Metryczka: Mactronic Maverick
Masa: 109,2 g
Cena: 196,99 zł
Tryby i czas świecenia: niski (30 lumenów, 21h), średni (240 lm, 5.30h), wysoki (510 lm, 2.30h), migający (2 Hz, 10 lm, 1.30h)
Zasilanie: litowo-polimerowy akumulator DSS 800 mAh (wymienny), lub 3x bateria AAA
Gdzie kupić? Mactronic.pl

Intro:
Od kilku lat jesień i zima w Polsce złagodniały i przesunęły się w czasie, ale w końcu za oknem zrobi się mroźnie, wietrznie i deszczowo. Jeśli wyznaczyliście sobie określone cele treningowe na następny sezon zapewne wiecie, że w przypadku złej pogody warto zamienić jazdę w plenerze na trenażer. Ewentualnie wybrać inne formy aktywności, jak bieganie.

Nierzadko bywa tak, że kiedy mamy wreszcie czas na trening robi się… ciemno. Szybki research wśród moich znajomych rowerzystów wykazał, że tak naprawdę nikt nie ma mocnego oświetlenia do jazdy w terenie. Ludzie najczęściej wybierają krótkie wypady na szosę i korzystają z małych pchełek pozwalających być widzianym, ale niekoniecznie widzieć. O ile lubicie MTB, jesienią i zimą dobrze jest wybrać się do lasu. Mniej wieje i jest cieplej dzięki czemu można lepiej zrealizować niektóre jednostki treningowe lub po prostu naładować akumulatory magią nocnej jazdy w głuszy.

Podobnie jest ze znajomymi biegaczami – o ile truchtają w lesie nie używają światła w ogóle, korzystają z telefonu bądź względnie (w mniejszości) z przeciętnych czołówek. O ile szukamy dla siebie czegoś uniwersalnego – co sprawdzi się podczas większości aktywności – ostatnia opcja może być świetna. Oczywiście o ile wybierzemy właściwy produkt.

Z pudełka:
Mactronic Maverick zapakowano w małe, dopasowane pudełko bez zbędnej przestrzeni. W środku oprócz lampki znajdziemy krótką, ale sensowną instrukcję obsługi oraz kabel USB/micro USB do ładowania. Przewód jest krótki i wywołuje wyraz zrezygnowania na twarzy, ale… nie uprzedzajmy faktów. Czołówkę przymocowano do miłej w dotyku, demontowalnej opaski okalające głowę w obwodzie oraz od góry.

Sama lampka jest zgrabna i wygląda na dobrze wykonaną. U góry mamy wygodny, karbowany włącznik podświetlony na niebiesko w trybie Sensor (o którym dalej). Od frontu, po lewej stronie, znajduje się ciekawostka – wspomniany przed chwilą czujnik ruchu. Dzięki niemu ruchem ręki możemy włączyć lub wyłączyć światło w najmocniejszym trybie. Soczewka posiada wygodną regulację skupienia wiązki światła, a w tylnej części umieszczono wymienny akumulator. Litowo – polimerowe maleństwo ma pojemność 800 mAh i jest wymienne. Po jego usunięciu, Mactronic Maverick może pracować na 3 bateriach AAA.

Na koniec – czołówka posiada rzecz jasna skokową regulację kąta padania światła o dużym zakresie. Gotowy do działania zestaw waży 109,2 grama.

W terenie:
Przyznaję, że byłem ciekaw działania tak samej lampki jak i kilku wspomnianych wyżej „bajerów”. Dlatego też bez ładowania akumulatora, niemalże z marszu, wybrałem się na krótki, nocny spacer do lasu. Barwa światła jest przyjemna dla oka ale przyznaję, że dawno już nie spotkałem diod świecących jak w psychiatryku z filmu klasy B.

Dużym zaskoczeniem jest regulacja skupienia wiązki. Naprawdę świetnie ją zrównoważono i Maverick może świecić daleko, a przy tym mocno, bądź w sekundę rozpraszamy światło na naprawdę bardzo, bardzo dużym obszarze o powierzchni okręgu. Doskonale działa czujnik ruchu – jest bardzo czuły i lampkę można uruchomić lub dezaktywować w mgnieniu oka.

