Cane Creek Thudbuster LT
Liczba ocen: 0
0.0

Metryczka: Cane Creek Thudbuster LT
Rozmiar: 400 x 27.2 mm
Cena: 645 zł
Masa: 601,6 g
Gdzie kupić? Cult Bikes

Intro:

Wiele lat temu w Górach Czarnych pewien zapalony rowerzysta górski powiedział sobie dość. Wiecie, opony o szerokości 2-óch cali uważano wówczas za przeznaczone wyłącznie dla szalonych downhillowców. Rock Shox był wtedy nową firmą próbującą przekonać kolarzy, że amortyzacja przydaje się nie tylko w motocyklach. Jeżdżący w terenie może i chcieli komfortu, ale nie wiedzieli, gdzie go szukać.

amortyzowana_sztyca_cane_creek

Ryan McFarland z Południowej Dakoty miał na to swój sposób. Po prostu przeciął klasyczną sztycę wpół, zaosiował i do środka włożył kawałek elastomeru. Działało. Ponoć na tyle dobrze, że produkt dostał własną nazwę – Uni-Pivot, a facet myślał już nad drugą, poprawioną wersją. W 1996 roku do sklepów trafiła pierwsza amortyzowana sztyca oparta na równoległoboku.

Quadra-Pivot był ciekawą alternatywą dla klasycznych rozwiązań. Ryan nazwał swą firmę Thudbuster. 3 lata później sprzedał patent na oba produkty znanej marce z Północnej Karoliny. Sztyca dzięki wsparciu marketingowemu, technologicznemu i sieci dystrybucji dużego gracza na rynku stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i… drogich.

Bo prawda jest taka, że niewielu gigantów rowerowej branży bazuje na wymyślonych przez siebie rozwiązaniach. Wiele produktów, których używamy w rowerach zostało skopiowanych bądź w najlepszym wypadku odkupionych od małych manufaktur prowadzonych przez zapaleńców. Cóż, pozostaje nam wierzyć, że ich założyciele ubili dobry interes i po przekazaniu praw patentowych całymi dniami jeżdżą po ubitych singlach słonecznej Kalifornii.

Thudbuster znalazł się w szponach marki znanej ze świetnej jakości sterów oraz kilku innych, mniej istotnych dla szerszego grona odbiorców, komponentów. Był to Cane Creek, a historia rozpoczęła się 21 lat temu w Górach Czarnych, kiedy to pewien kolarz miał dość bolących pleców.

Z pudełka:

Producent oferuje dwie wersje swej sztycy. Model LT (Long Travel) daje nam 76 mm skoku, natomiast ST (Short Travel, rzecz jasna) jest ponad 100 g lżejszy i ugina się na 33 mm. To tak z grubsza. Do testu wybrałem pierwszą wersję, która przybyła do mnie w dużym, kartonowym pudełku. Śmiesznie mieć sztycę z większym skokiem, niż przedni amortyzator (SID Race’00 – 63 mm). Oprócz samej sztycy otrzymujemy skserowaną, dwustronicową instrukcję oraz elastomery o różnej twardości.

cane_creek_thudbuster

Starszy model posiadał je w różnych kolorach, natomiast w najnowszym są ponumerowane (od 1 do 9), dzięki czemu możemy wybrać dwa właściwe do swojej aktualnej wagi. W sezonie ważę 64 kg, zimową porą do 68 kg. Starsi rowerzyści pamiętają elastomerowe widelce z poprzedniej epoki, które twardniały na mrozie. Ja też, więc dobrałem „trójkę” i „piątkę”, aby przynajmniej starać się zachować ciągłość pracy w ujemnych temperaturach.

Thudbuster’a anodowano na czarno; jego długość to 400 mm. Rurka oraz jarzemko powstały z kutego aluminium, natomiast pantograf wykonano CNC. Szczerze mówiąc, za te pieniądze liczyłem na szersze użycie obrabiarki numerycznej. A skoro jesteśmy przy jarzemku, to niezwykle mocno przypomina mi produkt innej amerykańskiej marki – Thomson. Jest niemal identyczne. Przypadek?

4 osie obrotu oparto na stalowych, krytych teflonem tulejach. Co prawda mam w domu działający amortyzator AMP na ślizgach, ale dlaczego nie wstawiono tu łożysk? Czyżby obawa o zbyt dużą czułość i za małe tłumienie elastomerów?

Całości dopełniają laserowe grawerunki. Muszę przyznać, że sztyca prezentuje się pięknie, wzbudzając żywe zainteresowanie u osób postronnych. Szczerze? Ciężko znaleźć rowerzystę, który nie chciałby sprawdzić jak działa Thudbuster.

