Giant Trance 3 27.5"
Liczba ocen: 5
8.0

Tester Daniel GrzesikMetryczka: Giant Trance 3
Tester: Daniel Grzesik
Rozmiar kół: 27.5″
Cena: 6799 zł (wersja sklepowa przed modyfikacjami)
Masa: 13 600 g
Gdzie kupić? Giant Polska

Intro:

Często ktoś z Was staje przed dylematem kupna nowego roweru – jak ja na początku tego sezonu, kiedy pojawiła się myśl o zastąpieniu wysłużonego Gianta Reign z 2008 roku jakimś nowym sprzęcikiem. Sprawdzone koło 26, też znane 29, a może nowe 650B? Skok 120 mm do hulania po okolicach, czy szalejemy i 160 mm? Ostatecznie, po wielu burzach mózgów i dylematach, padło na model Trance 3 27.5″ z kolekcji 2014 od tego samego producenta.


Z pudełka + pierwsze wnioski:

Przechodzimy do wyjęcia sprzętu z pudła. Zdecydowałem się parę gratów zastąpić ich lepszymi odpowiednikami. Podstawowe hamulce Shimano ustąpiły niemal najwyższemu modelowi, podobnie stało się też jeśli chodzi o praktycznie cały układ napędowy. Kompletne Deore 2×10 zastąpiłem miksem XTR/XT w systemie 2×9. Oryginalne hample i skrzynia biegów to oczywiście porządne, rzadko psujące się komponenty, ale górę wzięło przyzwyczajenie do odwrotnej sprężyny w RD. Siodło, sztyca oraz kiera i mostek również zostały wymienione, na korzyść trochę lżejszych komponentów które posiadałem. Jednak rzut oka na oryginalne graty pozwolił stwierdzić, że są wykonanie i ergonomia jest bez zarzutu.

giant_trance_3

 

Dobre wznosy, kąty, długości itd., podziałka na sztycy – to drobiazgi, które ułatwiają życie. Można skupić się na jeździe nie martwiąc się, że wkrótce coś będzie nie tak. Może trochę brakuje szaleństwa i polotu, ale technicznie jest tak, jak być powinno. Stery. Giant w tym modelu stosuje jeszcze dość normalny standard 1 1/8 x 1 1/2. Wyższe modele Trance 1 i Trance 2 mają górne łożyska 1 1/4. Dziękuję, do widzenia. Stery są półzintegrowane, na łożyskach „maszynowych”. Spodziewałem się, że miski osadzone w ramie będą stalowe i ciężkie, a tu niespodzianka – aluminium. Dla mnie, ex-lajtbajkera to fajna sprawa.

Mimo, że o gramy już nie walczę za wszelką cenę, to niższa masa zawsze pomoże przy targaniu roweru pod górę. Konus jest stalowy; gdyby był ameliniowy to już w ogóle byłbym mega happy. Jedyna właściwie wada to brak uszczelnienia przy dolnej misce w jakiejkolwiek postaci – czy to jakiejś gumki, czy też plastiku zabezpieczającego łożysko przed penetracją wodą i syfem spod przedniego koła. Po kilku wycieczkach zaczęło mi cos delikatnie chrupać w tych okolicach, wszystko rozebrałem, wyczyściłem, dałem 3x więcej smaru niż potrzeba, jest ok. Wnioski – lepiej z gumką niż bez 😛

Suport – PressFit, shimanowski wyrób. Mimo moich uprzedzeń i obaw, problemów nie było żadnych. Cały czas kręci się jak nowy i nie trzeszczy.

Przerzutka przednia to Shimano Deore, w opcji Direct Mount. Zastanawiałem się, czy nie wymienić jej na coś klasy XT-XTR, ale to chyba bez sensu dla kilku gramów. FD działa bez najmniejszych problemów w każdych do tej pory zaistniałych warunkach. Oryginalna korba to Deorka 38-24; ja zastąpiłem ją tuningowanym XTR-em z grupy 960 z blatami 36T i 22T – z uwagi na mniejsze zębatki przerzutka musiała „zjechać” w dół tak bardzo, jak na to pozwalały otwory montażowe. Mimo to wszystko działa perfekcyjnie i nie ociera na przekosach. Co ciekawe – mimo, iż przerzutka dedykowana jest dwurzędowym korbom, zakres jej wychyleń jest tak duży, że powinna obsłużyć i trzyrzędową (nie testowałem tego jednak).

Koła – to wyrób własny Gianta. Niską masą nie grzeszą, bo całość grubo ponad 2 kg, za to przetrwały bez skrzywień i wgniotów kilka miesięcy. Obręcze własne marki przypominające profilem trójkąt równoboczny, czarne niecieniowane szprychy i stalowe nyple są prawie gwarancją niezniszczalności. Szprychy firmowo porządnie naciągnięto, koła są prawie idealnie okrągłe.

giant_trance_27,5

Piasty… Przednia jest na ośkę 15 mm (oczywiście produkcja własna Giant) na dwóch łożyskach, tylna na 135 mm. Szybkozamykacz to mega budżetowa klasyka gatunku; kuleczki, konusy… Uszczelnienie też nie jest wybitne – ośka kręci się dość dobrze, ale bębenek już czasem przepuści. To może źle wróżyć przy częstym kontakcie z wodą. Prócz tego drobiazgu jestem z obu naprawdę bardzo zadowolony.

