Giant MCR
Liczba ocen: 2
9.6

Przed Wami premierowa odsłona nowego działu na portalu, czyli „Rower na dziś”. Razem z nami przemierzycie najróżniejsze zakątki świata, zajrzymy wspólnie do wielkich fabryk i małych, przydomowych garaży. Wszystkie historie, które tu opowiemy będą miały jeden wspólny mianownik: rower. To miejsce zarezerwowane dla maszyn niesztampowych, które elektryzowały nas kiedyś bądź budzą najsilniejsze emocje dziś. Macie własne pomysły na kolejne odcinki? Nic prostszego, piszcie na kontakt@nieoceniam.pl

W latach 90-tych coraz mocniej zaczęto interesować się aerodynamiką w rowerach. Dostrzeżono, że na szosie opływowe kształty mogą pomóc kolarzom. Niestety nie każda marka miała wówczas dostęp do tunelu aerodynamicznego, w którym można było wykonać stosowne testy. Nawet tacy giganci, jak -nomen omen – Giant, musieli uciekać się do innych środków. A te znajdowały się na pewnej dużej wyspie. Gdy niewysoki Tajwańczyk udawał się do wietrznej Anglii, spodziewał się zapukać do drzwi flegmatyka, który poczęstuje go herbatą.

lotus_108

Lotus 108 (fot. Lotus)

Zdziwił się, bo Mike Burrows nie wpisywał się w stereotypy. Był facetem, który stworzył już arcydzieło: węglową ramę Lotus 108, która po dziś dzień powoduje żywszy przepływ krwi w tętnicach. Każdą z ośmiu powstałych replik sprzedano za 80 tysięcy złotych. Gość był właśnie tym, kogo potrzebował moloch. Mike miał opracować ramę, która zmieni postrzeganie Giant’a jako producenta niekoniecznie wysmakowanych rowerów.

Tak powstał MCR, w oczywisty sposób nawiązujący do słynnego Lotusa. Oprócz carbonowego kompaktu powstały również aerodynamiczne szprychy. Wiecie co? Tam wcale nie było miejsca na tzw. „rocket science”. Pewnego dnia Burrows po prostu przyszedł do swego szefa i pokazał mu klasyczną szprychę. „Włóż ją pod strumień wody”, powiedział. „A teraz spróbuj z tym”, rzekł podając coś zupełnie nieszablonowego. Płaska szprycha nie rozbijała wody tak, jak okrągła. Tym prosty testem przekonał zarząd do swojego pomysłu.

giant_mcr

Fot. Raymond Rosa

Szprychy były na tyle dobre, że powstała również sztyca. MCR niestety nie do końca wpisywał się w skostniałe, szosowe standardy. W dobie klasycznych ram, cienkich korpusów piast i skręcanych sterów projekt dla wielu okazał się być zbyt futurystyczny. Z drugiej strony zyskał swoich naśladowców. Corima Fox czy BP Stealth to projekty wzorowane na Giancie. Rozbrykane towarzystwo uspokoiła UCI, zakazując udziału w zawodach kompaktowym ramom na wiele lat.

MCR miał opinię doskonałego roweru, cierpiącego jednak na niedostatki sztywności w okolicy suportu. W fabrycznej konfiguracji bywał też nieprzewidywalny podczas dużych prędkości. Sam Mike stworzył kolejne wcielenie węglowego dzieła sztuki. Tym razem produkt zyskał kryptonim TCR i namieszał w zawodowym peletonie. Ale to już temat na zupełnie inną historię.

karbonowa_rama_giant_mcr

Fot. Brian Gudas