Rowery elektryczne mimo ugruntowanej pozycji na rynku wciąż budzą skrajne emocje: jedni nie chcą o nich słyszeć, odbierając im prawo do bycia nazywanymi rowerami, inni z kolei, spróbowawszy jazdy na „elektryku”, nie wyobrażają sobie już powrotu na konwencjonalne rowery. Raczej nie sposób pogodzić te dwa obozy, ale na szczęście rower idealnie dopasowany do swoich potrzeb może dziś znaleźć każdy. Przyjrzyjmy się dziś bliżej jednośladom wspomaganym elektrycznie i sprawdźmy, jaki drzemie w nich potencjał.

Jak to się zaczęło?

Historia rowerów z napędem elektrycznym sięga ostatniej dekady XIX stulecia. W grudniu 1895 roku, gdy niemiecki naukowiec Wilhelm Roentgen ogłasza istnienie promieni X, a w stolicy Francji bracia Lumière zachwycają publiczność swoimi pierwszymi filmami, w Stanach Zjednoczonych niejaki Ogden Bolton rejestruje patent na silnik elektryczny, służący do napędzania roweru.

Pomysłowy konstruktor umieścił silnik w piaście tylnego koła, a zasilający go słusznych rozmiarów akumulator wpisał w trójkąt ramy. Nazywanie wynalazku Amerykanina pełnoprawnym rowerem może budzić wątpliwości, gdyż jego jednoślad nie został wyposażony w napęd mechaniczny – brak mu było pedałów, łańcucha i zębatek, mimo to zapisał się on w historii jako pierwszy e-bike.

Ówczesne amerykańskie czasopisma donosić miały o wywołanej wynalazkiem Boltona gorącej debacie, która podzieliła grono zainteresowanych na dwie frakcje: jedni byli zachwyceni, drudzy uważali silnik elektryczny w rowerze za mało śmieszny żart, nie wróżąc im przyszłości. Wygląda na to, że przez 120 lat niewiele się zmieniło w podejściu do tematu – rowery elektryczne są wciąż zdecydowanie gorącym tematem. Nie mieli jednak racji ci, którzy nie widzieli w wynalazku potencjału.

E-rowery coraz atrakcyjniejsze

Oferta rowerów z napędem elektrycznym jest dziś bardzo szeroka, dając alternatywę dla zwykłego dwukołowca osobom poszukującym roweru każdego rodzaju: od miejskich, poprzez szosowe, trekkingowe, crossowe aż po górskie. Z przyjemnością skupimy się na tych ostatnich, jako że do nich nam redakcyjnie najbliżej.

Wszystkie analizy sprzedażowe, poczynione w ostatnich latach za granicą i w Polsce, obrazują nieustanny wzrost popytu na rowery elektryczne. Ponoć w krajach Europy Zachodniej około 30% sprzedawanych rocznie rowerów należy do kategorii e-bike. W Polsce wskaźnik ten nie jest aż tak wysoki, ale gonimy Zachód z roku na rok.

Upowszechnienie rowerów elektrycznych idzie w parze ze zwiększeniem ich atrakcyjności wizualnej: niegdyś pokaźne akumulatory z roku na rok stają się mniejsze i lepiej zintegrowane z rowerem, przez co „elektryki” coraz mniej wyróżniają się z tłumu niekonwencjonalnym wyglądem.

Rosnące grono użytkowników ceni e-rowery za nowe możliwości, jakie pojawiły się przed nimi.

Dla kogo?

E-bike to propozycja dla każdego, kto chciałby wjechać wyżej, dotrzeć dalej i zobaczyć więcej. Rowery z napędem elektrycznym odkrywają nowe możliwości nie tylko przed tymi, których przed lepszymi osiągnięciami powstrzymuje niedostateczna kondycja fizyczna. To również wyjście naprzeciw potrzebom osób starszych lub z różnych powodów słabszych fizycznie, które dzięki ukrytemu w ramie silnikowi mają szansę sięgnąć tam, gdzie nigdy nie dotarłyby siłą wyłącznie własnych mięśni.

Systemy wspomagania napędu, nie bez powodu określane mianem inteligentnych, w komfortowy sposób pomagają rowerzyście rozpędzić maszynę, co znacznie ułatwia lub wręcz umożliwia pokonanie trudnych podjazdów. Elektryczny rower nie jest jednak bratem bliźniakiem motocykla, sprytna technologia wspiera nas tylko przy naciskaniu na pedały – przy spadku kadencji do zera praca silnika nie jest podtrzymana. Wspomaganie ze strony silnika jest też odłączane po przekroczeniu prędkości 25 km/h – aby jechać szybciej, musimy zacząć pedałować (lub znaleźć dobry zjazd 😉 ).

