Regulowana sztyca Giant Contact Switch
Liczba ocen: 1
10.0

Metryczka: Giant Contact Switch
Cena: 699 zł
Masa: 540 g (sztyca) + 90 g (manetka, linka i pancerz)
Średnica/długość: 30.9/400 mm
Skok: 100 mm
Gdzie kupić? Giant Polska

Intro:
cz
Projektowanie mojego wymarzonego roweru powoli zbliżało się ku końcowi: wertowanie w nieskończoność katalogów, stron internetowych i serwisów aukcyjnych odnosi skutek. Hardtail, później full, śmiga po lokalnych ścieżkach jak szalony, doposażony w fajne fanty. Trochę tytanu, biżuteryjne śrubki do korby, rurki kultowych firm; sprzęt naprawdę cieszy oko. Ze starymi kumplami czy nowo poznanymi kolegami wybieramy do przejechania najlepsze ścieżki w Świętokrzyskiem. Również solo pokonuję nowo odkryte lokalne single, po przejechaniu których buzuje adrenalina, a z wrażenia opada szczęka. Z czasem wkręcam się do maratonów – sprawdzenie się w walce z innymi okazuje się być ciekawe, mimo że stawiam na fun w większym stopniu niż na wynik. Podobno potrafię jeździć naprawdę szybko. Uważam, że mam optymalny rower górski, który dałby radę wszędzie.

Jednak pewnej niedzieli, kiedy zabieram kolegów na przejażdżkę po najtrudniejszych okolicznych trasach, wszystko się zmienia. Wszystko. Przed Wykusem dogania nas lokales; okazuje się że zarówno on, jak i my śmigamy tą samą trasą. Napotkany zawodnik zdradza, że wybiera się wkrótce w trochę większe góry; wymieniamy się numerami telefonów. W okolicach Łysicy jedzie w swoją stronę, a my w swoją. Dwa tygodnie po tym spotkaniu odkrywam z nowo poznaną ekipą enduro z Wąchocka magię Beskidów. Góry wszędzie, góry dookoła, czuć magię single tracków… po tym wyjeździe nic już nie jest takie, jakie było. Zagłębiam się w świat All Mountain, trzeba dokonać trochę zmian w sprzęcie i wyposażeniu. 😀

Beskidy

Dwa lata później z kielecką ekipą Bike Adventures jadę zdobywać najwyższy szczyt Beskidów, dosiadając już nowego Gianta. Mój Trance świetnie się prowadzi, to prawie idealny sprzęt wszechgórski. Stwierdzam jednak, patrząc po rowerach chłopaków, że brakuje mu ważnego elementu ułatwiającego zabawę na zjazdach – regulowanej sztycy. Dzięki niej naprawdę można jechać i szybciej, i bezpieczniej. To co…? Jazda na poszukiwania!

Babia Góra
Z pudełka:

Giant Contact Switch rocznik 2014 jest już drugą wersją tego produktu, a w obecnym sezonie wypuszczono trzecią jej odsłonę: Contact Switch SL. Jeszcze nie miałem z nią styczności i możliwości, aby przekonać się o zmianach, jakie w niej ewentualnie zaszły. Moja wersja ’14 kosztowała w sklepach 699 złotych, a więc trochę więcej niż połowę ceny Reverba czy KS Lev Integra. Biorąc pod uwagę parametry, jak i dostępność zmiany prowadzenia zewnętrznego lub wewnętrznego, jest to kwota bardzo przyzwoita. Dostajemy dwa lata gwarancji. Niestety, sporym minusem sztycy jest dostępność tylko jednej średnicy: 30.9 mm; dokładnie taką stosuje Giant we własnych rowerach. Dla mnie nie była to przeszkoda, ale dla tych z podsiodłówką np. 31.6… wiecie, smuteczek.

