Amortyzator Rock Shox SID ’1998
Liczba ocen: 0
0.0

Metryczka: Rock Shox SID ’98
Masa: 1140 g
Cena: ok. 3000 zł w 1998 roku
Gdzie kupić? eBay

Intro:
Opowieść tę należy rozpocząć od przeniesienia się 11 lat wstecz, kiedy to kupiłem pierwszego „górala”, Granda G-300. Rok milenijny był dla mnie czasem, gdy w wakacje jedynym problemem było pytanie gdzie dziś pojechać na rowerze. A może posiedzieć na podwórku i wyczyścić sprzęt?
Całymi dniami siedziałem wtedy z katalogiem i wybierałem dla siebie amortyzator. Niestety patrząc na ówczesne ceny choćby Rock Shox’a (2700 zł. za SID’a Race) zdawałem sobie sprawę, że chyba nigdy nie kupię takiego widelca. Zresztą, pamiętam kolegę ze sklepu rowerowego, który miał rower złożony na ramie Tranz-X, komponentach Deore i amortyzatorze RST Delta TL. Sprzęt ten wydawał mi się być czymś kosmicznym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika.

sid_1998Wkrótce jednak pojawił się zastrzyk gotówki i kompletując swój pierwszy prawdziwy rower MTB mogłem wybrać coś całkiem dobrego. Najpierw chciałem RST XMO O2 (nie wyobrażałem sobie kupowania ciężkich części), ale okazał się być za drogi. W końcu stanęło na najwyższym ówczesnym modelu Suntour’a – MG ULR2 w kolorze czerwonym. Tytanowa sprężyna, masa 1500g. i tłumienie olejowe. Skok: 80 mm. Muszę kiedyś jeszcze wrócić do tej historii, bo przywołuje nostalgiczne wspomnienia.

Następnym moim widelcem był już Rock Shox – model Duke Race o skoku 100 mm. z blokadą. Niestety tzw. kowadło, ale w tym czasie masa miała dla mnie odrobinę mniejsze znaczenie. Kolejnym zakupem stał się SID Race 2005 i powrót do skoku 80 mm. Z ulgą kupowałem go na przekór tym wszystkim, którzy twierdzili, że jak raz przejadę się na „setce”, nigdy nie wrócę do „osiemdziesiątki”.

To był prawdziwy przełom. System Pure deLite pozwalał ustawić amortyzator wprost idealnie, a płynność działania była powalająca. Niestety po pewnym czasie okazało się, że górne golenie są wadliwe i trzeba je wymienić. Skorzystałem w okazji i w Harfie kupiłem golenie od SID-a World Cup, który od momentu jego pojawienia się w katalogu chodził mi po głowie. Przełożyłem więc bebechy z modelu Race i dzięki carbonowi zszedłem z masy o ok. 50g.

Wkrótce jednak historia zatoczyła koło, bo postanowiłem sprawdzić co czuli zawodnicy z najlepszych lat XC. Chyba każdy pamięta takie nazwiska, jak Pezzo, Frishknecht, Furtado czy Herbold. Pewnego dnia trafiła mi się niewiarygodna okazja kupienia pierwszego SID-a z roku 1998. Od dłuższego czasu chodził mi on po głowie ze względu na powalająco niską masę. Przeszedłem więc na skok 63 mm.

Z pudełka:
Pierwsze co zrobiłem po wyjęciu sztućca z kartonu, to położenie go na wagę: 1140g. Jesteśmy w domu 🙂 Jeszcze tylko rzut oka na przepiękną polerowaną i pustą w środku koronę wykonaną z kultowych niegdyś rur Easton, oraz nawiercane i drążone tytanowe śruby mocujące szafty. Czy wspominałem o tytanowych piwotach?

Rzut oka:
Widelec na pierwszy rzut oka ujmuje jakością wykonania i użytych materiałów. Magnez, tytan, aluminium. Stali tu nie znajdziesz. Nawet dwie ultra-małe śrubki na śrubokręt krzyżakowy przykrywające górne kołpaki wykonane są z metalu lekkiego. A pod nimi dwa, równie małe gumowe o-ringi. W dzisiejszych czasach taka „rozrzutność” byłaby nie do pomyślenia. Dla niektórych szata graficzna może być archaiczna, ale dla mnie jest to akurat zaleta. Nie lubię wodotrysków.

