Spodnie Gore Bike Wear Path
Liczba ocen: 0
0.0

Metryczka: Gore Bike Wear Path
Membrana: Gore-Tex Paclite
Cena: ok. 630 zł
Gdzie kupić? goreapparel.com

Intro:

spodnie_gore_bike_wear_pathO ile z reguły rowerzyści chuchają na górną część swojego tułowia, tak nogi niekiedy traktujemy po macoszemu. Często wydaje nam się, że nie jest w nie zimno i nierzadko w listopadzie widuję kolarzy w krótkich spodenkach z sinymi kolanami.

O tę newralgiczną dla nas część ciała dobrze jest należycie zadbać. Chyba, że na starość chcemy przepoczwarzyć się w osiedlowego wróżbitę przepowiadającego zmianę pogody. Klasyczne, obcisłe spodnie często oferowane są z nieprzepuszczającą wiatru membraną. Producenci odzieży z sobie jedynie wiadomych powodów uważają, że jeździmy tylko pod wiatr, bo już cały tył z reguły zbudowany jest z przewiewnych materiałów. A nie ma niczego gorszego, jak spocić się na podjeździe i przewiać nerki.

Na jesień, zimę i wczesną wiosnę pożądana bywa też wodoodporność odzieży. Tę mogą zapewnić tylko dobrze oddychające membrany w stylu Gore-Tex’u. Dlatego na najgorsze warunki pogodowe postanowiłem zainwestować w długie spodnie wykonane ze wspomnianego materiału. Gore Bike Wear proponuje 3 takie modele. Jeździe XC najbliższe były Path oraz Fusion. Pierwsze z nich wykonano z najlżejszej membrany Paclite. Drugie z tzw. Active Shell. Po kiepskich wspomnieniach związanych z Shell-em od tego producenta w kurtce Cosmo („klik”), postawiłem na coś sprawdzonego. Tydzień później dotarła do mnie paczka z Wielkiej Brytanii a w niej spodnie Path.

Z pudełka:

Odzież jest leciutka i cienka. Nie posiada wkładki. Od kostki do kolan spodnie można opiąć na łydce za pomocą wbudowanych rzepów. Dzięki temu nie ma możliwości interakcja z zębatką korby, czy łańcuchem. Na biodrach trzymają się dzięki mocnemu ściągaczowi, dodatkowo wiązane są sznurkiem. Z tyłu posiadają niewielką kieszeń na suwak, w której można zmieścić klucze, pieniądze czy telefon.

przeciwdeszczowe_spodnie_na_rower

Z boku, przodu i tyłu Path wyposażono w odblaskowe elementy, dzięki którym wzrasta nasze bezpieczeństwo na drodze. W pachwinie i na pośladkach wszyto mocniejszy, odporny na przetarcia materiał. Spodnie są wysokie w stanie, powinny dobrze chronić plecy. Szczerze mówiąc za tę cenę spodziewałem się czegoś bardziej wymyślnego, a przed oczami mam prosty w kroju jak i pomyśle ciuszek. Cóż, może siła w prostocie? Zaraz zobaczymy, bo czas najwyższy na test podczas jazdy.

W terenie:

0 – 100 km: temperatura 0 stopni, duża wilgoć i umiarkowany wiatr. Mokro. Zakładam spodnie i czuję się w nich dość dziwnie. Wyglądam jak oficer Wehrmachtu – opięte łydki i szerokie uda. Mina mi nieco rzednie. Ściągacz spodni wypada wysoko ponad pępkiem. Cóż, wsiadam na rower. Mimo braku wkładki postanawiam zaryzykować i pod spód zakładam tylko sportową bieliznę od tego samego producenta. Chyba za wysoko je podciągnąłem, bo pod wpływem pedałowania podniosły mi się nieco nogawki i dołu. Nie przeszkadza to w jeździe, ale nieco irytuje. Asfalt jest bardzo mokry, ale nogi mam ciepłe i suchutkie. Od zimnej wody zmarzły mi jednak nieco pośladki. Następnym razem założę pod spód coś więcej.

spodnie_z_membrana_gore100 – 300 km: pogoda nie ulega większym zmianom. Na osłodę prozy rowerowego życia pojawiło się tylko trochę pośniegowego błota wymieszanego z solą. Wiążę spodnie niżej niż ostatnio. Stojąc wyglądam jak upośledzony, ale na rowerze sytuacja wygląda na szczęście inaczej. Spodnie nie podciągają się ani nie opadają, wszystko gra. Pod spód zakładam krótkie, letnie spodenki z wkładką. Membrana doskonale chroni mnie przed wiatrem i wodą. Paclite jest leciutki i nie czuje się go na nogach. A co najważniejsze świetnie oddycha. Spodnie po każdej jeździe są wewnątrz suchutkie.

300 – 700 km: w newralgicznej okolicy pośladków Path nie ulegają przetarciom. Kieszeń z tyłu nie nadaje się do przewożenia ciężkich rzeczy, ale na telefon jest w sam raz. Nieco żałuję, że producent nie zdecydował się zwęzić spodni w udach.

700 – 1000 km: Gore przeżyły kilka prań i nie wykazują żadnych negatywnych cech. Membrana oddycha tak samo, jak na początku. Zdarzyło mi się jechać w spodniach podczas dużego deszczu i nie wystąpił efekt „kompresu”. Nogi miałem suche, spodnie od wewnątrz również.

1000 – 2000 km: spodnie wyglądają jak nowe. Łatwo utrzymać je w czystości, po zwinięciu zajmują bardzo mało miejsca. Nie mam się do czego przyczepić, bo kilka razu zdążyły (dosłownie) uratować mój tyłek.

2000 – 4000 km: test nie wykazuje żadnych poważnych wad produktu. Najlżejsza membrana Paclite działa doskonale. Cóż, Path zostają ze mną na stałe.

Podsumowanie:

Gore Bike Wear Path pokazują, w czym tkwi magia Gore-Tex’u. W prostocie. Spodnie są tak naprawdę dość banalne w kroju a w udach mogłyby być nawet nieco węższe. Najważniejsze, że nie krępują ruchów, są lekkie i po wejściu na rower zapomina się o ich istnieniu. A to, że po zejściu z niego przed blokiem wygląda się dziwnie, trzeba przeboleć. W końcu do kina się w nich nie chadza. A gdyby nawet, wystarczy poluzować trochę rzepy i spodnie wyglądają jak zwykła, sportowa odzież.

gore_bike_wear

Największą zaletą jest membrana. Doskonale oddychająca, wiatroszczelna i wodoodporna. Spodnie stworzono w kraju dużych przestrzeni, gdzie częściej wybiera się full’a z dużym skokiem niż karbonowy rower do XC. Właśnie takim osobom dedykowany jest model Path i im sprawdzi się świetnie.

Plusy:
+ genialna membrana
+ niewielka (ale zawsze) kieszeń
+ po właściwym dopasowaniu nie podwijają się w trakcie jazdy

Minusy:
+ w udach mogłyby być nieco węższe
+ cóż, cena…

Ocena końcowa:6,5/10

Zdjęcia: Anka Witkowska