XTR Di2 - Impresja
Liczba ocen: 0
0.0

Intro: 
Swego czasu przyjechał do serwisu ktoś na rowerze Scott. Sztywny wideł, niepowtarzalne malowanie z dawnych lat i całość obwieszona pierwszym wcieleniem najbardziej kultowej grupy MTB: XTR M900. Błyszczące kanty (czyt. hamulce cantilever – przyp. red.) wespół z dźwigniami o szampańskim odcieniu, korba z blatem 46T, tylna przerzutka z agrafkową, a nie zwijaną sprężyną znaną z dzisiejszych mechanizmów. Dawno, dawno temu było to moje pierwsze zetknięcie z tą grupą. Efekt „wow” był wielki i oto poczułem zew: musiałem się na nim przejechać!

Niestety czar szybko prysł. W dobie świetnie działających V-brake’ów, nie mówiąc już o hamulcach tarczowych (!), szczęki XTR porażały swą nieudolnością. Manetki z dźwigniami o monstrualnym skoku i fatalną ergonomią (przepraszam, czym?) również nie wzbudzały entuzjazmu. Korba – prosta odkuwka z pełnego, niedrążonego w środku aluminium i przerzutki, których działanie mogło wzbudzać szacunek jedynie ćwierć wieku temu. M900 to jedyna grupa, która budzi podziw nie ze względu na faktyczne zalety ale dlatego, że w ogóle powstała.

Kolejna generacja była zaprojektowana od nowa i przemyślana w każdym calu. Szara M950 po dziś dzień z powodzeniem może być używanazarówno do codziennej jazdy, jak i zawodów, co udowadniają koledzy z pierwszych sektorów rozmaitych cykli wyścigowych. Drążona korba na wielowypust, ultra-ergonomiczne cyngle, nowatorskie hamulce, a nawet mrugnięcie okiem do fanów odchudzania sprzętu przez dość szerokie użycie tytanu (w przerzutce tylnej, piaście czy kasecie). Tutaj mieliśmy też pierwszy „zew” elektroniki – do manetek można było podpiąć moduły Flight Deck.

„Szarak” bardzo wysoko postawił poprzeczkę i doskonale pamiętam, jak w 2003 roku posypały się negatywne głosy dotyczące kolejnego wcielenia – M960. I rzeczywiście, klamkomanetki Dual Control dla wielu okazały się niewypałem (są jednak tacy, którzy je sobie chwalą), a rozwijanie patentu z odwrotną sprężyną zbytnim pokładaniem wiary w ów genialny, nomen omen, wynalazek. Jednak po latach korba czy tylna przerzutka uchodzą za jedne z najładniejszych, jakie wyprodukowało Shimano.

Gusta ludzkie są nad wyraz chwiejne, o czym doskonale wiedzą projektanci. To, co nie podoba się nam dziś, prawdopodobnie za jakiś czas opatrzy się na tyle, że być może wyda nawet ładne. Idealnym, nierowerowym przykładem z krajowego podwórka było nowe logo PZU. Nie mówiąc już o futurystycznej w kształtach grupie M970. 980-tka nie wyróżniała się niczym szczególnym – ot, taki wół roboczy – ale Shimano miało w zanadrzu coś dużego. Wiecie kiedy Japończycy zbudowali pierwszą, działającą przerzutkę elektroniczną? Było to lata temu, w dobie szarej grupy M952. Strach pomyśleć, co testują już dziś.

Elektronika:
XTR Di2 to kolejna grupa, która wywołuje u mnie efekt „wow”. Ale spokojnie, krytyka w miarę potrzeb też będzie. Każdy chyba jednak przyzna, że elektronika w MTB musi wzbudzać zainteresowanie. I choć to nie Shimano dzierży palmę pierwszeństwa – o czym dziś już nikt nie pamięta (Suntour wprowadził system Browning Beast w roku 1990, a patent na to rozwiązanie złożono w 1974!) – to jednak trudno odmówić im innowacyjności i wizjonerstwa w tym temacie. A może bardziej metody prób i błędów, drobnych kroczków, po to, by po latach dopracowany produkt mógł ujrzeć światło dzienne.

Elektrycznego XTR testowaliśmy w fullu Speca na kołach 26”. Dlaczego taki rower? Topowe konstrukcje na „małych” kołach osiągają dziś śmieszne ceny i daleko lepiej dać im nowe życie niż oddawać za darmo (komuś, kto i tak zrobi z nich identyczny użytek). Pierwsze, co rzuca się w oczy, to masywna przerzutka tylna. Osobiście ta część nie podoba mi się – jest mocno rozbudowana i wyraźnie brakuje jej smukłości. Z kolei przednia to majstersztyk – malutka, zgrabna, dopracowana w detalach. Podobnie jak manetki i miniaturowy wyświetlacz informujący o kilku podstawowych rzeczach, jak tryb pracy, stan naładowania baterii czy aktualnie używane przełożenie. Kolejną łyżką dziegciu jest zewnętrzna, masywna bateria mocowana pod koszykiem na bidon, ale przynajmniej jest łatwo dostępna do ładowania.

Całość uzupełnia korba z tej samej grupy, a także łańcuch i przepiękna, dopracowana kaseta. Zauważyłem, że w wielu dyskusjach (szczególnie osób, które nigdy na tym sprzęcie nie jeździły) pojawia się stwierdzenie, iż do regulacji potrzebny jest laptop i najlepiej zawodowy mechanik. Nie jest to prawdą, gdyż regulacji dokonujemy kluczem imbusowym oraz cynglami manetek. Co prawda całość jest zauważalnie bardziej skomplikowana niż w przypadku mechanicznych wersji, ale jednak do zrobienia w domu!

