Maska na twarz Rudy Project
Liczba ocen: 0
0.0

Metryczka: Maska Rudy Project
Membrana: Windtex
Cena: ok. 70 zł
Gdzie kupić? Gregorio

Intro:

rudy_projectRudy Project to firma, której rowerzystom przedstawiać nie trzeba. Znana głównie ze świetnych okularów wytwarzanych od blisko 30 lat. Choć największy konkurent – Oakley ma lepszy (czyt. o większym budżecie i nachalności) marketing to jednak włoskie produkty stały się niemal synonimem sportowych szkieł.

Zapewne mniej osób pamięta, iż marka użycza swego logo do brandowania kasków, toreb podróżnych i kilku drobiazgów mniej lub bardziej przydatnych kolarzom. Taką właśnie rzeczą jest zimowa maska na twarz, którą zobaczyłem niegdyś w jednym z rowerowych czasopism. Cóż, uległem wówczas modzie i tzw. „bad look” bardzo mi odpowiadał. Jednak dużo jeździłem zimą i wielokrotnie miałem problemy z płynnym mówieniem, tak drętwiały mi mięśnie twarzy.

Zawsze do samego roweru jak i związanych z nim produktów podchodziłem niezwykle emocjonalnie. Dlatego gdy przez przypadek pojawiłem się przed sklepem handlującym Rudy Project grubo na godzinę przed jego otwarciem, pomimo ujemnej temperatury przeczekałem ten czas na ławce obok. Takie to były czasy!

Z pudełka:

Pudełka nie było, otrzymałem za to kilka papierowych metek. Maskę wykonano z cieniutkiej membrany Windtex. To produkt konkurujący z Windstopper-em firmy Gore, jednak jest nieco bardziej elastyczny i wg producenta zapewnia 100% wodoodporności. Z zewnątrz materiał jest mocny i odporny na przetarcia, natomiast od wewnątrz pokryto go miękkim, niezwykle przyjemnym w dotyku ocieplającym meszkiem.

Maska zapinana jest na karku rzepem. Posiada otwór na nos, a na wysokości ust wykonano kilkadziesiąt niewielkich dziurek mających wspomagać łatwość oddychania. Rudy Project jest minimalistyczny, zapewnia bowiem tylko ochronę twarzy zapominając o szyi. Częściowo zadbano jednak o uszy, których płatki można ukryć pod wiatroodpornym materiałem.

Szybki rekonesans uwypukla fakt, iż firma z odzieżą nie ma niczego wspólnego, poza użyczeniem logo. Niemal identyczną maskę w swej ofercie ma choćby Santini.

Po kwocie zostawianej w sklepie od razu widać, która włoska firma wyżej się ceni.

W terenie:

rudy_projectProdukt doskonale leży na twarzy i jest niezwykle miły w dotyku. Osłona uszu działa jednak kiepsko, gdyż materiał od razu podwija się i znacznie bezpieczniej jest polegać na czapce. Szkoda, że szyja pozostaje goła. Trzeba zadbać o tłusty krem na skórze lub jeździć w kurtce z wysoką stójką. Maska nie krępuje ruchów i można powiedzieć, że zapomina się o niej po założeniu.

Test podzieliłem na jazdę w 3-ech zakresach temperatur:

1°C i wyżej: cóż, jest zdecydowanie za ciepło. Podczas jazdy w pagórkowatym terenie, na podjazdach oddycha się zbyt ciężko, by zachować choćby umiarkowany komfort. Jak podobne produkty, Rudy Project w okolicy nosa nie przylega ściśle do twarzy i podczas wydychania powietrza powoduje natychmiastowe parowanie okularów. Sytuację ratuje nieco preparat „anti – fog”, ale i tak nie jest kolorowo. Problemem jest również katar, który nierzadko prześladuje rowerzystów. W efekcie niemal całość trasy pokonałem z maską ściągniętą pod brodę.

Okolice 0°C: jest lepiej. Szczególnie w przypadkach, gdy wieje wiatr. Jednak wciąż występują trudności z oddychaniem. Dodatkowo podczas wydychania powietrza przez usta, na wewn. stronie maski szybko osadza się para wodna. Skóra na twarzy robi się nieprzyjemnie mokra. Dalej jest ciepło, ale raczej nie o to chodzi.

-1°C i niżej: podczas umiarkowanie intensywnych przejażdżek jest lepiej, ale wciąż daleko do ideału. Dzięki dużemu otworowi, przez nos oddycha się dobrze ale jak to na rowerze, krótko. Znacznie częściej robimy to przez usta. Dobrze, że producent zadbał o dodatkowe kanały wentylacji, ale podczas dużego wysiłku organizm pobiera za mało powietrza.

W tym miejscu wypadałoby napisać, że produkt okazał się klapą. Zwłaszcza, że okolice otworu na nos po kilku użyciach zaczęły mi się pruć i musiałem je podszyć. Na szczęście po tym fakcie problem znikł. Dla mnie niemożność używania okularów praktycznie dyskwalifikuje maskę z użytku na rowerze. Jest jednak jedno ale.

Pewnego dnia temperatura spadła w okolicę -15 stopni a ja musiałem pokonać w śniegu kilkadziesiąt kilometrów rowerem. Mało optymistycznie nastrajał zimny wiatr. Natłuściłem skórę twarzy kremem i postanowiłem wziąć ze sobą Rudy Project.

Powietrze było lodowate i wreszcie cieszyłem się, że mam zakryte usta. Co prawda strona wewnętrzna stała się mokra, ale było mi po prostu ciepło. Nawet okulary nie parowały tak bardzo, jak zwykle.

Podsumowanie:

Cóż, pomimo częstego widoku kolarzy używających masek przy temperaturach rzędu 5 stopni i więcej, zakup z punktu widzenia rowerzysty wydaje się być ryzykownym posunięciem. Zwłaszcza, że Rudy Project jest cieniutka a widywałem znacznie grubsze modele, choćby z neoprenu (sic!). Wg mnie to ostateczna broń na temperatury rzędu -10 stopni i niżej, kiedy to rzeczywiście produkt się sprawdza. Jeśli jednak takie mrozy Was odstraszają i wybieracie wówczas trenażer bądź inne formy aktywności, tłusty krem powinien wystarczyć.

Rudy_Project

Jest coś jeszcze. Znajomi z międzynarodowego teamu Speleo Salomon mają swój patent na zimne powietrze. Oddychają przez usta, ale z językiem dotykającym podniebienia. Proste i skuteczne.

Plusy:
+ ochrona twarzy
+ membrana o niezłych właściwościach
+ brak „sztuczności” w dotyku w odróżnieniu od wielu technicznych produktów

Minusy:
parujące okulary
ograniczenie płynności oddechu
brak ochrony szyi
osadzająca się wewnątrz para wodna

Ocena końcowa: 4/10

Zdjęcia: Anka Witkowska