Siodło Tune Komm-Vor z aluminiową sztycą Tune
Liczba ocen: 3
9.8

Wygodne, piękne i lekkie – te trzy słowa to idealne podsumowanie tego, co zyskujemy kupując siodło niemieckiego producenta. Test siodełka Tune Komm-Vor był jednym z tych, których przeprowadzenie to sama przyjemność. Po kilku miesiącach jazdy wiem, że nie zamierzam się z nim nigdy rozstawać. Dlaczego? Już Wam mówię 😉

Znacie to niemiłe (delikatnie mówiąc) uczucie, kiedy po przejechaniu 5, 20 czy 80 km siodło zaczyna, za przeproszeniem, gryźć w pupę? Ja niestety znałam je, aż za dobrze. Moje poprzednie siodło, model PRO Koryak, tworzyło wraz ze sztycą z tej samej rodziny zestaw, który od pewnego czasu był w moim rowerze na mocnym oucie – ciężkie combo nie dość, że nie wyglądało imponująco, to przede wszystkim nie grzeszyło wygodą.

Kiedy otrzymałam propozycję przetestowania siodła wyprodukowanego w niemieckim Czarnym Lesie, nie zastanawiałam się długo. W moim rowerze od kilku miesięcy jeździły już carbonowe koszyczki na bidon Tune (Rechtstrager i Linkstrager, o których pisałam już jakiś czas temu), które polubiłam od pierwszego kontaktu. Z dość szerokiej oferty naszych zachodnich sąsiadów wybrałam model Komm-Vor w wersji bi-color, dekorowany w tylnej części dwoma kolorami skóry.

W zestawie z siodłem otrzymałam leciutką, aluminiową sztycę Tune.

Z pudełka:

Oba produkty przyjeżdżają w eleganckich kartonowych pudełkach, które otwieram jak najszybciej. Zaczynam od siodła. Jest takie lekkie! Na samym początku, poza naprawdę niską masą, którą przyjemnie czuć w dłoniach, w oczy rzucają się cieniutkie krawędzie carbonu i precyzyjnie docięta skóra. Wykonane z włókna węglowego pręty osadzono w spodniej części skorupy z dbałością o wykończenie, a skórzane obicie przymocowano równie dokładnie, zgrzewając je termicznie z kompozytową podstawą. Tylna krawędź siodła jest minimalnie uniesiona – w jakim celu? Wkrótce się o tym przekonam.

Z wierzchu całość wygląda naprawdę perfekcyjnie. Jedynym detalem, który nie daje mi spokoju, jest linia cięcia skóry na wierzchniej stronie siodła. Pokrycie jest zgrzewane z carbonem i, mimo iż powierzchnie są idealnie zrównane, wstępnie ten widok budzi we mnie obawę o trwałość tego miejsca – sprawdzę to. Skórzane pokrycie ma dwa kolory: znajdująca się bliżej przodu czerwona warstwa (ta przyklejona) jest z tyłu zszyta nienagannym szwem z czarną skórą, która okrywa tył siodełka i zawinięta jest pod jego spód. Sztywna z pozoru skorupa nie stawia dużego oporu pod naciskiem dłoni – dość mocno ściśnięta, ugina się w palcach.

Pięknie błyszczący nos siodła wykonano z carbonu UD (na życzenie klienta Tune oferuje też wersję 3K, czyli tradycyjną „kratkę”, z której wykonana jest m.in. skorupa innego modelu siodła Tune – Speedneedle Marathon, którego test pojawi się na portalu już wkrótce). UD i 3K to często punkt wyjścia do długich dyskusji, podobnie jak SRAM kontra Shimano czy tarcze vs. V-brake na szosie. Mnie wykończenie UD podoba się na tyle, że był to jeden z powodów wyboru właśnie tego modelu do testu. Nos mojego siodła zdobi duże logo Tune i od pierwszej chwili wiem, że zrobię wiele, aby nie uszkodzić tej idealnie gładkiej, błyszczącej powierzchni. 😉

Wymiary siodła to 131 mm szerokości  i 250 mm długości. Swego czasu dokonałam pomiaru rozstawu kości kulszowych (to te, na których siedzimy) i wiedziałam, że taka szerokość będzie dla mnie idealna. Ucieszyła mnie też umiarkowana długość siodełka. Jednym słowem – skrojone na miarę.