Po rozebraniu amortyzatora okazuje się, że w środku jest on bardzo prosty, żeby nie powiedzieć prostacki. W prawej goleni mamy zamknięty, nieregulowany cartridge tłumiący C3 (jest to lżejszy odpowiednik tego z serii Judy), oraz stalową (niestety) sprężynę negatywną, którą możemy regulować. Komorę powietrzną przykrywa korek. Wnętrzności goleni lewej uproszczono do granic możliwości. Znajdziemy w niej jedynie aluminiowy tłok, elastomerowy odbojnik i identyczny jak w drugiej goleni korek wieńczący komorę. I to wszystko. Warto wspomnieć, że w goleniach dolnych znajdują się stalowe ślizgi, które w odróżnieniu od dzisiejszych aluminiowych zapewniają dużo dłuższą bezawaryjną pracę.

Na koniec dodam, że golenie dolne występowały w dwóch wersjach: z mocowaniem pod tarczę jak i bez niego. Ja mam lżejsze golenie dla rowerowych ortodoksów.

Regulacje:
Patrząc na amortyzator z zewnątrz wydaje się, że jedyną regulacją jest możliwość zmiany ciśnienia. I jest to prawda, bo innych ustawień można dokonać dopiero po rozebraniu widelca.

Na początek tłumik. Jak wspomniałem jest to zamknięta i nieregulowana całość. Rock Shox zapewniał jednak cartridge jako części zamienne. Oryginalnie mamy w środku wersję „medium” w kolorze czarnym. Oprócz niej dokupić można było niebieską wersję „soft” o niewielkim tłumieniu dla najlżejszych bikerów, a także „firm” (kolor czerwony) tłumiącą najmocniej dla osób, które jeździły na najwyższych zalecanych ciśnieniach. Ja dokupiłem nowy tłumik soft z zapasów kolegi serwisanta, ale pomimo długich poszukiwań nie mogę znaleźć już dwóch pozostałych. Jedyną więc możliwością regulacji tłumienia była wymiana całego tłumika.

rock_shox_sid

Kolejna jest sprężyna negatywna umieszczona nad cartridgem. Odpowiada ona za ugięcie amortyzatora na małych nierównościach. Im twardsza sprężyna tym amortyzator płynniej filtruje niewielkie „drgania” i vice versa. Sprężynę można regulować poprzez jej kompresję lub rozprężanie dzięki małemu klipsowi mocującemu. Możliwe jest też jej całkowite usunięcie, jak wspomina instrukcja, w celu maksymalnego usztywnienia sztućca. Tak właśnie robili zawodowcy w końca lat 90-tych. W sprzedaży była jeszcze sprężyna w wersji „firm” czyli sztywna, która umożliwiała płynne działanie SID-a dla najlżejszych bikerów.

Te dwie operacje można wykonać po całkowitym rozebraniu amortyzatora i wysunięciu tłumika. Mamy jednak jeszcze dwie regulacje, które są dostępne po odkręceniu górnych kołpaków kluczem nasadowym 22 mm.

Pierwsza z nich, to zmiana objętości komór powietrznych (dla obu lag). Górny korek zarówno w jednej jak i drugiej golenie wygląda identycznie. Kluczem imbusowym 8 mm. możemy go wkręcić zwiększając objętość komory, lub wykręcić (jest na to 5 obrotów klucza) przez co komora się zmniejsza, a charakterystyka ugięcia staje się progresywna. Jednym słowem mówiąc widelec utwardza się pod koniec skoku. Gdy korek jest wkręcony a komora ma większą objętość, praca SID-a jest liniowa.

Do drugiej regulacji potrzebujemy klucza imbusowego 2 mm. Po środku obu korków znajdują się dwa malutkie stalowe wkręty (kombinuję już tytanowe). Gdy są one wkręcone, blokują przepływ powietrza między komorami. Widelec jest wówczas sztywniejszy w swojej pracy. Kiedy je jednak wykręcimy, powietrze zacznie przepływać, przez co praca amortyzatora będzie płynniejsza podczas wybierania małych nierówności.

Ostatnią możliwą regulacją jest oczywiście zmiana ciśnienia. Dokonujemy jej pompką z igłą (taką, jak do pompowania piłki). Widelec jest niskociśnieniowy i każdą z lag możemy maksymalnie napompować na 80 PSI.

