Metryczka: Buty Giant Prime BOA
Cena: 429 zł
Gdzie kupić? Giant Polska

Intro:

Odwieczny dylemat co wybrać – SPD, czy platformy – w moim wypadku rozstrzygnął się jednak na korzyść tych drugich. Wiecie, kolana, gleby, te sprawy. Do tej pory śmigałem w butach Mavic, ale Francuzi mają tylko modele pod zatrzaski. Zacząłem więc niespiesznie szukać sukcesora po Alpine’ach. Wertując katalogi rzucił mi się w oczy model Giant Prime BOA – co ciekawe, jedyny pod piny. Zaciekawiony, zdecydowałem się na niego. Jakie wrażenia? Zapraszam do lektury.

Z pudełka:

Przy dylematach z rozmiarem lub/i przy kupowaniu wysyłkowym dobrym rozwiązaniem będzie kupno dwóch par, w które najbardziej będzie szansa się „wstrzelić”, by potem wybrać tę właściwą. W moim przypadku (stopa 27,3 cm) sprawdziłem 42 i 43, ten pierwszy okazał się super wyborem – pasuje jak ulał. Giant na swojej stronie udostępnia tabelkę jak dobrać właściwy rozmiar co jest dużym plusem, ale i tak warto zamówić dwie pary 😉 Trzeba też nadmienić, że po kilku jazdach buty minimalnie „rozbiły się” dając dobre czucie dopasowanego obuwia, zarazem nigdzie nie uwierając.

Wygląd, czyli jedna z cech, na które zwraca się największą uwagę – przecież kupujemy oczami… Sprawa to indywidualna, który z dwóch występujących kolorów jest ładniejszy, ale w moim odczuciu czarne. Zwłaszcza, że lakierowany kolor biały bardziej rzuca się w oczy. Koledzy mówili z błyskiem w oku: weź białe, będą do kościoła 😉 De gustibus non est disputandum… Tak czy inaczej do wyboru wersje mamy dwie i jest szansa, że każdy znajdzie coś w swym stylu. Jeśli staramy się jeździć szybko na platformach, to przy kupnie butów jednym z najważniejszych czynników będzie oczywiście podeszwa. Prime’y mają dość miękką mieszankę gumy, w dotyku przypominającą tę z tylnych opon Maxxis w typie Minionów, czy High Rollera. Dobra mieszanka to jednak nie wszystko – sekret tkwi w bieżniku. Ten jest bardzo gęsty oraz głęboki – gwintowane piny z moich platform HT ME05 chowają się dokładnie między wcięcia podeszwy.

Warto przed zjazdem dobrze ułożyć stopy na pedałach bo buty tak dobrze trzymają się pinów, że drobne korekty są niemożliwe. Zamiast przesuwania nogi trzeba ją po prostu podnieść. Wrażenie po przesiadce ze zwykłych butów – czy to biegowych, vansów, czy trekkingów – jest niesamowite. To zupełnie inna galaktyka przyczepności. Prime BOA kleją się do pedałów. W trudnym technicznie terenie czy po prostu przy szybkiej jeździe nie mamy tego uczucia z tyłu głowy, które każe nam uważać na stopy goniące po pedałach. Skupiamy się na jeździe, nie na niedostatkach wyposażenia. Brawa dla działu projektowego podeszwy 😉 Co ciekawe, przy użytkowaniu pozarowerowym podeszwa jest bardzo cicha. Idąc po korytarzu, czy chodniku, buty w ogóle nie generują hałasu, żadnych trzasków, szelestów, nic- idąc jesteśmy niesłyszalni. Niby zupełnie nieistotny drobiazg, ale fascynujący.

W terenie:

Twardość butów w moim odczuciu jest bliższa zastosowaniu ich w turystyce, do łomotu rejsingowego podeszwa może być nieco za „mientka”. O ile od śródstopia w tył (gdzie występuje taka biała pianka) podeszwa jest sztywna, to pod samym śródstopiem zgina się i pracuje bardzo ładnie. Jestem daleki od ścigania się i nie testowałem ich w tym zakresie, buty za to przeżyły ze mną wiele całodniowych wyryp. Nie doświadczyłem żadnych dyskomfortów związanych ze zbyt twardą, czy zbyt podatną podeszwą. Mimo 3 godzin podchodzenia w terenie skały nie uwierają, nie pojawiły się żadne uciążliwości. Dodajmy do tego 3 godziny podjazdu oraz 2 godziny zjazdu i okazuje się, że moje stopy uwielbiają te buty… A kiedy jeszcze po tym wszystkim trzeba wsiąść w auto i przejechać sto kilometrów, doceniam dobre czucie pedałów gazu i hamulca. Warto od razu wspomnieć o trzymaniu pięty przy podchodzeniu – o ile nagminnie przy Mavicu ludzie (w tym i ja) narzekali na ten element wykonania, to w Giancie całość jest zaprojektowana i wykonana wzorowo.

Pod jak stromą górę byśmy nie podchodzili z rowerem, to pięta nie wysuwa się z buta, jest przez niego świetnie trzymana. Jeśli zaś rower zostawimy pod schroniskiem / leśniczówka i pójdziemy z buta np. tam, gdzie nie wolno rowerem, również się dobrze spiszą. Po 6 godzinach na szlaku, z czego połowa w deszczu i z chodzeniem po strumyku płynącym całą szerokością ścieżki (podejście na Polski Grzebień) nie żałowałem, że je mam na stopach. Noga nie ześlizgiwała się po obłych kamieniach, znakomicie trzymała we wszystkie strony. Jedyna właściwie sytuacja, w której zdarzają się uślizgi, to przy trawersowaniu błotnych podejść – wtedy kierunkowy bieżnik ujedzie czasem lekko w bok. Jeśli chodzi o system zapięcia, to wychowany na tradycyjnych sznurówkach, rzepach i klamrach ostrożnie podchodziłem do sznurowania za pomocą systemu BOA; w chłodniejszej porze roku pracuję w serwisie sprzętu zimowego i przecięta żyłka w tym mocowaniu to nie był pojedynczy przypadek.” powinno być połączone z następnym „Mimo moich obaw system ten w butach Gianta sprawuje się świetnie, jest łatwy i szybki w obsłudze.