Sztyca to równie imponujący wyrób. Leciutka rurka o długości 420 mm (wybrałam dłuższą wersję, jest też opcja 350 mm) pokryta jest czarną anodą. Od zawsze używam sztyc o średnicy 27.2 mm (rama z przejściówką) i taką wersję też wybrałam. Tune oferuje również inne wymiary: 30.9 oraz 31.6 mm. Na szczycie mamy klasyczne jarzmo na dwie (tytanowe) śruby z carbonową łódeczką, a drugi koniec rurki przycięto pod kątem 45 stopni.

Położone na wagę, komponenty od Tune powodują kolejny szeroki uśmiech. Wynik siodła to 98.5 gramów – dokładnie tyle, ile podaje producent. 203 gramy waży sztyca i muszę przyznać, że przesiadka na nowe „siedzenie” wyjdzie mojemu rowerowi na zdrowie: stary komplet PRO Koryak ważył niebagatelne 575 g! Zeszłam więc z wagi niemal o połowę.

W terenie:

Produkty od Tune otrzymałam latem, w upalny i słoneczny dzień – nie było więc na co czekać. Po zrobieniu kilku zdjęć zamontowałam nowe „błyskotki” do roweru, wskoczyłam w odpowiedni strój i po chwili byłam w lesie.

Pierwsza myśl – o kurczę, ale różnica! Nie będę ukrywać, że pierwsza jazda… dała mi w tyłek. Siermiężny poprzednik Koryak był dosyć twardy, jednak należał do gatunku tak zwanych kanap i przesiadka na typ „deski” okazała się być raczej szokująca. O ile moje stare siodło zwykło dawać mi się we znaki po dłuższym dystansie, o tyle przy pierwszej jeździe Tune ugniótł moje nieprzyzwyczajone do deski cztery litery na dzień dobry. Czy mam zatem wrócić do starej, (nie)dobrej kanapy? Nic z tych rzeczy!

Kolejne jazdy są coraz milsze – parę dni po zamontowaniu Komm-Vor robi ze mną stukilometrową jazdę i jest mi wygodnie jak nigdy. Wkrótce wybieramy się z rowerami w góry i tam również kilkugodzinne wyprawy nie kończą się dla mnie wreszcie umęczeniem tej ponoć szlachetnej części ciała. Oczywiście nie jest to zasługą miękkiego siodła, bo jego powierzchnia jest twarda jak kamień. Jak napisałam wyżej, carbonowa skorupa już trzymana w dłoniach pięknie pracuje. Podczas jazdy siodełko ugina się w naprawdę dużym stopniu i nie przesadzę, jeśli powiem, że w pewnym sensie czuję się teraz na moim hardtailu jak na lekkim fullu.

Cienkościenna aluminiowa sztyca jest za to piekielnie sztywna, a dzięki swojej niewielkiej średnicy ma wpływ na tłumienie drgań. Odcinki, które wcześniej chętniej pokonywałam na stojąco (choćby kilkukilometrowej długości brukowana ulica nieopodal mojego domu czy długi zjazd po „kocich łbach”), bez problemu czy przykrości pokonuję teraz na siedząco. Sztyca jest znacznie sztywniejsza od swej poprzedniczki, a praca siodła pozwala skupić się na utrzymaniu jak najlepszych parametrów jazdy bez konieczności martwienia się obijaniem sobie siedzenia na wybojach.

