Suport Chris King
Liczba ocen: 0
0.0

Metryczka: Suport Chris King
Masa: 101,1 g
Cena: ok. 600 zł (ok. 1200 zł z wymaganymi narzędziami)
Gdzie kupić? chrisking.com

Intro:

Chris King to jedne z nielicznych produkowanych dziś komponentów, które wciąż budzą wielkie, pozytywne emocje wśród rowerzystów. Co ciekawe ten amerykański producent praktycznie wszystko robi sam, tylko niewielki procent zlecając podwykonawcom (wszyscy działają w U.S.A.). Jego historia miała początek w latach 70-tych kiedy to w okolicy 1976 roku światło dziennie ujrzały pierwsze stery.

Uciekając przed kalifornijskim słońcem, kosztami życia i podatkami, Chris w 2003 roku przeniósł produkcję do Oregonu. Dokładniej Portland. Niepozorna z zewnątrz fabryka mieści się w równie niepozornej i nieciekawej dzielnicy. King zatrudnia tam 92 osoby, które do perfekcji opanowały pracę przy obrabiarkach. Co ciekawe, drużyna „Króla” ma dość interesujące spojrzenie na to, co robi. Oraz gdzie robi. Wydaje się również, że chłopcy nie obrośli w piórka bo naczelny „zaplatacz” kół w fabryce – Chris Distefano powiedział kiedyś ciekawe słowa:

„To nie jest kwestia lepszego świata ani powiewającej na wietrze flagi. „Made in U.S.A.” nie zawsze znaczy lepsze. Za to wszyscy wiemy, że nie pracujemy tu za miskę ryżu, chronimy środowisko i mamy świetną kontrolę jakości. Szczerze mówiąc, nie jesteśmy w stanie sprawdzić co i jak robią na innych kontynentach”.

Myślę, że to zdrowe podejście do biznesu, który wszyscy tam pracujący traktują jak swój. Znaczna część magii komponentów Chris’a tkwi w produkowanych przez niego (sic!) łożyskach. Chyba jako jedyny wytwórca w branży rowerowej, King stosuje łożyska używane w przemyśle ciężkim.

suport_chris_king

Stery, piasty czy od niedawna suporty mimo upływu lat wciąż mają tę samą, nieposzlakowaną opinię. Co więcej, przez wielu są uznawane za najlepsze na świecie. Oprócz kolarstwa, właściciel marki zaangażował się także w biznes kawowy, który umiejętnie łączy z dwoma kółkami.

Co ciekawe, wspomniana ochrona środowiska nie jest dla niego czczym gadaniem. Chris znalazł świetny sposób na to, by zaoszczędzić nieco grosza. Na północnym końcu fabryki znajduje się pomieszczenie pełne aluminiowych odpadów. Wióry są pokryte olejem sojowym, który ścieka z nich do ponownego wykorzystania, a metal sprzedaje się firmom recyklingowym. Na samym oleju King oszczędza rocznie $10 000.

Wracając na ziemię, potrzebowałem nowego środka suportu. Odkąd po wejściu w 2003 roku nowej grupy XTR pakiety z zewnętrznymi łożyskami zyskały na popularności, z trwałością były same problemy. Mizerne przebiegi i wielki napis „Do not disassemble” drenowały portfele nabywców. Niestandardowe łożyska powodowały problemy z ew. wymianą. Jakiś czas później tanie marki zaoferowały ciut lepsze rozwiązania, ale wciąż trapione tę samą przypadłością. Brakiem należytej trwałości. Dlatego postanowiłem sprawdzić, czy U.S.A. odrobiły lekcje.

Z pudełka:

Suport zamówiłem od największego dealera CK na świecie, Aspirevelotech. Już na starcie zaliczył wpadkę, bo dostałem dwie prawe miski. Na szczęści otrzymałem zwrot kosztów i nowy, właściwy komponent. A ten wykonany jest świetnie. Gwinty są czyste, anoda piękna a łożyska jak to u Kinga na wierzchu bez żadnych dodatkowych uszczelnień. Patent genialny w swojej prostocie. Podczas gdy konkurencja z kiepskimi łożyskami stara się jak najbardziej uszczelnić dostęp do nich (gdy woda pokona o-ringi potrafi być przetrzymywana tam tygodniami), Chris inwestuje właśnie w serce takiego produktu.