Mimo moich obaw system ten w butach Gianta sprawuje się świetnie, jest łatwy i szybki w obsłudze. Często obuwie na podejście mam ustawione dosyć luźno – całość lepiej pracuje, aby już na górze przed zjazdem dociągnąć je o 2-4 kliki. Wydaje mi się, że do naprawdę ciężkich zastosowań klamerka BOA powinna być dodatkowo osłonięta jakimś materiałem – coś a’la rozwiązanie w Shimanowskich AM7, czy AM9 i wtedy byłaby super chroniona przed kamieniami i właściwie niezniszczalna. Gdybanie gdybaniem, a co pokazało życie? Minus uwidocznił się tylko przy przedzieraniu przez szlaki Tatr Niżnich – tam kosówka jest bezlitosna, potrafiła zawadzić o system zapięcia tak, że na podejściu się luzował. Wystarczyło znów wcisnąć i dociągnąć żyłkę – ale wypada o tym wspomnieć, na wypadek gdybyście często przedzierali się przez kosówkę 😉 Rzep pełni tu właściwie tylko funkcję dodatkową; ja ustawiłem go raz, aby potem tylko kręcić BOA. Gdybym miał oceniać sam tylko system zapięcia, przyznałbym 9.5/10.

Moje Prime’y są w kolorze czarnym i przy pełnej lampie potrafi się w nich trochę zagrzać noga mimo otworów wentylacyjnych i wkładek materiałowych. Na szczęście dotyczy to przypadków, gdzie temperatury sięgają okolic 30 stopni. Gdy strzałka pokazuje 25, 20, czy 15 stopni, komfort termiczny buta jest na bardzo wysokim poziomie (temat oczywiście połączony z dobraniem skarpetek), wtedy wszyta siateczka znacząco pomaga w oddychaniu stopy. Moje doświadczenia z chłodnego sierpnia 2017 pokazują, że i przy 10-12 stopniach nogi nie marzną. A co, jeśli pada? Jeśli jest to mały deszczyk, to pół biedy. Gorzej, jeśli mamy do czynienia z intensywniejszym opadem – materiał nie nasiąka mocno wodą, ale kiedy się już to stanie, to łatwo jej nie wypuszcza. Przy takim oberwaniu chmury jedziemy więc po prostu z wodą w butach. Tu znów kłania się dobór skarpetek – porządny model nie dopuści do wychłodzenia stopy. Dwukrotnie miałem przypadek, że złapał mnie mocny deszcz przy temperaturze ~10 stopni, a do domu zostało jeszcze 3-4 godziny. Takie powroty nie należą do najprzyjemniejszych, jednak nawet w takich warunkach obuwie daje radę i złego słowa na Prime’y rzec nie mogę.

Ze swojej strony mogę polecić fajne ciepłe skarpetki Realm z oferty Gianta lub polskie The Trail; jedne i drugie przy zmiennych warunkach pogodowych sprawowały się wyśmienicie, dodatkowo niebieskie z tej drugiej firmy idealnie wpasowały się do stylówy 🙂 Buty na szczęście szybko schną, postawione w ciepłym (nie gorącym) miejscu bez problemu nadawały się do jazdy już dnia następnego, gdzie Mavic był jeszcze mocno wilgotny. Jedynie po całkowitym upraniu, kiedy temperatura na zewnątrz wynosi 8-10 stopni muszą odstać te półtorej – dwie doby, tak żeby nadawały się do jazdy.

Podsumowanie:

Zużycie? Wiadomo, że buty do wypadów w teren muszą tracić bieżnik i w tym miejscu Was zaskoczę 🙂 Mimo pół roku jazdy, podeszwa zużyła się w minimalnym stopniu. Zaledwie jeden klocek (na około 140) jest mocniej naderwany przez piny w bucie, dwa są lekko zahaczone, reszta w zasadzie jak nowa. Wkładki praktycznie nie są ubite, do tego w zasadzie nie straciły napisów, gdzie zazwyczaj te schodzą po miesiącu! Buty są lekko porysowane przez lecące spod kół kamienie oraz skałki po których chodziłem, ale jak na regularne ciuranie to jest super wynik. Maviki, których użytkowałem wcześniej przy tym samym przebiegu wyglądały na znacznie bardziej zmęczone. Żaden szew się nie rozpruł, co w dzisiejszych czasach nie jest oczywiste. Jeśli chodzi o trwałość, dla mnie jest to rewelacja. Podsumowanie wypadałoby zacząć od napisania, że od pierwszej jazdy byłem tymi butami zauroczony 😉 W trakcie użytkowania wyszło kilka drobnych wad, ale żadna z nich nie przesłania zalet. Dobór butów był strzałem w dziesiątkę (no dobra, dziewiątkę 😉 ). Zdecydowanie godne polecenia.

Plusy:
+ świetna przyczepność podeszwy
+ wygodne
+ mega trwałe
+ odporne na brzydkie zapachy

Minusy:
kosówka lub patyk czasem zawadzą o BOA powodując jej rozpięcie
szkoda że nie są bardziej wodoodporne

Ocena końcowa: bardzo mocne 9/10

Zdjęcia: Timelapse Factory, Mariusz Bryja, autor.