Gripy ESI FIT CR
Liczba ocen: 1
10.0

Metryczka: ESI FIT CR
Cena: 119 zł
Masa: 52.5 g
Gdzie kupić? Vincere.pl

Intro:

Pamiętam dobrze ten dzień, choć może wolałbym, aby tak nie było. Pogoda była świetna, a ja na szlaku – czego chcieć więcej? Zjechałem szybkim, technicznym singlem i stanąłem na asfalcie przecinającym najwyższe pasmo Gór Świętokrzyskich. Pociągnąłem nieco carbo z bidonu i spojrzałem w górę. Brudne, ciężkie chmury, a do tego kakofonia wcale nie tak odległych grzmotów i zrywający się wiatr zwiastowały kataklizm. Ale wiesz przecież jak to jest. Nie po to zaszywam się na szlaku, aby wracać szybko do domu. Przeciąłem ostatnią nitkę asfaltu dającą szybki powrót do cywilizacji i zacząłem wspinać się na strome zbocze Dąbrówki.

esi fit crW okolicy Diabelskiego Kamienia wyciągałem z kieszeni wiatrówkę, ale czułem, że marnie zginę. Nagłe oberwanie chmury zaserwowało mi potok lejącej się z góry wody, a temperatura spadła do tego stopnia, że trzęsące się z zimna dłonie nie mogły utrzymać kierownicy. Pozostał mi tylko zjazd Klonówką do Masłowa, a dalej już niecałe 30 km asfaltami do domu. Da się zrobić, myślałem sobie zagłuszany przez grzmot bijących raz po raz błyskawic. Właśnie tam – lata temu – poczułem, co znaczą dobre gripy. Moje ultralekkie Extralite należało przyklejać na lakier do włosów, aby trzymały się kierownicy. Strugi wody szybko go wypłukały, a ja na rozmytym, błotnistym zjeździe czułem się, jakbym jechał motorem i non stop odkręcał manetkę gazu.

Dłonie nie tylko ślizgały się na rozmokłym chwycie, ale i tańczyły w górę i w dół. Gdy dotarłem do asfaltu, miało być już tylko lepiej, ale tym razem los zaserwował mi gradobicie. Szczękając zębami jechałem przed siebie i jak nigdy dotąd z radością witałem duże ciężarówki. Wiecie dlaczego? Bo przejeżdżając obok wyrzucały na mnie spod kół olbrzymią strugę wody z nagrzanego jeszcze asfaltu!


Ktoś mógłby pomyśleć, iż po tej przygodzie poszedłem do sklepu i kupiłem nowe chwyty. Rzeczywiście, wybrałem się tam, ale z półki wziąłem tylko kolejny lakier do włosów. Bo musi być przecież lekko. Po sezonie jazdy Extralite były tak ubite, że z wierzchniej strony osiągnęły doprawdy nikczemną grubość. Na domiar złego, nawet podczas niezbyt długich przejażdżek trapiło mnie drętwienie rąk. Z drugiej jednak strony potrafiłem zacisnąć zęby i wygrać z nimi na pokładzie jeden z błotnistych maratonów u Marka Galińskiego. Po co więc zmiana?

Mur jednak stopniowo kruszał, a koledzy chwalili silikonowe ESI. Powiem szczerze: nie przekonywały mnie, ale ziarno zostało zasiane. Gdy pewnego dnia z centrali firmy nieopodal Los Angeles padł pomysł, bym je przetestował, pomyślałem: dlaczego nie? Poprosiłem o najnowsze dziecko marki: FIT CR. Gdy dotarły, pachniały tylko Ameryką i Wybrzeżem.

Z pudełka:
Gripy ESI pakowane są zawsze tak samo. Otrzymujemy sztywną, plastikową zawieszkę z mile łechczącym próżność bikera napisem: „Proudly made in USA”. To do tej pory najlżejsze, co wyprodukowali chłopcy ze Stanów, bo obiecują 55 gramów. Faktura gripów jest w odróżnieniu od popularnego modelu Chunky porowata i bardzo przyjemna w dotyku. FIT CR podobnie jak model XC testowany przez Anię są profilowane i… zauważalnie cieńsze.

W zestawie znajdują się ładne firmowe korki, ale postanowiłem nie pozbywać się dotychczasowych Soul-Kozak. Montaż z użyciem wody nie był najłatwiejszy. Miejscami musiałem się zdrowo namęczyć, aby wcisnąć w końcu całość na tytanową, polerowaną (a przez to dość śliską) kierownicę. Z drugiej jednak strony – robi się to tylko raz, ponadto ciasne osadzenie dobrze rokuje na przyszłość. Pozostało teraz tylko poczekać na odparowanie wody. Po wyjęciu z opakowania szerokość chwytu w najgrubszym miejscu to 29.5 mm i 26.25 mm w najcieńszym.