fot. Giant

Co ciekawe, na pudełku jest wzmianka o trzech różnych wersjach: prócz takiej, jak moja (400 mm długości i 100 mm skoku przy 30.9 mm średnicy) występują jeszcze opcje 350 x 75 oraz 375 x 75. Mogą być dobre dla mniejszych ram, niższych osób, do XC; w Polsce dostępne nie są. Mi osobiście brakuje wersji z 125 mm skoku. Albo może by tak… 140 mm skoku jest z przodu Trance’a, 140 mm z tyłu – sztyca o skoku 140 byłaby znakomitym uzupełnieniem! 😛 Poza rurką pudełko zawiera zrozumiałą instrukcję obsługi oraz manetkę z linką i pancerzem. Niestety, pudełko jest wąskie i pancerz nie mieścił się swobodnie, przez co lekko się w nim zagiął. W efekcie linka działała z oporami większymi, niż potrzeba. Nie ucieszył mnie fakt, że już na samym początku wypada trochę dołożyć do zestawu, jednak zdecydowałem się zmienić pancerz na nowy, do tego stosując przerzutkową linkę Accent z 31 drutów. Zestaw tak złożony działa na zasadzie: zamontuj i zapomnij. Praca manetki jest niezmiernie lekka, siła potrzebna do jej aktywacji jest znacznie niższa niż np. w Reverbie. Prócz tego incydentu nic nie zakłóciło mi dalszej kontemplacji sztycy 🙂

Tak, tego brakowało mi w Thomsonie Elite. Podziałka znacznie upraszcza proces ustawiania na właściwej wysokości, również jarzmo ma laserowo wypalone cyferki do ustawiania kąta siodła. Niby detale, a jednak cieszą – widać, że ktoś przyłożył się na etapie projektowania. Waga pokazuje 540 gramów dla rurki oraz 90 g dla manetki, fajki oraz linki z dłuuugim pancerzem.

No właśnie, manetka. Z racji swojej budowy nadaje się do umieszczenia na kierze właściwie tylko w jednym miejscu – zaraz za gripem, a przed klamką hamulca – wtedy kciuk intuicyjnie ląduje wprost na przycisku. Minimalnie może denerwować wyprowadzenie linki do fajki – nie idzie pod kątem gdzieś schowana pod kierą, tylko dumnie sterczy do przodu. Ideałem jest dla mnie rodzaj wyprowadzenia jak w Specialized Command Post, lub GraVity Dropperze. Fajka jest elastyczna i dobrze się układa (dzięki temu nie ma ryzyka zagięcia linki); posiada też śrubkę regulacyjną (przydatne szczególnie w wersji z prowadzeniem wewnętrznym, kiedy odczepiamy kable od sztycy – wkręcamy nieco baryłkę, z większym zapasem długości linka wychodzi znacznie łatwiej). Ergonomię oceniam bardzo pozytywnie, przycisk działa lekko i intuicyjnie, znajduje się pod palcem. Regulacja jest bezstopniowa, sztycę ustawiamy w położeniu, jakie akurat jest nam przydatne. Małym plusikiem jest zwarta budowa manetki, przy ewentualnej kraksie właściwie nic prócz fajki nie ma prawa się urwać.

Manetka sztycy

Sztyca tuż po zamontowaniu ma leciutki luz boczny w granicach 2-3 mm, w jeździe absolutnie nieprzeszkadzający. Jarzmo trzyma pręty siodełka bardzo mocno, ustawienie dzięki bezstopniowej regulacji jest bardzo dokładne, dzięki brakowi wyrabiających się czasem ząbków (via Kind Shock) mocowanie jest właściwie bezawaryjne.

Giant Contact Switch

Sercem systemu jest zamknięty kartridż hydrauliczno-powietrzny. Na samym końcu tłumika znajduje się „guziczek”, po którego wciśnięciu otwiera się przepływ oleju wewnątrz, a powietrze rozprężając się podnosi siodełko do góry. Nie jest to przy tym „strzał” jak w Gravity Dropperze Turbo, ale wysuwanie niegroźne dla czterech liter. Ważna dla niektórych rzecz: przy ciągnięciu do góry sztyca wysuwa się.
Kartridż to jedyny element, który teoretycznie może się popsuć; kiedyś postaram się dowiedzieć, czy ewentualnie jest do dokupienia, zbieram się z tym już jakiś czas 😉 Co jeszcze może się zużyć? Naturalną koleją rzeczy jest zużycie małych polimerowych tulei ślizgowych, szczególnie jeśli zaniedbamy smarowanie. W baaaardzo długiej perspektywie czasu – może paść uszczelka zbierająca błoto (raczej niewymienna). I właściwie tyle; więcej raczej nie ma się co w niej zepsuć.

