Nite Fire NFC-18
Liczba ocen: 0
0.0

Metryczka: Nite Fire NFC-18
Dioda: jedna Cree XML-T6
Akumulator: litowo-jonowy o pojemności 4400 mAh
Cena: ok. 100 zł
Gdzie kupić? eBay

Intro:

Wiecie, że pierwszą diodę LED (Light-Emitting Diode, czyli dioda emitująca światło) pokazano światu już w roku 1962? Służyły wówczas do emisji podczerwieni i jako takie do dziś stosowane są w każdym domu, np. w pilotach do telewizorów. Upłynęło sporo czasu, zanim zaczęto powszechnie używać diod w oświetleniu, ale ze względu na jasność i niższe zużycie energii szybko zaczęły wypierać żarówki.

Powiedzmy sobie szczerze: choć idealne do naszych celów, nie zostały stworzone dla rowerzystów. Niemniej jednak odetchnęliśmy z ulgą, gdy wydłużył się czas świecenia, spadła masa i rozmiary akumulatorów, a wzrosła jasność. Jedną z firm produkujących diody branża kolarska ukochała sobie szczególnie. To Cree, marka stworzona 18 lat temu w Północnej Karolinie przez naukowców z mieszczącego się tam uniwersytetu. W tym samym roku przedstawili oni pierwszą, emitującą niebieskie światło diodę.

lampka_nite_fire

W 2005 roku firma otworzyła pierwszy zakład produkcyjny w Chinach. Mówi Wam coś nazwa Shenzen? Największą autostradę w tym chińskim mieście oświetla ponad 10000 latarni wyposażonych w milion diod Cree. Dzięki temu posunięciu zaoszczędzono ponad 60% dotychczasowych kosztów ponoszonych na oświetlenie ulic. Zapomnielibyśmy o czymś jeszcze. W tym samym mieście znajduje się Shenzhen Blackshadow Technology, firma produkująca m.in. lampki rowerowe SolarStorm. Tak, są budowane w oparciu o diody Cree.

W chińskich produktach można się pogubić. Gdy zaczniemy porównywać ich wyroby okazuje się, że większość jest identyczna. Różnią się nazwami, czasem drobnymi szczegółami jak np. śrubki. Podobnie jest z marką Nite Fire, produkującą m.in. oświetlenie rowerowe. Odsuńmy jednak na bok faktyczne pochodzenie. Często stojąc przed wyborem pierwszej lampki do wypadów za miasto nie chcemy tłuc młotkiem w glinianą świnkę. Zwłaszcza, gdy rozmaite sklepy oraz rosnące jak grzyby po deszczu aukcje kuszą nas niesamowitymi właściwościami za przysłowiowych kilka groszy.

Wielokrotnie widywałem zdjęcia przedstawiające dany produkt w akcji, po czym rzeczywistość przynosiła rozczarowanie. Czy tak samo będzie tym razem? Na tapetę wziąłem model NFC-18.

Z pudełka:

lampki_nite_fireGłowicę lampki wykonano z obrabianego CNC aluminium, a jej sercem jest jedna dioda Cree XML-T6. Trzeba przyznać, że ciężko zarzucić Chińczykom niedokładność wykonania, gdyż Nite Fire jest wykonana z dbałością o detale.

Mocowanie do kierownicy odbywa się za pomocą gumki; otrzymujemy ich dwa warianty o różnych średnicach. Przycisk sterujący umieszczono z tyłu. Możliwe są następujące warianty działania: pełna moc, niska moc i tryb migający (istnieje również wersja z czterema poziomami świecenia). Według wytwórcy produkt jest „bryzgoszczelny” (czyli powinien wytrzymać opady deszczu) i nie podejrzewam tu szachrajstwa.

Stabilizator soczewki jest anodowany, a całości dopełnia laserowy grawerunek z nazwą firmy i modelu. Włącznik jest podświetlony i działa lekko oraz przyjemnie. Źródłem zasilania jest niewielki, litowo-jonowy akumulator o pojemności 4400 mAh zbudowany z chińskich ogniw BAK. Umieszczono go w dość sztywnym pokrowcu z materiału a’la Cordura. Do ramy przymocujemy go za pomocą rzepów. Niestety trzeba będzie pomyśleć o ochronie ramy przed zarysowaniem we własnym zakresie.

W komplecie znajdziemy też ładowarkę; pełną pojemność akumulatora powinniśmy osiągnąć po dwóch, trzech godzinach od włożenia wtyczki do gniazdka.