Aluminiowe, oryginalne podkładki szybko wymieniłem na plastikowe pochodzące z XTR. Zawsze to ciut lżej. Moja waga pokazała wówczas 101,1 g.

suport_chris_king

Konserwacja suportu dedykowanym narzędziem

W komplecie znajdują się także cieniutkie podkładki nakładane w razie potrzeby na oś korby. Łożyska kręcą się lżej, niż w innych częściach tej marki. Dzieje się tak dlatego, że wewnątrz zrezygnowano ze standardowego uszczelnienia zamieniając je na dopasowaną podkładkę z PTFE. Dlaczego? Otóż pakiet ma coś, czego nie posiada nikt inny. Możliwość wymiany smaru za pomocą dedykowanej smarowniczki.

Niestety, zabawa jest kosztowna. Cena przyrządu wynosi ok. 230 zł. Do tego należy kupić jeszcze pistolet na smar. Pasujący robi Phil Wood. Koszt? 200 zł. Do kompletu potrzeba jeszcze klucza mocującego miski w ramie za jedyne 160 zł. Sam suport można nabyć w cenie 600 zł. Jak łatwo zsumować, całość uszczupli nasz portfel o bagatela, niemal 1200 zł. Szaleństwo.

Sam wybrałem wersję ze stalowymi łożyskami; hybrydy mi nie odpowiadają. Jako iż miski są kompatybilne (choć Chris zaleca swoje) z tanimi narzędziami (np. Shimano), postanawiam zaoszczędzić właśnie na tym produkcie.

W terenie:

0 – 100 km: mimo opatentowanego przeze mnie pomysłu na montaż misek, robią się na nich delikatne nagnioty. Cóż, wydaję jeszcze 160 zł. i kupuję narzędzie Chris’a. Korba to XTR FC-M980. Na sucho kręci się nieco lżej niż z oryginalnym suportem Shimano.

100 – 300 km: napęd nie ma lekko, często jeżdżę w dużym błocie. Wszystko działa jak należy.

300 – 800 km: w tzw. międzyczasie z ciekawości demontuję korbę i czyszczę całość. Łożyska kręcą się odrobinę lżej i wydaje się, że działają już właściwie.

800 – 1000 km: podobnie jak w przypadku sterów („klik”) nie dzieje się nic. Zapominam o tym, że mam suport.

suport_chris_king1000 – 5000 km: nic a nic. Zieeeeew.

5000 – 5100 km: producent zaleca wykonanie serwisu. Z ciekawości zakładam smarowniczkę, którą napełniam smarem Dura Ace. Sam proces jest genialny w swojej prostocie. Wpinam urządzenie, naciskam pistolet i zużyty smar wychodzi bokiem. Na koniec zakładam uszczelki i zamykam łożysko.

5100 – 5200 km: przez jakiś czas nowy smar wychodzi bokiem, więc zdejmuję korbę raz jeszcze i czyszczę oś.

5200 – 7000 km: przypadkiem odkręca mi się korba i jadę z luzem. Łożyska znoszą to bez problemu, ja niestety gorzej.

7000 – 8000 km: suport po prostu się kręci. Przed wyjazdem na MTB Trophy postanawiam go przejrzeć. Szczerze mówiąc na darmo. Najzwyczajniej w świecie nie ma po co.

8000 – 10 000 km: sezon dobiega końca, ale dokręcę jeszcze ze 2-3 tys. km. Koniec testu.

Podsumowanie:

Król jest nagi? Zdecydowanie nie jeśli chodzi o (nomen omen) King’a. Tak jak piasty czy stery suport wydaje się być niemal wieczny. Niestety ciężko powiedzieć, że cena odstrasza. Jeśli wziąć pod uwagę wszystkie potrzebne rzeczy, jest co najmniej śmieszna. Można skalkulować, ile „zwykłych” suportów da się kupić za tę kwotę. Trywializm „najwyższa jakość kosztuje” jest żywy, ale momentami przeraża.

Plusy:
+ jakość obróbki
+ genialne łożyska
+ możliwość szybkiej wymiany smaru
+ żywotność!
+ dostępność części zamiennych

Minusy:
cena
konieczność kupna drogich, dedykowanych narzędzi

Werdykt: 8/10 (tylko ze wzgl. na cenę)

Zdjęcia: Anka Witkowska