Metryczka: Mactronic Scream 3.1 / Scream 3.2
Masa: Scream 3.1 137.7 g, 3.2 112.3 g, uchwyt 39.4 g
Cena: Scream 3.1 245 zł, Scream 3.2 183 zł
Tryby i czas świecenia: Scream 3.1: ciągły 40 Lumenów (40h), 150 (12h), 350 (5h), 900 (2:50h), stroboskop 900 (4:15h), migający 150 (24h). Scream 3.2: ciągły 50 Lumenów (13h), 180 (4h), 600 (2h), stroboskop 600 (3h), migający 180 (8h)
Zasilanie: Scream 3.1 akumulator 3400 mAh, Scream 3.2 akumulator 1600 mAh (wymienne)
Gdzie kupić? Mactronic.pl

Intro:
Kiedy byłem nastolatkiem i stawiałem swoje pierwsze kroki w rowerowym świecie bardzo chciałem mieć mocną lampkę, która pozwoliłaby mi odkrywać na nowo ulubione ścieżki inaczej, niż zwykłem to robić za dnia. Jednakowoż kilkanaście lat temu, kiedy to jeszcze telefony służyły niemal wyłącznie do telefonowania, a opony o szerokości 1.9” były całkiem szerokie, w branży oświetleniowej rządziły żarówki. Charakteryzowały się dużym poborem energii (i co z tym związane krótkim czasem świecenia) oraz zaiste niewielkim płomyczkiem rozświetlającym mroki nocy.

Co prawda można było kupić (czy raczej obejrzeć w katalogu) wybajerzone zestawy z zewnętrznym akumulatorem, tylko mało którego nastolatka było na nie stać. Dlatego za odłożone pieniądze kupiłem lampkę na zwykłe baterie w przedpotopowym rozmiarze i mimo oczywistych wad tego rozwiązania, mogłem wreszcie spełnić swe nocne fantazje. Dziś jestem posiadaczem wszelakiej maści lampeczek, lampek i potworów do zadań specjalnych, ale czasu na jazdę mam już odpowiednio mniej. Niemniej zdarza się, że trening mogę odbyć dopiero wieczorem i muszę być wyposażony w dobre światła umożliwiające mi bezpieczną oraz przyjemną jazdę.

Podobno od przybytku głowa nie boli, ale zawsze przychodzą wtedy dylematy – zabrać zestaw mocniejszy, ale cięższy i mniej poręczny czy może kompaktowy za to dający mniej frajdy z jazdy na uboczu? W takich momentach dobrze byłoby się nie ograniczać, bo dla mnie nie ma nic przyjemniejszego niż wybór własnych ścieżek, także tych przemierzanych na rowerze. Z lekką nutą sceptycyzmu postanowiłem sprawdzić jak w boju sprawdzą się nowości od polskiego Mactronica. Jesteście ciekawi dlaczego? Przeczytajcie!

Z pudełka:
Otóż jestem zwolennikiem stricte rowerowych lampek z zewnętrznym akumulatorem i odpowiednio zbalansowanymi trybami świecenia. Od najsłabszych, których mogę użyć w mieście po ekstremalnie mocne, gdy wypuszczam się na szlak. Nowość od rodzimego producenta odstraszała mnie wyglądem, ponieważ oświetlenie tego typu kojarzy mi się raczej z cywilnymi latarkami niż wyrazem rowerowej pasji. Niemniej postanowiłem spróbować podejść do tematu bez negatywnych emocji ponieważ wiem, że wielu z Was chwali sobie tego typu rozwiązania.

W teście wzięły udział lampki Scream 3.1 oraz 3.2 różniące się rozmiarami, mocą i zaprogramowanymi trybami świecenia, a przy tym będące bliźniaczymi produktami. Wersja 3.2 to malutka (niecałe 10 cm długości i 3 cm średnicy) pchełka. Na pierwszy rzut oka Mactronic postarał się o naprawdę kompaktowy, bardzo zgrabny i ładnie wykonany produkt. Do wyboru mamy 5 trybów świecenia, a maksymalna ilość generowanego strumienia światła to 600 Lumenów.

Jej większy (o niecałe 2 cm) brat – Scream 3.1 – świeci o 300 Lumenów jaśniej i zawiera o 1 tryb więcej. Latarka jest też o 26 gramów cięższa. Obie zapakowano w niewielkie, szczelnie (za co plusik) wypełnione pudełka. W środku znajdziemy czytelną instrukcję obsługi, mocowanie na kierownicę oraz kabel do ładowania, który moim zdaniem jest trochę za krótki. Tyle tytułem wstępu, przejdźmy do konkretów.

W terenie:
Jak już wiecie, obie lampki prezentują się znakomicie i doprawdy cieszą oczy. Zastrzeżenia mam odnośnie krótkiego kabla do ładowania (24,5 cm przewodu) oraz mocowania na kierownicę. Lampkę rzecz jasna da się w nim zamocować pewnie i nawet na dużych wybojach nic się nie trzęsie ale swoim wyglądem nie powoduje już takiego efektu, jak latarka. Powiecie, że się czepiam – być może, ale moim zdaniem w tym miejscu można coś poprawić.

Ponadto kilka słów o ergonomii – jestem zwolennikiem szybkiego montażu i demontażu tego typu urządzeń. Zamiast skręcania obejmy śrubą – co jest nieco uciążliwe – wolałbym zatrzaskowy klips. Boczne pokrętło mocujące latarkę jest kiepsko dostępne i ciężko się nim manewruje, ale z drugiej strony nic nie wystaje i jest mnie podatne na uszkodzenia. Coś za coś. Zastanawiam się, czy mocowanie będzie trwałe i nie pęknie po pewnym czasie – co prawda wygląda na wykonane solidnie i posiada zabezpieczenie przez zbyt mocnym skręceniem uchwytu ale pewne wątpliwości pozostają. Niemniej raz jeszcze podkreślę – mocowanie jako takie spełnia swoje zadanie i pod tym kątem wszystko jest tak, jak należy.

