Mleczko Trezado
Liczba ocen: 13
7.6

Metryczka: Mleczko Trezado
Cena: 59,90 zł/500 ml
Gdzie kupić? Biketires.pl

Intro:
Lata temu, gdy zaczynałem jeździć na pierwszym „rowerze górskim” (wciąż nie wiem, które z tych słów bardziej zasługuje na cudzysłów), nie woziłem ze sobą kluczy (bo kto normalny zabierałby młotek, imadło i piłkę do metalu), pompki ani dętki. Eksplorowałem okoliczne lasy, wioski, miasta i miasteczka, nie łapiąc przy tym bodaj ani jednej gumy. Do dziś zachodzę w głowę, jak to możliwe, ale tak właśnie było. Kiedy w pewnym momencie życia naszła mnie ochota (a świnka skarbonka z głuchym kwiknięciem wypluła z siebie zachomikowane monety) złożenia prawdziwego MTB uznałem, że czas pomyśleć o planie awaryjnym.

mleczko trezado

Trafiło do mnie bowiem, że będąc kilkadziesiąt kilometrów od domu niewielkie jest prawdopodobieństwo, że któryś z turystów na szlaku będzie miał ze sobą pompkę i łatki, a tym bardziej zechce mnie nimi poratować. Kupiłem więc wszystko, co potrzebne i zacząłem przebijać dętki na potęgę. Prawo Murphy’ego czy też zwykły pech, nieważne. Tak czy owak, rowerzyści od zarania dziejów stykali się z tym samym problemem, co ja.

Producenci szli nam w sukurs tworząc grubsze dętki, wykonując je z najróżniejszych materiałów czy też wzmacniając same opony. Aż w końcu francuski Mavic pokazał obręcze w systemie UST (Universal Standard for Tubeless), w którym mogliśmy zrezygnować z dętki. Plusy na papierze były wyraźne. Mniejsza masa całości i możliwość jazdy na niskim ciśnieniu. Szybko okazało się, że są także minusy. Oponę (znacznie cięższą niż tradycyjne) trudno było założyć na obręcz, a powietrze potrafiło zejść z niej szybciej, aniżeli zakładali konstruktorzy.

portal rowerowy

Mleczko wlać można uchylając rant opony…

Wydawało się, że ciężko będzie wyprzeć tak prosty do opanowania przez użytkowników produkt, jak dętki. Powstały jednak systemy nazwane ghetto tubeless, w których konwertowano klasyczną obręcz na bezdętkową przy użyciu specjalnych taśm, produkowanych np. przez markę Eclipse. I tu uwypukliły się wady produktu, gdyż często wąskie obręcze nie nadawały się do takich przeróbek, a ultralekkie opony nie chciały się uszczelniać. Dziś triumfy święcą produkty tubeless ready, a jednym z najbardziej newralgicznych elementów jest dobre mleczko. Postanowiłem dogłębnie przetestować, jak sprawdza się popularne Trezado.

Z pudełka:
Uszczelniacz ten sprzedawany jest w pojemnikach 100, 500, 1000 i 2000 ml. Ja korzystałem z półlitrowego. Opakowanie wykonano z twardego plastiku, na boku znajduje się podziałka ułatwiająca odmierzenie właściwej ilości płynu. Z boku znajdziemy prostą i czytelną instrukcję w językach polskim i angielskim.

park tool

… lub wykręcając wentyl specjalnym kluczem.

Pojemnik jest poręczny, choć osobiście wolałbym nieco szerszy wlew ułatwiający wetknięcie strzykawki. Acha, ostrożnie z nosem. Po odkręceniu buteleczki, doznania zapachowe są niesamowite 😉

W praktyce:
Trezado użytkuję od roku i sparowałem je z mnogością opon oraz obręczy. Enve, ZTR, FRM, Mavic, Schwalbe, Continental. Ciężko byłoby wymienić wszystkie. Mleczko przeszło testy zarówno wespół z nowymi produktami (taśma, obręcz, opona), jak i dolewane było do już uszczelnionych gum. Producent informuje, że optymalna ilość uszczelniacza to 70 – 100 ml na 1 koło. Osobiście z reguły zbliżałem się do górnej granicy. Płyn należy wstrząsnąć przed użyciem (mimo długotrwałego przechowywania nie wytrącił się jednak żaden osad) i następnie zaaplikować do środka. Na tym etapie oprócz dość inwazyjnego zapachu płynu, wszystko przebiega bezproblemowo.

Pierwszy zestaw złożyłem na obręczach FRM, taśmie tej samej marki i oponach Continental Race King. Z tym, że jedna była w wersji Protection, a druga Race Sport. O ile pierwsza wskoczyła w rant obręczy bez problemu i bez mleka, tak z drugą miałem duży problem. Pomogło dopiero posmarowanie stopki płynem do mycia naczyń. Kolejny kłopot pojawił się jednak przy próbie uszczelnienia, gdyż mleczko wydostawało się bokiem, aczkolwiek wystarczyło chwilę potrząsania kołem i zaczęło uszczelniać całość.

