Okulary Oakley Racing Jacket
Liczba ocen: 0
0.0

Metryczka: Okulary Oakley Racing Jacket
Cena: ok. 1000 zł w zależności od wersji
Masa: 28,3 g

Gdzie kupić? optyk-okular

Intro:
Okulary to niezwykle cenna część garderoby rowerzysty, ale i ulotna. Jedne ze swoich pierwszych szkieł zostawiłem na przepięknej łące na obrzeżu Gór Świętokrzyskich podczas odpoczynku. Niewiele później łąka została zalana, a w jej miejscu powstał zbiornik wodny „Wióry”. Świetny model od Shimano – S70X – parował mi podczas błotnistego, deszczowego maratonu toteż schowałem go do tylnej kieszeni koszulki. Na mecie okazało się, że drobinki piasku tam mocno porysowały szkła, iż te nadawały się tylko do wyrzucenia.

Okulary rysują się, pękają, starzeją, ale chronią nasze oczy i to wystarczający powód, aby poświęcić im należytą uwagę podczas wyboru. Na jednym z wyścigów etapowych zjeżdżałem asfaltową drogą, prędkość była znaczna. W pewnym momencie poczułem silne uderzenie, a prawa szyba okularów została zalana czymś bliżej niezidentyfikowanym. Chwilę później na swej głowie znalazłem truchło trzmiela i nie trzeba chyba tłumaczyć jak mógł skończyć się jego abordaż z powietrza na oko.

Poszukując nowych okularów miałem do wydania około 1000 złotych, więc celowałem w dwie marki: Rudy Project lub Oakley. Pierwsza to niemal archetyp kolarskich binokli, druga… chyba jednak nie do końca. Przyznam jednak, że uległem „magii” produktu z U.S.A., oraz zostałem niejako namówiony do zakupu przez zadowolonego użytkownika modelu Racing Jacket. Czy słusznie? Sprawdźcie sami!

Z pudełka:
Oakley’e kupiłem w salonie Optyk-Okular z Jeleniej Góry i choć rzadko zdarza mi się chwalić sprzedających, tak w tym przypadku firma zasługuje na to, by o niej wspomnieć. Właściciel – Krzysztof – w miły i rzetelny sposób pomógł mi wybrać optymalny zestaw ponieważ postanowiłem skonfigurować sobie go sam. Nie szukałem kolorowej ekstrawagancji, dlatego postawiłem na czarne (błyszczące) oprawki oraz dwa modele szkieł.

Pierwsze z nich to fotochromy Black Iridium, drugie – żółte – przeznaczone na jesienną słotę. Okulary Oakley Racing Jacket otrzymałem zapakowane w tekturowe pudełko skrywające sztywne, świetnie wykonane etui. W środku znajduje się miejsce na okulary oraz dwa dodatkowe komplety szyb. Nie mogło zabraknąć też standardowego dla chyba wszystkich już producentów pokrowca wykonanego z miękkiego materiału, który może także służyć do czyszczenia szkieł.

Oakley posiada ciekawy, kopiowany chyba tak często jak ciuchy The North Face, design w stylu MTB mogący się podobać. Plastikowa ramka posiada wymienne zauszniki oraz noski. Bardzo ciekawie rozwiązano operację wymiany szkieł. Nie trzeba niczego wyginać – wystarczy odpiąć zatrzaśnięte noski, rozsunąć zaosiowane na aluminiowej śrubie Torx oprawki i już wygodnie można włożyć nowe szyby. Spersonalizować możemy sobie praktycznie wszystko – każda części oprawki może być w innym kolorze. Dla mnie zbędny bajer, ale dla innych może być interesujący.

Szkoda, że wzorem Rudy Project nie pokuszono się o jakąkolwiek możliwość dopasowania nosków czy zauszników do głowy użytkownika. Pozostaje przymierzyć okulary przed zakupem lub liczyć na łut szczęścia, że będą dobrze leżeć. Położone na wadze dają wynik 28,3 grama. Chyba pora ruszyć na szlak, nieprawdaż?

W terenie:
Oakley Racing Jacket dobrze leżą na mojej głowie, choć brakuje mi regulacji zauszników z poprzednich Shimano. Najbardziej byłem ciekaw fotochromatycznych szkieł i muszę przyznać, że doskonale spełniają swoją rolę. Na ich temat w Internecie pokutuje wiele często nieprawdziwych mitów. Na przykład, że po wjechaniu do ciemnego lasu ze słonecznej polany przez dłuższą chwilę nic nie widać i rowerzysta powinien niechybnie paść trupem jeśli spotka go taka sytuacja. Albo ciemnienie szkieł przebiega tak wolno, iż jak wyjeżdżamy rano to czarne są dopiero wieczorem.