Tyle na początek, czas na test podczas biegania. Pierwsza sposobność przydarzyła się kilka dni później, kiedy trening biegowy zmuszony byłem zrealizować w nocy. Musiałem zrobić go z marszu, przez co znów nie naładowałem akumulatora. Na szczęście to tylko godzina, więc ryzyk-fizyk. Do tego typu aktywności najlepiej ustawić czołówkę na największe rozproszenie światła. Wtedy pojawia się przed nami naprawdę olbrzymi placek wystarczająco mocnego światła.

W terenie wszystko widać wówczas doskonale i można poczuć się bardzo bezpiecznie. O ile nie będziemy chcieli zmieniać wiązki światła lub trybu świecenia, sugeruję nie używać trybu Sensor, ponieważ każde dotknięcie lampki skutkuje jej wyłączeniem się. Oczywiście drugim ruchem ręki można błyskawicznie ją aktywować, ale jest to denerwujące. Czujnik ów doskonale sprawdza się podczas częstego przemieszczania z miejsc ciemnych do jasnych i wtedy naprawdę można docenić jego obecność.

Po kilkudziesięciu minutach treningu nagle Mactronic przełączył się w słabszy tryb. No tak, przecież nie naładowałem aku. Po pierwszym tego typu ostrzeżeniu zostaje nam kilka minut świecenia w trybie pośrednim, po czym lampka przełącza się w najsłabszy. Finalnie wyczerpałem ją do cna i z lasu doczłapałem się do cywilizacji w egipskich ciemnościach.

Po powrocie naładowałem akumulator do pełna. Aby to zrobić należy wyjąć go z obudowy przy czym okazuje się, że krótki kabel nie przeszkadza tak, jakby mogło się wydawać na początku. Bateria jest na tyle mała i lekka, że – sam nie wierzę, iż to piszę – przewód wydaje się być optymalny. Ok, może dałbym mu kilka cm więcej ale zostawmy go już w spokoju.

Ciekaw byłem jak (i czy w ogóle) Maverick sprawdzi się na rowerze. Lampkę można zdemontować z opaski i jakoś zamocować na kasku, ale przecież nie o to chodzi. Na szczęście opaska ma tak duży zakres regulacji, że bezproblemowo założyłem ją na swój hełm. Co więcej, po wewn. stronie znajdziemy silikonowe paski, dzięki którym nie przesuwa się podczas jazdy. Regulacja kąta padania światła jest aż nadto wystarczająca, a dzięki niewielkiej masie głowa nie boli.

Na rowerze warto ustawić Mactronica w najbardziej skupiony tryb świecenia. Szczególnie, gdy używamy dodatkowej lampy na kierownicy. Wówczas możemy wygodnie doświetlać zakręty i obserwować to, co znajduje się po bokach toru jazdy. Czy również można używać jej solo? Zdecydowanie – osobiście wolę dwa źródła światła, ale wszechstronność Mavericka to jego największa zaleta.

Podsumowanie:
Olbrzymia uniwersalność – to słowa klucze, które najlepiej opisują testowany przedmiot. Czołówka sprawdzi się praktycznie w każdej formie aktywności – na spacerze, podczas pracy, na rowerze czy leśnej przebieżce. Jest wygodna i zapewnia chyba wszystkie niezbędne regulacje + dodatkowo kilka przydatnych bajerów.

Zaletą jest niska masa, możliwość korzystania z akumulatora lub baterii oraz długi czas świecenia (2,5 h w najmocniejszym trybie 510 lumenów). Dzięki odpowiedniej opasce, Mactronic Maverick może być przymocowany niemal wszędzie a jeśli nie, można go zdemontować i wykorzystać np. rzepy.

Konkludując, nie zapominamy o najważniejszym: czołówka świetnie świeci, a regulacja soczewki pozwala szybko i płynnie ustawić taką wiązkę światła, jaka jest nam aktualnie potrzebna. Wszystko, czego potrzeba by w dobrej kondycji przetrwać do wiosny.

Plusy:
+ uniwersalność!
+ bardzo duży zakres regulacji
+ możliwość korzystania z wymiennego akumulatora lub baterii
+ dobra jakość wykonania
+ sensowne czasy świecenia i ładowania
+ użyteczne „bajery”

Minusy:
jedyne, do czego mogę się doczepić to zbyt szybkie gaśnięcie lampki przy kończącym się akumulatorze

Ocena końcowa: 9/10