Metryczka: linki przerzutkowe i hamulcowe Power Cordz
Materiał: włókna zylonowe w plastikowej otulinie
Masa: linka przerzutkowa 3.1 g, hamulcowa (MTB)  5.4 g
Cena: od 1000 do ok. 1400 zł
Gdzie kupić? Power Cordz

Intro:

Najlepsze linki są wykonane ze stali nierdzewnej, szlifowane w celu zwiększenia poślizgu (niektóre przechodzą proces dodatkowego polerowania), wstępnie naciągane aby zminimalizować późniejsze rozciąganie się. Część pokryta jest warstwą PTFE, a marka Gore przez długi okres czasu produkowała nieodżałowane linki pod nazwą Gore Ride On, które charakteryzowały się wysoką odpornością na wodę i zmniejszonym współczynnikiem tarcia.

Power Cordz

Jedno jest pewne: o ile w przypadku linek przerzutkowych w przypadku defektu skazujemy się na jazdę na jednym przełożeniu, tak w przypadku hamulcowych – dziś używanych praktycznie jeszcze przez kolarzy szosowych, a w MTB niedobitków korzystających z V’brake-ów – zerwana może skończyć się co najmniej źle. Dlatego też warto regularnie je wymieniać oraz kupować najlepsze, na jakie możemy sobie pozwolić. Mimo – wydawałoby się – niezwykle udanego produktu istnieje kilka firm, które próbowały zrewolucjonizować rynek.

I tak tajwański producent KCNC, którego produkty wybierane są najczęściej przez osoby odchudzające swoje rowery, jakiś czas temu zaproponował linki wykonane z tytanowego drutu. Niestety ich zalety kończyły się na niższej masie. Zwiększone tarcie czy rozciąganie się oraz niebotyczna cena sprawiły, że nie zyskały szerszego grona zwolenników. W innym kierunku poszedł amerykański Power Cordz proponujący cięgna wykonane z tzw. Zylonu. Dla większości z nas wystarczającą informację będzie to, iż są to włókna wytrzymalsze niż słynny Kevlar, a technologię produkcji opracowano w latach 80 w Stanach. Włókna z zewnątrz pokryto niemal idealnie gładkim plastkiem.

Produkcję linek rozpoczęto w roku 2004, a firma Power Cordz w swym portfolio ma kilka zestawów. Począwszy od „tradycyjnego” pancerza, poprzez aluminiowe koraliki a’la Nokon czy jedne z najlżejszych kabli na rynku. Jednak tym, co przyniosło sławę firmie są oczywiście „futurystyczne” linki. Wystarczy wspomnieć o 75% redukcji masy względem stalowych odpowiedników czy braku efektu rozciągania, niewrażliwości na korozję oraz idealnemu poślizgowi. Nie każdy wie, że produktów Power Cordz używają także profesjonaliści znani choćby z wyścigu Tour de France, choć oficjalnie są to fabryczne zestawy głównego sponsora.

Wykonane z Zylonu linki nie są jednak produktem idealnym. Posiadają całą masę wad, a ja w niesponsorowanym przez nikogo teście postanowiłem sprawdzić czy w polskim błocie ich użytkowanie ma sens.

Z pudełka:
Z racji tego, iż wciąż używam hamulców V-brake sparowałem zestaw Power Cordz z koralikami Nokon Slim-Line, z którymi są w pełni kompatybilne. Co prawda producent zdecydowanie neguje ich stosowanie z hamulcami ale testy pokazały, że odpowiednio zainstalowanego zestawu nie ma potrzeby się obawiać. Podobny komplet działał z przerzutkami, czyli linki oraz liner PC plus koraliki Nokon. Cięgna można kupić w kilku kolorach, ja wybrałem żółte i niebieskie. Linki zapakowano w zgrzewany, filiowy woreczek i dołączono do nich niezbędne akcesoria jak wykonane z gumowatego tworzywa osłonki na linki przerzutkowe chroniące je przez zgnieceniem śrubą, oraz stalowe podkładki pod śruby hamulca o podobnym działaniu.

power cordz test

Zestaw został sparowany z miksem grup Shimano XTR. Z przodu w rowerze mam przerzutkę XTR M9000-L Side Swing oraz manetkę XTR SL-M9000, natomiast tylna przerzutka to XTR RD-M951 z kółkiem Avid Rollamajig plus manetka SL-M970. Wszystkie komponenty zostały poddane tuningowi, który nie naruszał jednak ich fabrycznej struktury.