Muszę przyznać, że całość zasklepia się relatywnie szybko, szybciej niż uznana konkurencja jak np. Caffelatex czy Stan’s NoTubes. Po tym, jak powietrze przestawało wypychać uszczelniacz na zewnątrz, należy dopompować oponę i zostawić koło, co jakiś czas obracając nim, aby dokładnie rozprowadzić płyn wewnątrz. Trezado całkiem szybko zasycha na wewnętrznej ściance opony, tworząc warstwę zapobiegającą uchodzeniu powietrza.

Mam wrażenie, że w odróżnieniu od wspomnianego Caffelatex, które szczelnie wypełnia całą oponę pianą, Trezado radzi sobie lepiej przy dużych nieszczelnościach. Mleczko szybko zasklepia wszelkie dziury i pod tym względem (szybkość działania) jest jednym z moim ulubionych. Mimo wszystko byłem ciekaw przy jak dużym rozcięciu opony uszczelniacz skapituluje i wkrótce nadarzyła się stosowna okazja. Do mojego serwisu trafiła Merida z kołem Mavic Crossmax w technologii UST (stara wersja z ceramiką pod V-brake’i) i oponą Hutchinson Piranha.

mleczko caffelatex

Konkurencyjny Caffelatex po 2 miesiącach jazdy.

Z boku widoczne było przytarcie i rozcięcie. W środku nie było już mleczka tylko zaschnięta skorupa więc dolałem nowego i poczekałem na rozwój wypadków. Trezado zaczęło uszczelniać owe miejsce, ale wytrzymywało tylko do pewnego ciśnienia (ok. 1,5 bara). Powyżej tej wartości całość ulegała rozszczelnieniu. Musiałem oczyścić oponę i nakleić stosowną łatkę, dopiero wtedy wszystko było w porządku. Miło jednak wiedzieć, że uszczelniacz w sytuacjach mocno awaryjnych (duże rozcięcie) powinien pozwolić na dotarcie do domu czy mety maratonu.

W tym momencie niewiadomą była jeszcze jedna rzecz. Jak długo mleczko zachowa swą gotowość bojową? Producent nie podaje, jak często należy go dolewać. Informuje za to, że raz w sezonie warto zdjąć oponę, wyczyścić ją z pozostałości mleczka i uszczelnić na nowo. Mój test pokazał, że w intensywnie użytkowanym rowerze (praktycznie codzienne trening po min. 1,5 – 2h) Trezado zachowuje swój płynny stan przez ok. 3-4, maks. 5 miesięcy. Później jest już go zbyt mało, aby prawidłowo zachowało się podczas przebicia.

Zaschnięte mleczko tworzy dość łatwą do usunięcia „skorupę”, ale najtrudniej zrobić to na rantach opony. A jak wiadomo w wersji „light” należy oczyścić przynajmniej je, aby wstrzelić oponę w stopkę obręczy. Czyszcząc całość w wersji „hard” muszę przyznać, że przyszło mi się znacznie napracować, ale korzystałem tylko ze szczoteczki i wody. Trezado ma w ofercie także specjalny płyn „Sealant remover” służący do tego celu, może kiedyś dane mi będzie go sprawdzić.

Podsumowanie:
Mleczka Trezado używa wiele znanych osób w rodzimym światku MTB. Są to m.in. Michał Ficek, Bogdan Czarnota, Marek Konwa i cała lista innych nazwisk znanych z pierwszych miejsc na przeróżnych zawodach. Choć osobiście nigdy nie wierzyłem i nie wierzę w rzetelność testów sponsorowanych zawodników, to jednak przyznać należy, że na pewnym poziomie zaawansowania nie korzysta się zawodnych produktów.

Mleczko bardzo szybko radzi sobie zarówno z przebiciami, jak i z pierwszym uszczelnieniem nowej opony. Dla mnie to duży atut, który przedkładam nad czas, przez który uszczelniacz pozostanie płynny. Są mleka wytrzymujące dłużej, ale te z kolei z reguły są rzadsze i mniej pewne podczas poważniejszych awarii. Nie oszukujmy się, coś za coś bo nie ma rzeczy idealnych. Jeśli szukasz produktu, który szybko wybawi Cię z opresji, Trezado jest dla Ciebie. Podczas czyszczenia opony relatywnie łatwo usunąć z niej zaschniętą warstwę, za co również przyznaję plus.

Tak naprawdę ciężko wskazać konkretny minus mleka. Gdyby dłużej nie zasychał, nie zasklepiałby z kolei nawet sporych rozcięć. Cena wydaje się być rozsądnie skalkulowana więc chyba nie potrzeba niczego więcej. Mówiąc szczerze, na swojej półce mam całą masę uszczelniaczy. Lepszych i gorszych, tańszych i droższych. Jednak gdy okazuje się, że nie można uszczelnić jakiejś opony, w ciemno leję Trezado i zawsze daje radę. Dla mnie to najlepsza rekomendacja 🙂

Plusy:
+ jakość w stosunku do ceny
+ łatwość zasklepiania nawet sporych rozcięć opony
+ dostępność
+ relatywnie długi czas pozostawania w „gotowości bojowej”

Minusy:
bardzo intensywny, drażniący zapach

Ocena końcowa: 8/10

Zdjęcia: Anka Witkowska