Obie lampki testowałem równocześnie aby móc odpowiednio je porównać. W ciemnym, otwartym terenie na pierwszy rzut oka nie dane było mi zauważyć dużej różnicy między obydwoma modelami jeśli chodzi o pracę w najmocniejszych trybach. Muszę jednak przyznać, że pozytywne wrażenie wywarła na mnie ilość światła, które generują latarki. Jak na tak małe soczewki, rozproszenie na boki jest wystarczające abym mógł czuć się bezpiecznie w lesie. Scream nie świecą rzecz jasna na boki tak szeroko jak moje potwory do zadań specjalnych ale zaskoczenie było duże – jest naprawdę dobrze.

Mactronic zdecydował się z kolei na mocne oświetlenie tego, co przed nami. Z racji tego, iż poruszam się głównie po mazowieckich lasach obfitujących w długie i szerokie odcinki szutrowe, dla mnie jest to bardzo pożądana cecha. Na szybkich, krętych singlach jest już gorzej ale nie do tego zostały stworzone modele Scream. Co nie znaczy, że nie można się na nie zapuścić – światła mamy całkiem dużo. Zanurzając się w gęsty, oddalony od miasta las można wreszcie porównać obie wersje najnowszej odsłony Scream. 900 Lumenów daje wyraźnie mocniejsze, żywsze światło bardziej przyjemne dla oka. Sześćsetka broni się jednak kompaktowym rozmiarem przy czym należy zaznaczyć, że o ile nie mamy zamiaru zapuszczać się na trudniejsze technicznie lub szybsze ścieżki, powinna wystarczyć do przyjemnej jazdy również w lesie.

Pozostałe tryby świecenia są tak zbalansowane, że lampek można używać także w mieście nie oślepiając przy tym innych użytkowników (pamiętając oczywiście o odpowiednim kącie padania światła). Tryb migający – nie wspominając o stroboskopie – praktycznie w większości lampek diodowych ma to do siebie, że jest męczący dla oczu. Nie inaczej jest w przypadku obu modeli Scream. Zapewniają dużą widoczność ale będą mogły denerwować osoby z naprzeciw.

Na koniec nieco o tym, jak obsługuje się lampki w rękawiczkach. Zarówno włącznik jak i zaślepka gniazda do ładowania są bardzo małe ale ich konstrukcja jest naprawdę przemyślana, przez co nie ma żadnego problemu z użytkowaniem. Kliknięcia przycisku są wyraźnie zaakcentowane, a on sam wymaga niewielkiej siły do zmiany trybu pracy. Uwaga: uchwyt na kierownicę nieco odsuwa latarkę od gripów (włącznik znajduje się w przedniej części lampy) przez co aby zmienić ilość światła należy mocno oderwać rękę. Z drugiej strony lampka ma przecież formę latarki i po wyjęciu z uchwytu okazuje się, że umieszczenie przełącznika jest idealne.

Podsumowanie:
Mactronic i jego najnowszy wypust modeli Scream zaskoczył mnie niezwykle pozytywnie. Lampki są doskonale wykonane (pamiętano również o takich rzeczach, jak nasmarowanie gwintów i o-ringów uszczelniających), przy czym naprawdę kompaktowe. Nawet zastosowana grafika ściśle koresponduje z ich rozmiarami. Mniejszą i słabszą wersję 3.2 polecę osobom jeżdżącym w mieście i nieoświetlonymi szosami ale nie bojącym się wjechać w teren, kiedy im się zamarzy lub będzie taka potrzeba. Ilość generowanego światła jest zupełnie wystarczająca do tego, aby bezpiecznie przemieszczać się po zmroku. Niewielkie rozmiary sprawiają, że lampka wprost rewelacyjnie sprawdza się również w zastosowaniach cywilnych.

Mocniejsza opcja 3.1 to bardzo, bardzo uniwersalny produkt pozwalający na nieskrępowane wojaże również leśnymi ścieżkami, a najmocniejszą stroną obu Mactroniców są długie i szerokie szutry. Światła mamy wówczas pod dostatkiem na boki, a widoczność przed rowerem jest po prostu świetna. Duży plus należy się barwie światła, która jest przyjemna, ciepła i nie męczy oczu. Jest to co prawda zależne od konkretnej diody, ale w obu przypadkach nie miałem powodów do narzekań. Przy czym istotnym odnotowania jest fakt, iż latarki Scream posiadają naprawdę długi czas świecenia w najmocniejszych trybach pracy. Ten test to jeden z tych przypadków, w których mogę z czystym sumieniem polecić obie lampki szerokiej rzeszy rowerzystów. Pole do popisu dla konstruktorów kolejnych wersji pozostaje w przypadku mocowania na kierownicę. Życzyłbym sobie również dłuższego kabla i może nieco krótszych czasów ładowania, poza tym – naprawdę jest ekstra.

Plusy:
+ wysoka jakość wykonania
+ wymienne akumulatory
+ długi czas świecenia
+ kompaktowość oraz wszechstronność
+ ciepła, przyjemna dla oczu barwa światła
+ zważywszy na małe rozmiary lampek, dobra ilość światła na boki i bardzo dobre oświetlenie drogi przed rowerzystą
+ wygodny przełącznik, sensownie rozplanowane tryby świecenia + pamięć ostatnio używanego trybu

Minusy:
krótki kabel do ładowania
uchwyt na kierownicę – działa jak należy ale można go dopracować

Ocena końcowa: 8/10