O ile rozpędzenie roweru, mimo jego sporej masy, nie stanowi problemu bez względu na możliwości siłowe użytkownika, o tyle warto mieć na uwadze ewentualne trudności logistyczne – osoby dysponujące niewielką siłą fizyczną mogą nie dać rady np. samodzielnie postawić roweru na bagażniku dachowym samochodu lub wnieść go po schodach.

Nie taki łatwy wybór

Segment eMTB rozwija się bardzo prężnie. Wyścig zbrojeń obejmuje między innymi coraz nowocześniejsze technologie zasilania i wspomagania, inteligentne systemy kierowania i coraz lepszą integrację elektrycznego wspomagania. Ceny godnych polecenia rowerów startują od około 6 tysięcy złotych i rosną w wielokrotność tej kwoty; w ofercie są rowery damskie i męskie, hardtaile i fulle o różnym skoku, na kołach 27.5 i 29”, z najróżniejszym wyposażeniem. Spektrum możliwości może przyprawić zainteresowanego o zawrót głowy, spróbujmy więc przyjrzeć się kilku ciekawszym modelom.

Popularni na polskim rynku producenci to m.in. Haibike czy Cube, oferujący mnogość modeli na różnych pułapach cenowych. Atrakcyjną propozycją, godzącą przystępną cenę z wysoką funkcjonalnością jest np. Cube Reaction Hybrid Pro 500, wyposażony w silnik Bosch Performance Line CX. Dość zwarta geometria czyni go zwrotnym i reaktywnym, a silnik o standardowej wydajności 250 watów zapewnia efektywne wsparcie nawet na stromych górskich szlakach.

Jeśli nie ogranicza nas budżet, a wyobraźnia podpowiada solidne górskie szczyty, możemy pokusić się o fulla z wyższej półki cenowej. Godna uwagi jest seria Haibike Sduro, w której w oczy rzuca się zgrabny model FullSeven LT 7.0, który, z uwagi na ukrycie akumulatora w ramie, jest wizualnie tylko nieznacznie bardziej masywny od rowerów klasycznych. Model ten wyposażono w 11-rzędowy napęd SRAM NX i silnik Boscha oraz solidne hamulce Magura MT5.

Zdecydowanie warto też zwrócić uwagę na jednego ze zwycięzców nagrody Design & Innovation Award 2017, oparty o piękną karbonową ramę model Focus Jam² Plus Pro. Jego młodszego brata, model Focus Jam² Plus LTD zbudowano na aluminiowej ramie, co pozwoliło znacznie obniżyć cenę. Energii temu modelowi dostarcza wysokiej klasy silnik Shimano STePS E8000, a 140-milimetrowy skok zawieszenia pozwoli bawić się świetnie na trasach enduro.

Mają z czego wybierać również Panie – na rynku coraz więcej jest rowerów elektrycznych stworzonych z myślą o nich. Nasz wybór to Liv Vall-E+ 1 Pro z silnikiem Yamaha SyncDrive Pro i Habike Sduro HardLife 6.0 z napędem SRAM NX i hamulcami Magura MT4.

© cube.eu / bikester.pl

Na co zwrócić szczególną uwagę?

Przy wyborze „elektryka”, zwłaszcza posiadając masę własną w okolicach 120 kg (to dla większości modeli limit masy ciała użytkownika), warto szukać modelu wyposażonego w jak najlepsze hamulce.

Musimy pamiętać, że rower elektryczny zawsze będzie cięższy niż klasyczny i nie może tu być mowy o równaniu się z 9-10-kilogramowymi rowerami bez wspomagania; ciężar samego silnika wraz z akumulatorem zawiera się w przedziale 5-7 kg, cięższa od konwencjonalnej jest też rama, dostosowana do montażu napędu elektrycznego. Gotowy do jazdy e-bike waży około 20-25 kg, zależnie od wyposażenia.

Z tego powodu już co szczuplejsi kolarze zbliżą się wagowo wraz z rowerem do 90-100 kg. Taką masę, tym bardziej w wilgotnych warunkach, trudno zatrzymać, obowiązkowe będą więc sprawne hamulce z dużymi tarczami. W e-bike’ach najczęściej stosowane rozmiary tarcz hamulcowych to 180 i 203 mm.

Istotnym elementem wyposażeni e-roweru jest też wbudowany akumulator – zwróćmy uwagę na jego pojemność, która przełoży się bezpośrednio na czas pracy baterii. Wartość ta będzie wyrażona w watogodzinach (Wh) lub amperogodzinach (Ah) i zawierać się będzie w przedziale 250-500 Wh.

Pozostałe różnice to przede wszystkim rodzaj i wielkość skoku zawieszenia, idąca za nimi geometria ramy oraz wyposażenie – te kwestie zależą wyłącznie od naszych preferencji.

Zdjęcia pochodzą z materiałów producentów oraz sklepu internetowego bikester.pl.