Prawda jest taka, że ciemnienie następuje błyskawicznie i liczy się je w sekundach. Haczyk tkwi w tym, iż szyby te nigdy nie będą tak ciemne jak klasyczne szkła przeciwsłoneczne. Dlatego śmiało możemy wjeżdżać choćby pod ziemię (sprawdzone w kompleksie Riese) i nic złego nam się nie stanie. Minusem jest to, że okulary gorzej chronią oczy przed słońcem niż typowe, stworzone do tego modele. Cóż, coś za coś.

Na jednym z asfaltowych zjazdów odkrywam pierwszy, ale bardzo poważny minus szkieł Oakley. Otwory wentylacyjne o góry powodują zawirowania powietrza na tyle uciążliwe, iż pojawia się dość intensywne łzawienie. Trzeba powiedzieć wprost – jest to bubel zważywszy na to, że odporność za zaparowanie mimo owych otworów jest praktycznie równa zeru. Myślę, że dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zastosowanie pełnych szkieł, ale pewnie „look” nie byłby już taki fajny na czym zapewne zależało producentowi.

Parowanie szkieł to osobna historia – wypadają pod tym względem fatalnie. Zastanawiam się jak u licha ludzie są w stanie w nich biegać. Sprawdziłem i zdjąłem je po 20 minutach. Nie pomógł nawet anti-fog Muc-Off. Cóż, niektórzy przedkładają wygląd nad funkcjonalność. Widać to zresztą na różnych imprezach rowerowych, kiedy to nie pasujące do większości głów nie odzianych w kask Oakley’e pojawiają się chyba najczęściej na nosach ubranych już w cywilne ciuchy kolarzy.

Muszę jednak szczerze przyznać, że to właśnie szkła są największą wartością okularów Oakley. Przez kilka lat użytkowania wyglądają i działają niemal tak samo jak nowe. Posiadają tylko jedną rysę, która nie jest odczuwalna (czyt. widoczna) po założeniu na nos. Szyb żółtych używam sporadycznie, może kilka razy w ciągu roku. Jeden komplet miałem okazję zniszczyć podczas wizyty w Szczawnicy, kiedy to wybrałem się na szlak podczas mgły i mżawki.

Okulary zaparowały mi na podjeździe i wsunąłem je w otwory kasku. Niestety zjeżdżając zapomniałem o tym i spadły mi tuż pod koła, a ja przejechałem po nich rowerem. Okazało się jednak, że Racing Jacket są wytrzymałe. Oprócz kilku rys od ostrych kamieni (zresztą niezbyt głębokich) nie pękły ani nawet nie odkształciły się. Ogromny plus!

Podsumowanie:
W ogólnym rozrachunku i patrząc przez pryzmat ceny, okulary Oakley Racing Jacket zawiodły moje oczekiwania. Magia amerykańskiego produktu tkwi w szkłach, ale lwią część kwoty płacimy za zwykłe, plastikowe oprawki i nie oszukujmy się, markę. Okulary parują, potrafią łzawić pod nimi oczy, nie zapewniają regulacji i są zdecydowanie zbyt drogie. Posiadają jednak świetne, fotochromatyczne szkła, można skonfigurować sobie idealny zestaw, doskonale chronią oczy (wyłączywszy wspomniane łzawienie) i są trwałe.

Jeśli na równi cenisz sobie tak najwyższej jakości szyby jak i wysoką cenę szpanerskiego produktu, Oakley Racing Jacket są dla Ciebie. Kiedy uważniej liczysz złotówki i wolisz funkcjonalność zamiast katalogowych bajerów – spróbuj wybrać coś innego. Ode mnie mocne pięć z plusem, będące jednak w połowie dostępnej skali. Cóż, tym razem wybrałem oczami i z katalogu uśmiechał się do mnie soczysty, amerykański burger. Ten na talerzu był jednak mniejszy i nie tak dobry jak miałoby się wydawać. Następnym razem postawię jednak na zdrowszą włoszczyznę.

Ocena końcowa: 5,5/10

Plusy:
+ doskonałe szkła
+ bardzo szybki czas ściemniania/rozjaśniania się szkieł fotochromatycznych
+ dość duża powierzchnia szyb
+ trwałość

Minusy:
cena (w tym przypadku nad jest nad wyraz jaskrawa)
podczas dużej prędkości na zjazdach mogą łzawić oczy
niemal od razu parują
brak regulacji