Po zajęciu miejsca za sterami okazuje się, że klawisze manetek są bardzo blisko siebie i początkowo ciężko się do nich przyzwyczaić – łatwo o pomyłkę i inne niż przewidywane zmiany biegów. Jednak już po przejechaniu kilku kilometrów człowiek łapie, co jest do czego i przyzwyczaja się. Manetki pracują z wyraźnym kliknięciem – są twardsze w działaniu niż szosowe, nieco „maślane” grupy. Skok cyngli jest krótki i identyczny podczas każdej zmiany biegu – to niezaprzeczalny plus.

Niestety zupełnie nie mogłem przyzwyczaić się do lewej manetki, która do mojej dłoni zupełnie nie pasowała. A wystarczyło pomyśleć nad regulacją położenia w poziomie jak w starych, dobrych cynglach 970, bym mógł przesunąć całość bliżej ręki. Szkoda, przez to praktycznie zrezygnowałem z jej użytkowania. Na szczęście obie przerzutki można obsługiwać tylko prawą dłonią, co nosi nazwę Synchro Shift. Na wyświetlaczu mamy bowiem trzy opcje: manual, synchro 1 oraz synchro 2. Dwie ostatnie pozycje to fabrycznie zaprogramowane konfiguracje, podczas których łańcuch sam zostanie wrzucony na blat.

Wyobraźcie sobie, że na korbie macie akurat młynek, a na kasecie piąty bieg liczony od góry. Zrzucacie na szósty i w tym momencie przednia przerzutka błyskawicznie przenosi łańcuch na drugą koronkę, a tylna redukuje przełożenie tak, aby utrzymać tę samą kadencję i nie czuć nadmiernego przeskoku. To dość ciekawa opcja i relatywnie dopracowana. Choć osobiście wolę sam być panem sytuacji, to jednak z przyjemnością jej używałem.

Każda zmiana biegu sygnalizowana jest głośnym (mam wrażenie, iż donośniejszym niż w szosowych odpowiednikach) dźwiękiem silniczka. Uśmiech sam ciśnie się na usta, a palce z lubością cisną w klawisze manetek. Jeśli łańcuch dotrze na skraj kasety, jest to sygnalizowane stosownym dźwiękiem. Po zejściu ze Speca od razu przesiadłem się na tytanowego Van Nicholasa z mechaniczną grupą, by na żywo porównać ją z elektroniką.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to fakt większego skoku dolnej dźwigni lewej manetki w wersji linkowej. Przerzutka działa tak samo szybko (wersja Side Swing, którą mam w planie zapewne dodatkowo przechyli szalę), ale jednak kliknięcie w manetkę Di2 jest cały czas takie samo – ma identyczny skok za każdym razem. Niestety należy wspomnieć o kiepskiej ergonomii elektrycznych cyngli. Osobiście używam przerzutki tylnej z odwrotną sprężyną i trzeba przyznać, że jej redukcje zostawiły w tyle elektronikę. Zrzucanie było już na tym samym poziomie. Warto jednak dodać, iż Di2 posiada 3 opcje ustawienia szybkości działania i korzystałem z pierwszego, najwolniejszego.

Podsumowanie:
XTR Di2 zachwyca przy pierwszym i drugim podejściu, ale użytkowanie w terenie musi wytknąć kilka niedoskonałości pierwszej generacji, które zapewne zostaną poprawione w następnej. Na chwilę obecną do normalnej eksploatacji wolę wersję mechaniczną. Jest prostsza w obsłudze i regulacji, choć również niepozbawiona wad. Z drugiej strony długotrwałe użytkowanie elektroniki może przynieść zmianę frontu. Najczęściej niepochlebne opinie biorą się z pierwszego wrażenia, gdy nagle musimy zmienić swe dotychczasowe przyzwyczajenia.

Niezależnie od tego, jakim konserwatystą bym nie był, jazda na Di2 jest czymś… hmm, niesamowitym. Gdybym składając swój pierwszy rower i śniąc o szarym XTR mógł tylko przypuszczać, jak bardzo zmieni się sprzęt w bądź co bądź niedługiej perspektywie czasu. Zmiany biegów są szybkie i przyjemne, a dźwięk silniczków wbija w siodło. Dla kogo jest nowy XTR? Wg mnie dla majętnego zawodnika XC, który po krótkiej „rundzie” ma czas zając się sprzętem lub robi to jego mechanik. Ambitny, wyluzowany biker z odpowiednim portfelem również nie będzie zawiedziony. I wcale nie znaczy to, jak chciałyby niektóre głosy, że na ten sprzęt trzeba chuchać i dmuchać. To w końcu grupa MTB, ale jednak wymagająca nieco więcej atencji i wiedzy niż zestaw linkowy.

xtr_di2

Prototyp elektronicznej przerzutki z czasów… szarego XTR M952!

Maratończyk taplający się błocie czy uczestnik etapówek lub ktoś, kto nie ma czasu na zajęcie się swoim rowerem? Może, ale nie musi i tego będę się trzymał. A przynajmniej do następnego razu. 😉

Plusy:
+ jakość zmian biegów
+ dopracowana, minimalistyczna (jak na Di2) przerzutka przednia
+ klawisze o krótkim i stałym skoku
+ możliwość sterowania dwiema przerzutkami za pomocą prawej manetki
+ wysoki współczynnik czadu (i w przypadku tej grupy nie jest to hipsterskie gderanie!)

Minusy:
kiepska ergonomia lewej manetki
masywna przerzutka tylna nieprzystająca konstrukcją do przedniej
bardziej uciążliwa regulacja niż w mechanicznych odpowiednikach