Montaż:
Najpierw zająłem się hamulcami. Na liner nawlokłem koraliki uprzednio smarując każdy z nich (zabezpiecza to pancerz przed późniejszym trzeszczeniem) i zainstalowałem linki do klamek hamulcowych. Linki Power Cordz posiadają większą średnicę niż klasyczne, przez co można stosować je tylko z linerem tego samego producenta. I tutaj zaczęły się pierwsze schody, gdyż w mojej opinii linki zbyt ciężko przesuwają się w linerze, przez co tracimy jedną z głównych zalet systemu. Fabryczne nawilżenie smarem jest niewystarczające i wspomogłem się preparatem Finish Line Stanchion Lube, co zdecydowanie polecam.

Aby w pełni uszczelnić system, przy śrubie mocującej linkę w szczęce zastosowałem rurkę termokurczliwą, w którą wsuwa się liner. Wymagało to odwrotnego zainstalowanie gumowej uszczelki V-brake, ale działa doskonale.

W przypadku linek przerzutkowych z konieczności ograniczyłem się do uszczelnienia wylotu pancerzy gumowymi uszczelkami Jagwire. Schody zaczynają się w przypadku przykręcenia śrub. Raz przykręcona linka nie powinna być demontowana, przez co wypada za pierwszym razem idealnie utrafić w optymalne ustawienie. Dodatkowo linkę należy w specjalny sposób okręcić wokół śruby, gdyż wierzchnie pokrycie jest bardzo śliskie i klasycznie zamontowana, linka luzowałaby się. Dokręcanie śruby powoduje luzowanie się linki, dlatego też należy maksymalnie wkręcić baryłki regulacyjne w manetkach.

Linki power cordz

Drugą opcją test takie zasupłanie linki wokół śruby, aby jej dokręcanie powodowało również ściąganie linki. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Również docięcie linek nie jest łatwe i nie zrobimy tego klasycznymi obcinaczkami – Zylonowe włókna zaczną się strzępić. Najlepiej sprawdza się idealnie ostry nożyk do tapet. To wszystko sprawia, że optymalny montaż jest ekstremalnie trudnym wyzwaniem i tak naprawdę rzadko kiedy udaje się go przeprowadzić za pierwszy razem.

W terenie:
0 – 100 km: przedni hamulec działa idealnie, przednia przerzutka również. Widać wyraźną poprawę względem klasycznych, stalowych linek najwyższej jakości. Power Cordz zapewnia idealny poślizg, co najlepiej czuć pod klamką hamulcową. Niestety w przypadku tylnej przerzutki oraz hamulca nie jest już tak różowo. O ile hamulec działa nieźle, tak przerzutka fatalnie. Po wielu metodach prób i błędów okazuje się, że winny jest fabryczny liner. Jest zbyt giętki, przez co podczas wciskania cyngla manetki pancerz wygina się i zestaw praktycznie nie działa

100 – 300 km: zakładam bardzo sztywny liner z Nokona, niestety w przypadku hamulca nie mam takiej możliwości, co opisałem wyżej. Musiałem założyć i nową (drogą!) linkę, gdyż stara nie nadaje się do ponownego użytku. Całość działa zauważalnie lepiej, ale wciąż mam sporo zastrzeżeń

