Rama Van Nicholas Tuareg
Liczba ocen: 0
0.0

Metryczka: Van Nicholas Tuareg
Rozmiar: 16,5″
Cena: ok. 7200 zł
Masa: 1732,3 g
Gdzie kupić? VanNicholas.com

Intro:

„Nic nie jeździ, nie wygląda i nie jest tak wieczne, jak tytan”

van_nicholas_tuaregTe słowa twórca holenderskiej manufaktury uważa za swoją mantrę. Ciekawe czy zaczynając swą przygodę z marką Airborne, będącej w prostej linii ancestorem współczesnego Van Nicholas’a myślał podobnie. Wydaje się, że tak, bo jego upór, wizjonerstwo i konsekwencja w działaniu doprowadziły do tego, iż tytanowe rowery wychodzące spod jego skrzydeł są dziś synonimem kunsztu designerskiego i nowoczesnych technologii zarezerwowanych dotąd dla bardziej popularnych materiałów.

Tytan od zawsze budził emocje nie tylko wśród rowerzystów. Odkryty w 1791 roku w połączeniu z innymi pierwiastkami szybko stał się ulubionym materiałem konstruktorów sprzętu do zadań specjalnych.

195 lat później wyprodukowano pierwszą seryjną ramę MTB z szarego stopu. Pionierem była istniejąca po dziś dzień firma Merlin.

Co ciekawe, historia największych graczy na tytanowym rynku jak Moots, Litespeed czy Lynskey od początku wzajemnie się przeplata. Lynskey już w 1984 roku pokazał światu ramę z nowego materiału; był też twórcą powstałej 2 lata później marki Litespeed. Ten wraz z Merlin-em przez kilkanaście lat należał do tej samej spółki – matki. Wielkie tuzy były pomocne dla wielu uznanych w kolarskim świecie firm. Alpinestars, Marin, Rocky Mountain, DeRosa, Mercx. Wszyscy wielcy chcący mieć tytanowe cacko w swym portfolio pukali do bram fabryki w amerykańskim Tennessee.

Niestety wymagający w obróbce stop windował ceny i tytanowe ramy najczęściej widywano w katalogach. Dlatego istniały też ślepe kierunki ewolucji jak choćby stop titanal, które na szczęście szybko pochłonął mrok niepamięci.

Później przyszedł czas na coraz tańsze i dopracowane w obróbce aluminium, a wreszcie węgiel. Tytan zniknął z obszaru zainteresowań dużych marek zanim tak naprawdę się pojawił. Dziś świat znów spogląda w jego stronę. Niedawno GT wskrzesiło jedną ze swoich legend. Budując tytanowy model Xizang znów zapukano do bram Tennessee.

Odporność na korozję i zmęczenie czy też wysoka zdolność do tłumienia drgań wydają się predestynować szary stop jako idealny do budowy ramy rowerowej. Czy tak jest naprawdę? Odpowiedź leżała relatywnie blisko, niecałe 600 km od granic Polski. Zadzwoniłem do Holandii.

Z pudełka:

Ramę zapakowano w stosowne, kartonowe pudło. Postawiono na najbardziej sprawdzone rozwiązania: główka ramy pod klasyczne miski sterów, średnica sztycy 27.2 mm pozwalająca na dodatkowy komfort, gwintowany suport BSA czy też mocowanie tarczy w standardzie ISO (są także piwoty pod hamulce V’brake).

tytanowa_rama_van_nicholasHak przerzutki jest niewymienny a wykonane CNC zdobienia w grubym na 7 mm materiale budzą zachwyt. Rurki widelca wygięte są w subtelny s-stay mający niwelować rozginanie ramy przez silne szczęki. Rury głównego trójkąta są owalizowane i mają kształt skorupki jajka dla zwiększenia sztywności. Główka ramy jest cieniowana z przyspawanym logo wytwórcy. Znalazło się też miejsce dla reliktu poprzedniej epoki, czyli tzw. gusset’a mającego wzmacniać okolicę dolnej rury.

Producent zdecydował się na wstawienie przepięknego monostay’a usztywniającego tylny trójkąt. Element wycięto CNC z 7-mio mm bloku tytanu.
Linki poprowadzono pod górną rurą, a przelotki są dziełem sztuki użytkowej.

Pomyślano także o takim detalu, jak umieszczenie rozcięcia rury podsiodłowej od wewnątrz roweru, dzięki czemu nie jest narażona na wylatujące spod tylnej opony błoto.

Nawiercono otwory pod dwa koszyki na bidon, a spawy wyszlifowano. Purystów mogą drażnić stalowe piwoty. Za tę cenę można oczekiwać tytanowych. Wymieniłem je na bardziej pasujące, dokładając przy tym 4 drążone podkładki Pro-bolt. Miło, że wszystkie śrubki błyszczą w szarym kolorze.

Tuareg ma geometrię klasycznego ścieżkowca, a firma reklamuje go jako „Bestię do XC”. Zastosowano najpopularniejszy stop 3Al-2.5V. Twardszą wersję 4Al-6V ze względu na niską ciągliwość stosuje się do niewielkich elementów jak np. śruby, choć Litespeed opracował technologię umożliwiającą produkcję ram i z tego stopu.