W terenie:
Na początku wspomnę, że jedyną modyfikacją jaką zastosowałem w moim SID-zie była wymiana oryginalnych uszczelek na nowszy model. Reszta części jest w 100% oryginalna. Oczywiście pierwsze co robimy po zamontowaniu sztućca do roweru, to jego ugięcie. I milion wątpliwości-jak działa nieregulowany kartusz, czy amortyzator w ogóle się ugnie i co da te 63 mm skoku? Ugięcie sygnalizowane jest przyjemnym dla ucha mlaśnięciem cartridge’a. Daje się jednak zauważyć, że nowe SID-y działają nieco płynniej (a przynajmniej model Race z roku 2005 z systemem Pure deLite). Jak dla moich 65-70 kg. tłumienie czarnego kartusza jest wystarczające. Czy widelec się ugina?

Oczywiście! Co więcej można go wyregulować tak, że jest niewiarygodnie wręcz płynny. Jedynym ograniczeniem jest niewielki skok i obawa przed dobiciem. Jednak pierwszy mit zero-jedynkowego widelca został obalony. Oczywiście pomijam kwestię dostępności do regulatorów; w nowszych modelach są one na wyciągnięcie ręki. W roku 1998 najlepsi zawodnicy mieli swojego mechanika, który wprowadzał ustawienia pod każdą z tras.

Pompuję swój amortyzator tak, aby nie bujał i ruszam na pierwszą przejażdżkę. Pierwsze, co rzuca mi się w oczy to korona widziana z góry. Jest nieprawdopodobnie minimalistyczna i wygląda, jakby była za mała. Doskonale pamiętam swoje pierwsze słowa, gdy śmigałem z SID-em na krętych, ubitych single-trackach: „ależ on zapiernicza!”.

Amortyzator jest bardzo sztywny (ale nie zapominajmy, że to wciąż ultralekki sztuciec o goleniach 28 mm.), sztywniejszy od swoich następców. Jest to zasługa goleni górnych i korony, która na nie zachodzi. Zauważcie, że w nowych widelcach golenie są robione tak, aby zapas skoku był i na 100 mm. (zapewne oszczędności finansowe i czasowe w ustawieniach maszyn w fabryce). Golenie przez to są zbyt długie i mało sztywne. Nie bez znaczenia jest też fakt, że po prostu wozimy ze sobą zbędny balast. W SID-zie A.D. 1998, długość goleni wewnętrznych jest idealnie spasowana pod skok 63 mm. Sztuciec jest bardziej zwarty i przez to sztywniejszy.

rock_shox_sidPierwszym sensownym testem dla amortyzatora był maraton w Szydłowcu, czyli przedsionek Gór Świętokrzyskich. Chcąc poczuć się jak gwiazda późnych lat 90-tych, wpompowałem po 80 PSI do komór, a sprężynę negatywną ustawiłem na najbardziej miękkim położeniu (pamiętajmy, że zawodowcy często usuwali sprężynę). Na asfalcie i szutrze-poezja. Czułem się jak na sztywnym widelcu, który nie kradnie energii. Świetne były momenty, gdy zjeżdżałem po krętych i najeżonych ostrymi kamieniami single trackach. Czyli coś, na czym wychowałem się w Górach Świętokrzyskich. W takich miejscach często nie ma co bawić się w finezję i pokazy techniki jazdy. Wzorem mistrzów przełomu wieków kamienie należy przejechać na prawie pełnej prędkości wychylając nieco tyłek za siodło i trzymając palce na klamkach. A co wtedy robi SID?

Otóż wydawać by się mogło, że jest uśpiony ale on pozostaje w gotowości bojowej. Gdy przy blisko 38 km/h wpadam w poprzeczny rów, którego nie udało mi się zauważyć, widelec na sekundy budzi się do życia. Przelatuję przez rów o czym sygnalizuje niby od niechcenia mlaśnięcie amortyzatora i tępe uderzenie w dłonie. Przy takim ustawieniu jakie zastosowałem, sztuciec jest ostateczną fazą obrony gdy zawiedzie naturalna amortyzacja dłońmi i nogami. Obawiam się, że przy ustawieniach, na jakich jeżdżą dzisiejsze francuskie pieski zostałbym katapultowany i rozjechany przez osoby pędzące za mną.