300 – 500 km: tylny hamulec nieco stracił swą sztywnosć. Nie jest to winą linki, problem tkwi w linerze, który powinien mieć znacznie większą średnicę. Z przodu jest idealnie, ale i odcinek jest znacznie krótszy. Na jednym z bardzo szybkich i stromych, asfaltowych zjazdów podświadomie boję się zerwania linki i jadę niezwykle zachowawczo. Ja wiem, że Zylon jest mocniejszy od Kevlaru i w ogóle, ale klasyczna stal zapewniała spokój mojego ducha

500 – 1000 km: całość działa dokładnie tak samo, jak na początku. Niestety zaczęła mi się luzować linka przy przedniej przerzutce. Znajduję wreszcie optymalne ustawienie, ale muszę założyć nową…

power cordz

1000 – 2000 km: tylny hamulec traci na precyzji. Od strony klamki dolewam olejku Finish Line Stanchion Lube i wszystko wraca do normy

2000 – 5000 km: po błotnistych jazdach linki nie wykazują oznak zabrudzenia. Jestem szczególnie zadowolony z hamulców. Po tylu kilometrach psychika oswoiła się z Zylonem i mogę cisnąć na zjazdach, choć na lewym ramieniu zawsze siedzi mi złośliwy duszek podszeptujący wówczas nieciekawe rzeczy

5000 – 8000 km: zestaw działa tak samo, jak na początku. Jakość pracy nie pogorszyła się ani nie poprawiła. Test trwa dalej, ale będą potrzebne zmiany

Podsumowanie:
Power Cordz to naprawdę ciekawy produkt, obarczony jednak całą masą wad. Testowałem flagowy zestaw, który okazał się klapą ze względu na fatalny liner. O ile w przypadku przedniej przerzutki i hamulca jest idealnie, tak tył z racji dłuższego pancerza nie jest tak precyzyjny, jak klasyczne zestawy. Szkoda.

W Serwisie Bajka wielokrotnie instalowałem w rowerach Power Cordz składający się ze zwykłego pancerza i w jego przypadku nie było takich problemów. W sieci można znaleźć kilka testów mówiących o tym, że w pierwszym błocie linki tracą na precyzji. Tak, o ile zestaw zamontuje się źle lub niekompletnie. W komplecie znajdziemy bowiem końcówki z noskami, na które najlepiej nawlec rurki termokurczliwe, a końcówki zakończyć gumowymi uszczelkami. Wówczas linki będą miały odpowiednie warunki pracy (duża średnica pancerza i szczelność), dzięki czemu odwdzięczą się świetną pracą.

power cordz

A więc dla kogo jest Power Cordz? Dla każdego, kto posiada zasobny portfel i osobistego mechanika mającego styczność z tym produktem, a także umiejącego go odpowiednio (sic!) zainstalować. Wówczas oczekuj znacznie lepszej pracy niż w przypadku klasycznych rozwiązań ale pamiętaj, że każda wpadka przy montażu będzie Cię drogo kosztowała. Jeśli nigdy nie interesowało Cię odchudzanie roweru, a na linki poza kolorem pancerzy nigdy nie zwracałeś uwagi, Power Cordz nie ma sensu. Nie oszukujmy się, produkt ma zbyt wiele wad, choć zalety są mocno uwypuklone. Przeciętny użytkownik nie będzie zadowolony, bo zanim zdąży używać linek… może je już zepsuć.

Plusy:
ultra-niska masa
dobra jakość wykonania
działanie po odpowiednim montażu znacznie przewyższa jakością stalowe odpowiedniki (wyłączając topowy zestaw Prime z fabrycznym linerem)

Minusy:
cena
bardzo trudna instalacja, praktycznie niemożliwa do przeprowadzenia idealnie za pierwszym razem
nie nadający się do użytku liner
w przypadku klasycznego pancerza konieczność uszczelnienia we własnym zakresie (producent nie zapewnia stosownych rurek)
bezużyteczność po niewłaściwym montażu

Ocena końcowa: 4,5/10