Producent deklaruje masę na poziomie 585 g. Może w U.S.A. przyciąganie ziemskie jest mniejsze, bo moja waga pokazuje 601,6 g.

W terenie:

Po zamontowaniu w rowerze Cane Creek nie wykazuje żadnych luzów. Uff, powietrze ze mnie zeszło. Do sztycy przykręciłem ultralekkie, w pełni carbonowe siodło polskiego producenta, które będzie bohaterem innej opowieści. Obawa o delikatne, węglowe pręty była mniejsza niż zwykle ze względu na proste i przemyślane jarzemko. Szyny mają bardzo duży punkt podparcia, dzięki czemu są bezpieczne.

sztyca_cane_creek

Aby odpowiednio wypoziomować swoje siodło musiałem niemal całkowicie wykręcić wewnętrzną śrubę z pokrętłem, odpowiadającą za regulację. Szkoda, że nie pomyślano o nieco dłuższej.

Pierwszej jeździe towarzyszy pewnego rodzaju niedowierzanie. Nagle pod spodem jest niezwykle miękko i przyjemnie. Na pierwszych krawężnikach, kamieniach i muldach odruchowo unoszę tyłek w górę. Częściowo z przyzwyczajenia, po części z obaw. Powoli przyzwyczajam się do Thudbustera i robi się ciekawie.

LT zapewnia naprawdę duży skok, a dzięki równoległobokowi nie ma wrażenia „podskakującego siedzenia”. Co interesujące, Cane Creek oferuje możliwość regulacji SAG-u, czyli naprężenia wstępnego. Dokonuje się jej poprzez ściskanie lub rozprężanie elastomerów śrubą mocującą.

Thudbuster nie ma oczywiście żadnego tłumika. Za powolne rozprężanie odpowiadają trące o siebie łańcuchy polimerowe wewnątrz MCU (czyt. elastomeru) skąd nazwa – tłumienie cierne. Można porównać to do zastosowania łożysk ślizgowych w miejsce kulek i chwalenie się łożyskowaniem. Cóż…

cane_creek_thuudbuster_ltNie uprzedzając faktów, tłumienie w LT działa. Zarówno na szybko następujących po sobie muldach czy kamieniach, jak i innych nierównościach terenu nie odczuwa się efektu kangura. Dopiero kiedy z impetem zeskoczyłem z siodła, w końcowej fazie słychać było charakterystyczne stuknięcie – elastomer nie zdążył wytłumić tego ruchu.

Po pewnym czasie łatwo zapomnieć o tym, że nie mamy full’a tylko wciąż sztywniaka. Tylne koło dalej jest podbijane na nierównościach i należy o tym pamiętać, bo łatwo jest przesadzić z ułańską fantazją. Co ciekawe, nie zaobserwowałem zbytniego twardnienia elastomerów na mrozie. Podczas jazdy z wysoką kadencją brak jest nadmiernego efektu bujania.

Należy jednak pokombinować z naprężeniem wstępnym i dobrać właściwe MCU.

Model LT często trapiła przypadłość wysuwających się tulei podczas jazdy. Niektórzy radzili sobie z nią skręcając osie obrotu dodatkowymi śrubami z podkładkami. Na szczęście w modelu testowym nie zauważyłem tej tendencji.

Podsumowanie:

Dla kogo jest Cane Creek? Dla miłośników retro, full’a czy hardtail’a? LT jest świetnie wykonany, posiada wymienne elastomery i zestawy naprawcze do likwidowania ewentualnych luzów. Bardzo ułatwia życie, niestety jest wyjątkowo ciężka. Zawodnika odstraszy właśnie masa; komfort też nie jest mu niezbędny. Ambitny turysta bądź wyluzowany biker wydawałby się odpowiedni.

Thudbuster jest jednak drogi. Zatem ambitny turysta z wypchanym portfelem. Obawiam się jednak, że ów wybierze po prostu full’a. Skoro jednak Cane Creek rok rocznie produkuje ok. 7000 sztuk LT, nabywcy są. W Polsce widziałem 2 takie sztyce w rowerze. Znacznie więcej na… półce w sklepie.

Plusy:
+ wysoki komfort jazdy
+ jakość wykonania
+ duży skok
+ brak luzów

Minusy
krótka śruba w jarzemku
„łożyska” ślizgowe
cena

Ocena końcowa: 6,5/10

Zdjęcia: Anka Witkowska