Szybkozamykacze. Przód to Rock Shox „piętnastka” od kompletu z widelcem; bardzo nie lubi brutalności i niedokładności. Łatwo ją wtedy skrzywić lub nie dopiąć. Jest wygodna, ale wymaga trochę uwagi. Tył to DT Swiss RWS, oś bezawaryjna i bezproblemowa, komponent po prostu dobry, a do dobrych rzeczy człowiek się łatwo przyzwyczaja.

Parę lat temu 98% widelców było modelami o sterówce 1 1/8 cala na koło 26 cali. Teraz mnogość różnych opcji, wielkości koła, etc przyprawia o ból głowy. Tutaj mamy RokSzok Sektora 27.5″ 140 mm o stożkowej sterówce w wersji Solo Air. Magnezowe dolne golenie na ośkę 15 mm, górne stalowe. Sterówka alu – a spodziewałem się stalowej, miło. Szkoda, że jest krótka. Masa nie przyprawia o ciarki na plecach, jest to ponad 2 kg. Posiada blokadę skoku, która mi osobiście potrzebna nie jest. Bardziej przydałaby się regulacja kompresji. Na dole siedzą żółw z zającem, czyli skuteczne tłumienie odbicia by RS.

Uwaga! Często nowe widelce RS’a mają niedostatki smaru i oleju, mój nie był wyjątkiem. Jednak dzięki ingerencji profesjonalisty wszystko znalazło się na swoim miejscu, dzięki temu od nowości działa płynnie. Żeby jednak nie było za różowo, w połowie ugięcia stuka. Podobno ten typ tak ma, ale mały niesmak pozostaje. W sumie mocny środek stawki; prócz stuków działa bez jakichś większych trudności i niedogodności. 😀

Większość kabli puszczona jest w ramie. W efekcie pancerze przy szybkiej jeździe po wybojach „dzwonią” w rurkach. Kto chciałby słuchać hałasu na ścieżkach? Ja do tych ludzi nie należę, ale w sumie wolę to, niż Specowskie pancerze pod suportem narażone na przycięcie 😉 Czas na konkrety. Kable łatwo jest zmienić, włożyć, trzeba tylko chcieć i nie być przerażonym, że „linki są wewnątrz”. Pancerz do FD wychodzi z ramy pod suportem, a potem idzie od dołu. Jest chroniony tylko standardową końcówką na pancerz; poza tym w moim egzemplarzu roweru był o jakieś 8 cm za krótki. Zmieniłem więc na dłuższy, dałem nową linkę, wszystko uszczelniłem gumką – po sezonie działa jak nowe.

Pancerz do tylnej przerzutki również wymieniłem, gdyż mam inną, niż przewidział producent (XTR 960). Dość irytujące jest to, że kabel nie siedzi w jednej pozycji, tylko lubi się przemieszczać. Po jeździe muszę ustawiać łuk o większym promieniu lub zablokować na stałe ruch pancerza izolacją, heh. Dla posiadaczy sztyc regulowanych dobra wiadomość: do niej również pancerz poprowadzimy w ramie. Ode mnie wielki plus. Po pierwsze estetyka, po drugie montaż przewodu w moim wypadku nie trwał dłużej, niż 15 minut. Polecam tylko dobrą linkę (np. Accent z 31 drutów) i nasmarowanie, wtedy wszystko działa gładko. Przewód tylnego hamulca prowadzimy na zewnątrz lub częściowo wewnątrz ramy. Ja używam tego pierwszego rozwiązania. Jedyne o co musiałem zadbać, to miękkie gumki na przewodach aby odizolować je od lakieru… podsumowując: jest całkiem poprawnie, ale, ehhh, można było to zrobić sporo lepiej.

giant_trance_3

Na koniec rama, czyli serce roweru. Ten rower podoba się bardzo wielu osobom, głównie ze względu na kolor. Czerwona perła zwraca na siebie uwagę. Jakość lakieru mogłaby być jednak znacznie lepsza. Pod koniec sezonu od styku z pancerzami sporo się go wytarło, oczywiście mimo zabezpieczenia newralgicznych miejsc. W sumie, jak to mówią, tragedii nie ma, ale mój poprzedni Giant ’08 po 5 latach tyrki wyglądał wciąż świeżo. Spawy są ładnie położone, rury mają słuszne profile, dzięki temu całość ma dobrą sztywność, odczuwalną podczas jazdy. Większość nowinek technologicznych również zostało tu zaimplementowanych: PressFit, przednia przerzutka na Direct Mount, stożkowa główka ramy, pancerze „inside”, 27.5″, niski przekrok, PM obydwu hamulców. Po wymianie haków tylnej osi (w zestawie) możemy przeprowadzić konwersję na sztywną ośkę 142mm. Wieczysta gwarancja na ramę. Czego chcieć więcej?