07 serce sytemu

W terenie:

0-500 km: w związku z tym, iż zamówiona sztyca przychodzi kilka dni przez wyjazdem w Beskid Wyspowy, tymczasowo decyduję się na zewnętrzne prowadzenie linki – montaż w niespiesznym tempie trwa godzinę. Najwięcej uwagi poświęcam na idealne ułożenie odcinka pancerza biegnącego od okolic suportu do siodełka, aby nic nie zaginało się i nie przeszkadzało.

Wrażenia z jazdy? Krótki sobotni przedbeskidzki wypad na hopki, schodki i trochę świętokrzyskiego terenu uświadamia mi, że do tradycyjnej sztycy już nie wrócę… W Wyspowym dzięki sztycy Gianta skill na zjazdach wzrasta o jakieś 43 procent 🙂 Na łagodnych zjazdach obniżam skok do połowy, te trudniejsze zaliczam na maksymalnym obniżeniu. Niestety, Szczebla nie udaje się zjechać całego 🙂

Działanie. Manetka chodzi o niebo lżej, niż ta z Reverba, wydaje mi się również, że używam trochę mniej siły niż do zmiany biegów w moich manetkach XT serii 770. Cała sztyca przelatuje przez skok w około pół sekundy. Uszczelka znakomicie radzi sobie z błotem; moje działania ograniczają się właściwie do jej czyszczenia oraz przesmarowania Brunoxem.

500-1200 km: W wolnej chwili postanawiam poprowadzić pancerz wewnątrz ramy. Przy dolnym mocowaniu dampera, na spodzie dolnej rury wprowadzam „prowadzącą”, delikatnie zagiętą przy końcu linkę przerzutki, tak, aby łatwiej było wymanewrować. Chwila kręcenia i obracania linką i znajduje ona wyjście w podsiodłówce. Nawlekam na nią pancerz, przeciągam na dół – teraz jeszcze trzeba przewlec to wszystko przez dolną rurę aż do wyjścia przy główce ramy, ale to już formalność. Przeciągnięty pancerz docinam na idealną długość, wlewam troszkę czerwonej oliwki FL, zakładam uszczelniane końcówki, wsuwam docelową, wysokiej klasy linkę Accent… gotowe! Szczerze – myślałem, że pójdzie sporo trudniej, a to właściwie kwestia 15 minut. Rower po tej czynności wygląda znacznie schludniej. Manetka i sztyca są absolutnie bez zastrzeżeń; wypad w Rychleby i Beskid Wyspowy, błotna orka pod Łysicą, a także transport roweru na przyczepie w strugach deszczu nie odbijają się na ich działaniu. Nowa sztyca posiadała luz 2-3 mm, po sezonie powiększył się on o maksymalnie milimetr.

Podsumowanie

Sztyce regulowane naprawdę ułatwiają życie! Ta od Gianta to bardzo udany produkt. Jeśli masz średnicę podsiodłówki równą 30.9 i uważasz, że 100 mm skoku Cię usytasfakcjonuje, to pomyśl nad Contact Switchem. Oferuje solidne wykonanie z dbałością o detale, ustrzeżono się kłopotów z nietrzymaniem jarzma czy opadaniem siodła. Dla mnie jedna z lepszych, mimo niewygórowanej ceny. Gdyby tylko była w wersji z większym skokiem, dostałaby ocenę wyższą jeszcze o punkt..

Plusy:
+ stosunek ceny do jakości
+ 2 możliwości poprowadzenia przewodów
+ wykonanie i projekt
+ bezstopniowa regulacja
+ bezawaryjność, rzadkie interwały serwisowe
+ bezproblemowe jarzmo

Minusy
tylko jedna średnica i skok…
wyprowadzenie linki z manetki mogłoby być bardziej przemyślane
ciągnięcie za siodełko wysuwa je do góry

Ocena końcowa: mocne 7 !!