Wg producenta włączenie lampki w maksymalnym trybie powinno dać około 600 Lumenów. A jak jest naprawdę?

W terenie:

Dzięki rzepom i gumce przymocowanie zestawu do roweru jest szybkie i bezproblemowe. Wszystkie części trzymają się pewnie i nie przemieszczają. Po złączeniu kabli przycisk na głowicy zaczyna świecić na zielono. Na pierwszy test ruszyłem chłodnym wieczorem, ale podczas dodatniej temperatury.

Nite Fire startuje od razu w maksymalnym trybie i, szczerze mówiąc, było to dla mnie denerwujące. Zwłaszcza, gdy jadąc miastem do lasu chce się uniknąć oślepiania innych. Należy wówczas przełączyć się do kolejnego trybu. Takie ustawienie ma za to zaletę, kiedy szybko potrzebujemy być widoczni, na przykład przed nadjeżdżającym samochodem. Osobiście wolałbym jednak start w słabszym trybie.

nite_fire

Oczekiwania (zdj. jednego ze sklepów) vs rzeczywistość

NFC-18 (ach, te chińskie nazwy) daje skupioną plamę jasnego, przyjemnego dla oka światła. Niestety obszar świecenia jest bardzo mały i to największe rozczarowanie tego testu. Szeroki kąt uwidacznia się jeszcze przed samym rowerem, ale tam światło jest zbyt ciemne, aby przydało się podczas szybkiej jazdy w lesie. Pozwala wychwycić co większe przeszkody, ale wymaga męczącego wytężania wzroku.

Zaletą jest fakt, iż lampka świeci dość daleko. Jednak obszar głównego skupienia soczewki jest zbyt mały, aby używać jej na krętych ścieżkach. Najsłabszy tryb jest za to doskonały do jazdy po mieście oraz na asfaltowych drogach poza miastem. Za słaby, aby oślepiać i na tyle mocny, by widzieć co dzieje się przed nami.

Migający stroboskop uruchamia światełko w najmocniejszym ustawieniu i prawdę mówiąc nie widzę dla niego rowerowego zastosowania poza denerwowaniem wszystkich jadących z naprzeciwka. Użyłem go na próbę raz czy dwa, opuszczając głowicę tak, aby świeciła tuż pod koła, ale stek wyzwisk rzucanych w moją stronę szybko mnie do niego zniechęcił.

600 Lumenów deklarowanych przez producenta jest oczywiście nieprawdą i zastanawiam się, czy Magicshine MJ-872, który w najsłabszym ustawieniu daje ich realnie 300, nie świeci lepiej. Podane czasy świecenia (od trzech do czterech godzin w najmocniejszym trybie) także mijają się z prawdą. Najlepsze zostawiłem sobie na koniec.

W jednym z zagranicznych sklepów internetowych znalazłem zdjęcie pokazujące Nite Fire podczas świecenia w najmocniejszym trybie. Zderzenie z rzeczywistością było nad wyraz bolesne. Myślę, że warto wziąć to pod uwagę w myśl słów Rockefeller’a:

„Tylko bogatych stać na kupowanie tandety, bo mogą ją kupować w nieskończoność. Ja jestem zbyt biedny, żeby kupować tanio”

Podsumowanie:

I znów okazało się, że nie wszystko złoto, co się świeci. Jak śpiewał wokalista jednej z punkowych kapel, nie zawsze jest złotem, co najbardziej błyszczy. Nite Fire to tania, ładnie wykonana lampka.

nite_fire

Zdjęcie wykonane z półminutowym naświetlaniem kadru

Świetna, gdy zimową porą wracasz rowerem z pracy i masz do pokonania ciemny park miejski czy krótki odcinek szutrowej drogi w lesie. Do takich zastosowań nie potrzeba niczego lepszego i będziesz zadowolony.

Jeśli liczysz na wypady na swoje ulubione, kręte single tracki – odpuść. Lampka jest do tego zbyt słaba. Stare powiedzenie „każdemu według potrzeb” jest tu zdecydowanie na miejscu.

Plusy:
+ stosunek jakości do ceny
+ przyjemnie działający włącznik
+ kompaktowy rozmiar

Minusy:
niska jasność
zbytnio skupiona plama światła
stroboskop

Ocena końcowa: 4,5/10

Zdjęcia: Anka Witkowska