Na kierownicy o średnicy 22.2 mm te wymiary wzrastają do 32.21 mm i 28.84 mm (długość 130 mm). Dla porównania FIT XC Ani zamontowane na carbonowej fajerze 3T mierzą odpowiednio 33.66 mm i 29.47 mm. Realna masa z dwoma korkami to 52.5 g. Nieźle – mniej, niż obiecuje producent. No, ale my tu gadu gadu, a woda odparowała. Czas na test!

W terenie:
0 – 100 km: pierwszy test odbywa się przy słonecznej pogodzie i wysokiej temperaturze. Mam mieszaną, asfaltowo – terenową trasę. Jadę w rękawiczkach Park Tool bez żelowych wkładek. Jest wygodnie, a ESI rzeczywiście nie obracają się na kierze. I to bez względu na to, jakiej siły użyję. Chwyty mają niewielką średnicę. Nie mam dłoni rolnika i mnie to pasuje, ale ciut mniej i byłoby bardzo źle. Po raz pierwszy w życiu nie drętwieją mi dłonie!

0 – 500 km: nie miałem jeszcze okazji jeździć w deszczu, ale w suchych warunkach FIT CR sprawują się po prostu doskonale. Czy chwyty filtrują drobne drgania? Dobre pytanie. W dobie świetnie działających amortyzatorów ciężko byłoby odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie gdyby nie to, że… jeżdżę na SID-zie Race z roku 2000, który przy swoim zamkniętym tłumiku działa dość twardo i tępo. Nie czuję bólu, drętwienia czy innych nieprzyjemnych objawów, więc silikon sprawdza się dobrze.

500 – 1000 km: podczas długich treningów rzędu 100 km czasem pojawia się drętwienie, ale jest krótkotrwałe i szybko przechodzi. Chwyty trzymają się jak przyklejone. Nie widać też najmniejszych oznak zużycia, a kolor pozostaje bez zmian.

1000 – 2000 km: wpada do mnie Maciek z Redakcji. – Ooo, masz FIT CR? – mówi biegnąc do mojego roweru. Przymierza się do gripa, uśmiech znika z jego twarzy. Kręci głową – „fajne, ale dla mnie trochę za cienkie”. Cóż, potwierdza się to, o czym pisałem na początku. Dla niego znacznie lepsze będą FIT XC bądź Chunky, które sam ujeżdża.

2000 – 3000 km: wreszcie łapie mnie deszcz. W odróżnieniu od Extralite gripy ESI nie nasiąkają wodą, nic się nie obraca. Kamień spada mi z serca. W dodatku dłoń (nawet bez rękawiczki!) nie ślizga się wówczas po powierzchni chwytu. Jestem pod wrażeniem.

3000 – 4000 km: wreszcie spadł śnieg, idę pokręcić trochę do lasu. W ujemnej temperaturze gripy nie zmieniają swoich właściwości, nie twardnieją. Rewelacja!

Podsumowanie:
Nowy produkt od Amerykanów obiecuje wiele i wywiązuje się ze swych obietnic. ESI są trwałe (warto jednak dodać, że używam rogów, które chronią ich końce), dają dobre czucie kierownicy, nie obracają się na niej, nie powodują drętwienia dłoni. I ważą nawet mniej niż powinny 🙂 Czy widzę wady? FIT CR mają naprawdę niewielką średnicę i trzeba to wyraźnie zaznaczyć. Myślę, że niewielu mężczyzn będzie chciało na nich jeździć, za to kobiety powinny być zainteresowane. Nie odbieram tego jednak jako wady, byłby to nonsens. Ot, powstał kolejny produkt by zadowolić jak największą liczbę użytkowników. Także tych z drobnymi dłońmi i zapędami w kierunku light-bike.

ESI zostają w moim rowerze, choć rozważam też możliwość przetestowania modelu FIT XC. Jeśli jesteś zawodnikiem, pasuje Ci średnica, uważnie liczysz gramy w swoim rowerze i szukasz najlepszych rozwiązań, FIT CR są dla Ciebie. Jeśli nie – wybierz inny model z tej stajni. Naprawdę są tego warte.

Plusy:
+ relatywnie lekkie
+ komfortowe
+ wybór kolorystyczny
+ trwałość
+ nie obracają się na kierownicy
+ świetne profilowanie, dzięki czemu nie drętwieją dłonie
+ zapewniają pewny chwyt dłoni

Minusy:
hmm… koniecznie sprawdź przed zakupem, czy odpowiada Ci ich średnica

Ocena końcowa: 9/10

Zdjęcia: Anka Witkowska