Van Nicholas obiecuje masę ramy na poziomie 1500 g. I tu pojawia się rozczarowanie, gdyż w rozmiarze 16.5” waży 1732,3 g. Jak dotąd to największe przekłamanie pod tym względem, z jakim w ogóle się spotkałem. Mamy pierwszy poważny minus.

W oparciu o ramę został złożony pancerny rower do XC i maratonów o masie 8931,3 g.

W terenie:

0 – 100 km: po świeżej przesiadce z ultra-sztywnej aluminiowej ramy nie czuję różnicy. Wydaje się, że Tuareg tak samo daje po tyłku.

van_nicholas_tuareg

100 – 500 km: rower jest wyjątkowo zwrotny i rwie się do jazdy. Dzięki wysokiej masie ramy nie zauważam braku sztywności.

500 – 1000 km: jadę na etapowy BikeChallenge. Podczas pokonywania tzw. rock-garden’ów wyraźnie czuję, że tylna opona nie jest tak podbijana, jak w poprzednim rowerze. Kręgosłup na korzeniach odpoczywa. Nie muszę wreszcie co chwilę wstawać z siodła.

1000 – 6000 km: doceniam magię tytanu. Na długich treningach nie bolą mnie plecy, drgania są tłumione. Minusem jest to, że połączenie tytan – tytan lubi trzeszczeć i czasem pojawiają się denerwujące dźwięki.

6000 – 12000 km: sezon dobiega końca, startuję w ostatnim maratonie. Na kilkukilometrowym odcinku kocich łbów siedzę w siodle i dokręcam odjeżdżając kolegom na carbonach.

rama_z_tytanuDrugi sezon: na jednym z podjazdów w terenie pęka mi tytanowy zacisk Soul Kozak. Koło wyskakuje z haków i blokuje się w ramie. Zsiadam z roweru i nie wierzę oczom. Szpilka wygięta i ścięta na równi z nakrętką. Zacisk bezwładnie dynda w osi piasty, a nakrętkę z częścią szpilki znajduję jakiś metr niżej.

Niestety gwintowana oś piasty (XTR 960) zdążyła przejechać po haku i zrobić prawie niewidoczne, choć bolące ryski. Przez chwilę próbuję nie zaciskając zacisku skręcić go, aby jakoś dojechać szosami do domu. Okazuje się to niemożliwe bo oś jest skrzywiona, a gwint „zeszlifowany” na końcach. Prowadzę rower przez las do najbliższej szosy, koledzy dzwonią po taksówkę i po chwili jadę do domu.

Boję się spojrzeć na hak przerzutki ale okazuje się, że jest idealnie prosty. Już wiem, dlaczego wymienny byłby tu zbytkiem łaski.

Trzeci sezon: trzaski z okolicy główki przybierają na sile. Wybijam tytanowe stery Chris King i pozbywam się smaru Finish Line Ti-prep aplikując sprawdzony, seledynowy Dura Ace. Trzaski znikają na wieki wieków.

Czwarty sezon: Tuareg nie wykazuje żadnych śladów zużycia. Nie ma lakieru, nie ulega zmęczeniu. Jeżdżąc na nim wielokrotnie staję na podiach maratonów i zawodów XC. Nie zamieniłbym już tytanu na żaden inny materiał. Rama zostaje ze mną do końca życia.

Piąty sezon: jadę m.in. na MTB Trophy. Van Nicholas genialnie sprawuje się na krętym, technicznym single tracku w dół, gdzie nie nadążają rowery na większych kołach. Troszkę brakuje mi dziury w suporcie, przez którą spływałaby woda dostająca się od góry. Tak często jest tam przetrzymywana. Co prawda ramie to nie szkodzi, ale obawiam się o łożyska suportu. Znajduję na to remedium kupując tzw. Dry Valve od amerykańskiej firmy Action Tec. Koniec testu.

Podsumowanie:

Cóż, tytan to nie tylko magia ale i rzeczywiste zalety. Jeździłem w życiu na wielu sztywnych rowerach po to, aby odkryć, że paradoksalnie to komfort pomaga mi wygrywać i zapominać o bólu. Oczywiście nie należy przesadzać w drugą stronę – rama na dzisiejsze standardy waży dużo, ale dzięki temu zachowuje optymalne parametry tytanu, jeśli chcemy myśleć o poważnym ściganiu się.

tytanowy_van_nicholas

Oprócz oczywistego minusa drenującego kieszeń ciężko cokolwiek zarzucić Tuareg-owi. To rasowa maszyna do maratonów oraz XC. Zwinna, zgrabna, dożywotnia. Właśnie. Czy wspominałem o tym, iż firma daje dożywotnią gwarancję na swoje produkty? Tak, jak pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, tak ciężko mówić o powrocie tytanu na salony. Jest po prostu za drogi, a dla wielu zbyt ciężki. Jednak w odróżnieniu od masowych produktów ma duszę, a przecież ciężko mieć bezdusznego przyjaciela. Prawda?

Plusy:
+ trwałość, odporność na rdzę i zmęczenie materiału
+ doskonała zdolność do absorpcji drgań
+ finezyjna konstrukcja
+ trwałe, sprawdzone rozwiązania konstrukcyjne
+ dożywotnia gwarancja

Minusy:
tak, cena!
brak otworu w suporcie pozwalającego wydostawać się wodzie

Ocena końcowa: 8,5/10

Zdjęcia: Anka Witkowska