Ciekawostką jest fakt, że wrażenia z jazdy są zupełnie odmienne, kiedy jadę „na wycieczkę” i kiedy robię mocniejszy trening. Siodło Tune Komm-Vor już w pierwszej fazie znajomości dało mi odczuć, że jazda „turystyczna” je nudzi. Podczas spokojniejszych przejażdżek wszystko jest w porządku, ale siodło zachowuje się jak ptak zamknięty w klatce – i całą swoje energię i pełnię możliwości uwalnia wtedy, kiedy włączam tempo wyścigowe.

Wynika to ze specyficznego kształtu skorupy oraz jej dwojakiego wykończenia: gładki i śliski carbonowy nos zachęcają do znalezienia najwygodniejszego ułożenia ciała np. na podjeździe czy w sprinterskim pojedynku, z kolei matowa skóra stanowi komfortowe i pewne oparcie, gdy zmagam się z długim podjazdem. Świetnym rozwiązaniem okazało się też być uformowanie tylnego końca siodła – nieznacznie wzniesiona krawędź skórzanego obicia pomaga czuć się pewnie.

W katalogu Tune znajdziemy informację, że głównym przeznaczeniem tego modelu jest cross country i maratony (czyli to, co ja lubię najbardziej) i mój test zdecydowanie to potwierdza. Nie instalowałam siodła Komm-Vor na innym rowerze niż MTB (szosę sprzedałam, to jednak nie moja bajka), ale jeździłam na nim w każdym możliwym terenie. Po krótkim okresie przyzwyczajenia się do nowej skorupy nie zdarzyło się, żebym w trasie cierpiała niewygody. Nazwa siodła – Komm-Vor – doskonale oddaje w jednym słowie to, czego można się po nim spodziewać.

Po ponad czterech miesiącach użytkowania zarówno siodło, jak i sztyca wyglądają, jakby były świeżo wyjęte z pudełek. Z powodu przejściowych problemów z zaciskiem miałam w tym czasie krótki okres arcy-irytującego opadania sztycy w głąb ramy. Czarna rurka nie zdradza swoim wyglądem, że takie sceny miały miejsce – na całej długości nie ma najmniejszej ryski. O stan siodła, zgodnie z zapowiedzią, dbam bardzo, ale nie ma w tym przesadnej fiksacji – tak samo zawsze szanuję cały rower.

Podsumowanie:

Recenzowane tu komponenty Tune i ja mamy za sobą wiele kilometrów jazdy w każdym terenie i w każdych warunkach pogodowych. Produkty, które zachwyciły mnie jakością już przy wyjmowaniu z pudełek, okazały się być równie imponujące „w akcji”. Odchudzenie roweru to proces, który dość dawno temu wciągnął mnie intensywnie, lecz nigdy nie stawiałam zbijania masy na pierwszym miejscu. Lekki rower to szansa na lepsze osiągi, ale jeszcze ważniejsza jest dla mnie kwestia tego, czy mogę zaufać zastosowanym komponentom i czuć się z nimi pewnie. Tune po raz kolejny mnie nie zawiódł i wiem, że jeszcze wiele pięknych kilometrów przed nami. Planując kolejne zmiany sprzętowe z pewnością najpierw zajrzę do katalogu tej niemieckiej firmy.

Ocenę dla siodła wystawię wspólną, ponieważ do obu produktów nie mam żadnych zastrzeżeń i daję każdemu z nich najwyższą notę.

Siodło Tune Komm-Vor bi-color:

Plusy:

+ najwyższa jakość wykonania, perfekcyjne wykończenie detali

+ znakomita amortyzacja dzięki intensywnej pracy carbonowej skorupy

+ wygoda na najdłuższych dystansach

+ wymyślne profilowanie warstwy wierzchniej dla najwyższego komfortu

+ bardzo niska masa przy zachowaniu wyjątkowej wytrzymałości

+ piękny wygląd

+ dostępność w wielu kolorach

Minusy:

brak

 

Aluminiowa sztyca Tune:

Plusy:

+ szeroki wybór dostępnych długości i średnic

+ niska masa

+ elegancki, minimalistyczny design

+ jarzmo na dwie śruby

+ wysoka odporność na zarysowania

Minusy:

brak

Ocena końcowa:

10/10