Damper to Monarch R od RokSzoka. Jest tylko zawór powietrza i tłumienie odbicia, ale mnie to spokojnie wystarcza. Przed każdym zjazdem czy podjazdem nie mam potrzeby sięgać do blokady, szukać jakiegoś przełącznika, itp. Oczywiście zawieszenie delikatnie poddaje się przy pedałowaniu, ale nie jest to uciążliwe. Na tłoku jest skala oraz o-ring; to przydatne rzeczy przy ustawianiu właściwego ciśnienia.

Łożyska zawieszenia wyglądają na porządnie zaprojektowane, po zakończeniu sezonu nie zauważyłem niedomagań w moim egzemplarzu. Znajomy mechanik, który „przerzucił” trochę Trance’ów zwracał uwagę na tylne dolne „maszyny”, które z uwagi na bliskość syfu wylatującego spod koła padają najprędzej. Taka jest specyfika tej ramy – tylny i przedni trójkąt połączone są dość krótkimi (przez to sztywnymi) łącznikami. Dolny jest jednak ciasno zabudowany i błoto nie ma jak wylecieć. Śruby nie rozkręcają się, nic się nie luzuje, itd.


W terenie:

Jazda… jest niemal idealnie. Wszyscy, którzy dosiadali mojego Trance’a zgodnie twierdzili „ale to jeździ!”. Podjeżdżanie to super sprawa jak na rower AM, nie walczymy z podskakującym przednim kołem. Trance trzyma się szlaku i nie chce nas wyrzucić z siodła, jest zdecydowanie lepiej niż w moim poprzednim Reignie ’08. Żeby wjechać trudne rzeczy, wystarczy po prostu chcieć – i równomiernie pedałować. Zjazdy to jeszcze fajniejsza bajka, oczywiście 🙂 dzięki dobrym kątom i długościom oraz sztywności, właściwie tylko wyobraźnia i technika są ograniczeniem w rozwijaniu prędkości na szlaku. Niski przekrok dodatkowo ułatwia zabawę. Przy okazji – dobrze się „Trensa” nosi.

giant_trance

Rower jest skoczny i zwinny. Zawieszenie pracuje płynnie i liniowo w zakresie 140 mm, najlepiej radzi sobie gdzieś w połowie skoku. Minimalnie irytuje tylko stukanie korbami o kamienie, suport jest dość nisko. Nie było sytuacji, by rower mnie zawiódł. Podjeżdżanie kamienistą rynną w Beskidzie Wyspowym? Dopóki były siły, jechało się bez problemu. Zjazd schodami z Łysicy? Da się! Było szybko ale bezpiecznie. Również w nocy – choć trochę wolniej 😉 Giant to dobry kompan. Chce żeby się z nim powłóczyć, preferuje niezbyt żwawe tempo po asfalcie, ale za to w terenie pokazuje, że tu, właśnie tu, między drzewami i kamieniami, na singletracku jest jego miejsce.

Zamknijcie oczy, przenieście się myślami na swoją ulubioną ścieżkę… trzeszczy igliwie, szumią liście, słońce przeziera między drzewami, a Wy z uśmiechem wspinacie się ten ostatni kawałek pod górę, bo zaraz jest TEN zjazd w dół.. I wiecie, że znów będzie genialnie, choć zjawiacie się tu regularnie!…

Podsumowanie:

Jak więc ocenić Trance’a? Z pudełka wyjmujemy naprawdę fajny sprzęcik, po dopracowaniu paru detali jest jeszcze lepiej. To uniwersalny rower górski i dobry wybór, jeśli nasza dusza kluczy wokół małego i dużego enduro. Giant raczej nie pozwoli zająć miejsca w czołówce maratonu, ale jego przejechanie zamieni się w fajną zabawę. Na kilkudniowej górskiej wycieczce nie sprawia niespodzianek, dzielnie też znosi wygłupy na schodach i małych hopkach; agresywny frirajd jednak raczej nie jest jego domeną. Jednak, kiedy rano zarzucimy na ramiona 20-litrowy plecak, to wieczorem przy zachodzącym słońcu z naszych ust nie znika uśmiech i nie pamiętamy o drobnych niedogodnościach. Liczy się czysta radość.

Plusy:
+ jazda !!
+ nowoczesne technologie, bogate możliwości rozbudowy
+ wygląd
+ właściwie bezawaryjny jako całość
+ dożywotnia gwarancja na ramę

Minusy:
trochę ciężkie, ale za to solidne komponenty
amor stuka, prócz tego fabrycznie „za suchy”
taka sobie tylna piasta
brak jakichkolwiek pedałów w zestawie
za krótki i słabo uszczelniony pancerz przedniej przerzutki

Ocena końcowa: 8,5/10. Chcij go!

Czekamy na Wasze testy pod mailem: kontakt@nieoceniam.pl

Zdjęcia: Andrzej Wysocki