Zdecydowanie gorzej jest, gdy wjeżdżamy na łąkę z kretowiskami, gdzie co chwila podbija mi przednie koło. Po wyjechaniu na asfalt nie czuję rąk. Co ciekawe nie mam siły kciukiem lewej ręki zmienić biegu. Przypominają mi się czasy, gdy na Suntourze MG ULR-2 zjeżdżałem z Łysicy. Na dole po zdjęciu rąk z kierownicy musiałem odginać palce drugą ręką, bo inaczej nie mogłem ich wyprostować. Cóż, takie były początki.

Podobnie wyregulowany amortyzator niewiele później testuję w Górach Świętokrzyskich. Zjeżdżam z Łysicy, góry najeżonej głazami wielkości telewizorów. Obok mnie jedzie kolega na starszym bracie mojego widelca: SID-zie World Cup 2009 wyglądającym jak Reba i ustawionym na „masełko”. Na dole gość nie czuje rąk. Ja zjeżdżając na ultrasztywnym sztućcu nie mam powodów do narzekań. Sądzę, że jazda na takim sprzęcie wyrabia większą tolerancję na głupoty typu wstrząsy. Czy wspomniałem, że na podjazdach jest bajecznie i niepowodzenie ucieczki w takim momencie możesz zrzucić tylko na karb swojej niedyspozycji a nie sprzętu?

Gdy zmienimy ustawienia z ukierunkowaniem na komfort, amortyzator o 180 stopni zmienia swe oblicze. Wybiera najmniejsze nierówności a wspomniany komfort jest niesamowity. Ciężko uwierzyć w to, że ta konstrukcja ma 12 lat! Niestety tak wyregulowany SID buja, przy czym zmniejsza się efektywny skok i tak niewielkiego zapasu 63 mm. Blokady skoku wtedy nie było, ale nie jest to przecież sprzęt dla początkujących turystów.

Podsumowanie:
Dla kogo jest SID 1998? Zdecydowanie dla zawodnika bądź ambitnego maratończyka, względnie turysty. Amortyzator zapewnia szerokie spektrum regulacji ale wymaga przy tym wiedzy, odpowiednich kluczy i chęci. Ze względu na prostotę konstrukcji serwis można przeprowadzić samemu, ale dobrze jest przeczytać oryginalną instrukcję aby w przypływie adrenaliny czegoś nie zepsuć.

rock_shox_sid_1998Skok 63 mm uważam za absolutnie wystarczający do przejechania wszystkiego, na co można porwać się mając rower do XC. Toporna praca i konieczność serwisu „co wyścig” to mity, które powtarzają osoby najczęściej widzące SID-a jedynie w katalogu. Jakość wykonania i zastosowane materiały pokazują, co tak naprawdę powinien posiadać działający widelec Cross Country.

Dziś aby ustawić widelec wystarczy pompka, którą napompujemy zarówno komorę pozytywną, jak i negatywną. Jeśli ktoś chce, może pokręcić pokrętłem od regulacji tłumienia, a na trasie zablokować skok manetką. To takie proste. Żeby ustawić SID-a 1998, musisz się trochę namęczyć. W dzisiejszych czasach ludzie nie są przyzwyczajeni ani do myślenia, ani do męczenia się.

Wszystko jest podane na tacy, ma być bezobsługowe bo i po co się brudzić. Zalety starych, mistrzowskich widelców zostały stłumione przez konformistyczne spojrzenie na świat. Inni mają lekko więc dlaczego ja mam nie mieć? Czy miejsce pierwszego SID-a jest w gablocie po to, aby dzisiejsi maratończycy spoglądając na niego uśmiechnęli się z politowaniem patrząc na brak mocowania do tarcz i skok 63 mm.?

Czy teraz wszyscy muszą być na siłę uszczęśliwieni masą 1500 g., goleniami 32 mm. i zbędnymi regulacjami o których odpowiednim wykorzystaniu i tak najczęściej nie mają pojęcia? Na to pytanie najlepiej odpowiedzieć już sobie samemu.

Plusy:
+ Niska masa!
+ Jakość użytych materiałów
+ Prostota konstrukcji
+ Mnogość (działających) regulacji
+ Trwałość

Minusy:
konieczność rozbierania widelca do regulacji
nierozbieralne, szybko psujące się i zapowietrzone tłumiki
konieczność wymiany dolnych uszczelek podczas każdego serwisu
ciężko dostępne, niestandardowe części zamienne
wymagający w obsłudze

Ocena końcowa: 6,5/10

Zdjęcia: Anka Witkowska