznych stalowych lub nawet tytanowych czy karbonowych szprych. I choć tego typu produkt w pierwszej chwili wydaje się być szaleństwem, w myśl powiedzenia, że kto nie patrzy w przeszłość, nie ma przyszłości – sprawdźmy, co na ten temat mówi historia.

Wbrew pozorom producenci kół dość często eksperymentowali zarówno z materiałem szprych, jak i znaną od lat konstrukcją. Nie sposób nie zacząć wspomnień od tylnego koła Sugino Tension Disk (następnie znane pod marką Tioga), które zamiast klasycznych – stalowych – szprych było zbudowane w oparciu o kevlarową linkę. Kolejny słynny wynalazek minionych lat to koła Spinergy Spox. W nich z kolei zastosowano szprychy wykonane z Vectranu, czyli kompozytu. Lata później wydawało się, że blisko dopracowania technologii szprych wykonanych z karbonu był francuski Mavic, ale nadzwyczaj często zdarzały się ich pęknięcia.

Na koniec przywołajmy jeszcze markę Marwi, która dawno temu oferowała klasyczne szprychy wykonane z tytanu i anodowane na tęczowy kolor. Przed nowym millenium mnóstwo rowerzystów wiele dałoby, aby posiadać je w swoich rowerach. Jak widać konstruktorzy nierzadko popuszczali wodze fantazji, ale należy szczerze przyznać, iż w większości przypadków finalne produkty były, zgoda, efektowne, ale nie efektywne. Wróćmy zatem do pomysłu tekstylnych szprych.

Zaprezentowane przez r2-bike koła zostały zbudowane w oparciu o piasty Extralite oraz obręcze Duke Lucky Jack SLS. Intrygujące jest to, że choć efekty pokazano dopiero teraz, to koła istnieją i są testowane już od roku. Co jeszcze ciekawsze, do równomiernego naprężenia szprych użyto tensometru DT Swiss, który wymagał oczywiście stosownej kalibracji. Na chwilę obecną chłopaki z r2-bike informują, iż produkt będzie w ich ofercie, ale nie wiadomo kiedy. Problemami są kosztowność, pracochłonność podczas montażu i jego skomplikowanie oraz konieczność usztywnienia tekstylnego materiału.

Niemniej, jak twierdzą – doświadczony budowniczy kół poradzi sobie z ich zaplotem. Jak wspomniałem, sam pomysł nie jest nowy, podobne szprychy oferuje manufaktura Pi Rope. I choć dziś produkt może wywoływać uśmiech politowania, to wracając do przytoczonej wcześniej myśli – kto nie patrzy w przeszłość, nie ma przyszłości – należy uświadomić sobie jedno: 50 lat temu jeżdżono na stalowych szprychach, nie wyobrażając sobie innych, bo i nie było stosownej technologii oraz potrzeb. Dziś mamy działające szprychy wykonane z tytanu, karbonu czy aluminium.

To, że dziś tekstylne szprychy nie rzucają na kolana, nie znaczy, że za 10 lat technologia nie zostanie dopracowana na tyle, że zainteresuje się nią któryś z wielkich producentów, odkupi patent i… dalszą historię już znamy, prawda?

 

Zdjęcia: r2-bike.com