Pij, aby jechać dalej!
0Wynik ogólny
Liczba ocen: 4
8.3

Intro:

Wciąż mam w pamięci mój pierwszy wypad na rowerze w góry. Składałem go niemal rok, kompletując starannie wszystkie części. Gdy nareszcie postawiłem błękitnokrwistego Giant’a ATX Team na kołach, stwierdziłem, że pora ruszać na szlak. W moim niezbyt dużym mieście niewiele osób jeździło. Ale dzięki temu łatwo było odszukać członków owego hermetycznego środowiska.

Właściwie sam nie wiem, dlaczego, ale odwiedziłem dwóch najlepszych wówczas kolarzy z licencjami i po prostu zapytałem, czy mogę pojechać z nimi w góry. Zgodzili się, a ja ruszyłem do domu czynić odpowiednie przygotowania. I już po chwili w 500 ml bidonie raźno chlupotała Muszynianka, a do plecaka „kostki” spakowałem dwie kanapki z pasztetem z MOM-u. Za oknem kończył się dzień, mogłem pójść spać.

jak_zrobic_napoj_izotoniczny

Z tamtego pamiętnego dla mnie wypadu zostało to właśnie zdjęcie. Robione analogowym aparatem, takie to były czasy!

Rankiem ruszyliśmy przed siebie. Podczas 20-kilometrowego odcinka asfaltowego spodziewałem się, że może być niewesoło. Cały czas siedziałem chłopakom na kole i czułem, że słabnę, choć przecież non stop popijam niskonasyconą CO2 Muszynę. Wjechaliśmy na szlak. A ściślej rzecz ujmując, wjechali koledzy, ja wszedłem. Czekali na mnie na górze i widziałem ich przez prześwitujące liście drzew. Cóż, przynajmniej tutaj wypadałoby udawać, że podjechałem całość.

Gdy rozsiedliśmy się na trawie, oni zajadali banany, a ja wyciągnąłem kanapki. Bez sensu jeść owoce, przecież jestem głodny, więc potrzebuję czegoś konkretnego, najlepiej chleba. „Patrz, ruski kolarz!” dobiegło mych uszu, gdy wgryzałem się w grubo posmarowaną pajdę i łyknąłem kończącej się w bidonie wody. Szczerze mówiąc, nie zrozumiałem wówczas żartu. Przy życiu trzymało mnie tylko to, że teraz już będzie w dół, a później asfaltem, kochanym asfaltem do domu.

Chłopaki mieli jednak inne plany. Mieliśmy przejechać cały szlak, a ja, choć nie byłem orłem z matmy, szybko wyliczyłem, że pokonamy grubo ponad 100 kilometrów. Po prostu powiedziałem „Jasne, ruszamy” i starałem się trzymać fason. W przydrożnym sklepie kupiłem butelkę wody i zacząłem się zastanawiać, dlaczego do licha nie wziąłem choćby kilku złotych więcej.

W drodze powrotnej zauważyłem, że nie mogę skupić wzroku w jednym punkcie. Świat dookoła zaczął się kręcić i huśtać. Uratowało mnie tylko to, że mijaliśmy przydrożny sad. Po prostu wjechałem w trawę, spadłem z roweru i zacząłem biec do śliwek. Jadłem i jadłem, a później siedziałem kilkadziesiąt minut. Do domu wróciłem na oparach i tylko dlatego, że nie chciałem być gorszy od licencjonowanych zawodników.

Teoria:

Chyba każde z nas popełniało – lub popełnia! – podobne błędy. Wiecie, co jest najgorsze? Przyzwyczajenie. Przyzwyczajamy się, że jemy i pijemy ściśle określone rzeczy i gdy należy wyjść z rutyny okazuje się, że to nie takie łatwe. Czytamy książki, rozmawiamy z mądrzejszymi od siebie, a później i tak robimy swoje. Warto zmienić niektóre nawyki po to, aby dbać o własny organizm, o siebie. Pomoże nam to nie tylko jeździć dalej, ale i szybciej.

co_pic_podczas_treningu_na_rowerze

Często spotykanym błędem (i to nie tylko wśród amatorów) jest picie czystej wody. Tak samo podczas treningu, jak i zwykłej przejażdżki wyzbywamy się mikroelementów takich, jak sód, potas czy wapń, których H20 nie jest w stanie uzupełnić. Niby pijemy, a tymczasem coraz bardziej się „rozwadniamy”. Pamiętacie, jak wracając do domu zaczęło mi się kręcić w głowie? To typowe objawy spadku cukru we krwi, którego nie dostarczymy sobie wodą z kranu. Wiecie, że już dwuprocentowy spadek masy ciała (poprzez utratę płynów) podczas treningu powoduje osłabienie?

Szczególnie w upalne dni brak uzupełniania mikroelementów powoduje spadek naszej wydolności. Pijąc napoje dedykowane sportowcom oddalamy ten proces, opóźniamy zmęczenie i minimalizujemy ewentualne skutki odwodnienia. Przyjrzyjmy się zatem, jak to wygląda w praktyce.

Praktyka:

Możemy korzystać z gotowych, butelkowanych napojów, bądź kupować proszek do własnoręcznego przygotowania. Najpopularniejsze produkty ze sklepowych półek oprócz przyjaznych nam związków zawierają najczęściej podejrzane substancje. Przeważnie są to sacharynian sodu czy też (jak twierdzi wielu naukowców) rakotwórczy aspartam, używane do słodzenia.

Dlatego też polecam napoje do przygotowania w domu. Podczas wysiłku najlepiej pić tak zwane „carbo„, czyli preparat szybko dostarczający węglowodanów. Metodą prób i błędów wybrałem produkt o nazwie Carb Bx produkowany przez Biogenix, który jest nie tylko tani i smaczny, ale ma też całkiem sensowny skład.

Gdy nasz wysiłek trwa przez dłuższy czas, możemy dodatkowo wspomóc się bananami (fani żywienia zgodnego z grupą krwi posiadający grupę A powinni z nich zrezygnować), batonami czy też żelami energetycznymi. Żele to temat na osobną opowieść, ale warto choć wspomnieć, że powinniśmy je od razu popijać płynem (najlepiej wodą). Na maratonach często widzę rowerzystów łykających takich preparat i jadących dalej.

To najszybsza droga do odwodnienia się, bo organizm do trawienia żelu potrzebuje wody i jeśli mu jej nie dostarczymy, pobierze ją z własnych zasobów. Dlatego też zamiast spodziewanego skutku możemy doświadczyć efektu zgoła odmiennego, dziwiąc się później, że kupiliśmy drogi, dobry produkt, a ów nie zadziałał.

Pić powinniśmy na tyle często (najlepiej małymi łykami), aby nie dopuścić do uczucia pragnienia. Często widzę, że nawet moi mocno jeżdżący koledzy zabierają na trening jeden niewielki bidon. Piją zdecydowanie zbyt rzadko i najczęściej pod koniec jazdy pojawia się zmęczenie, głód, osłabienie. Jeśli nie stać nas na częste wizyty w sklepie z odżywkami, naturalny izotonik możemy łatwo przygotować we własnym domu. Najlepiej wspomagać się nim w najgorętsze dni.

jak_zrobic_napoj_izotoniczny

To wszystkie składniki potrzebne do przyrządzenia świetnego izotoniku.

Najprościej mówiąc, na rowerze potrzeba nam soli, cukru i wody, a te znajdziemy w każdej kuchni. Pierwszy ze sposobów to dodanie do jednego litra wody 60-80 g cukru oraz pół łyżeczki do herbaty soli. Mniej niż 60 g nie uchroni nas przed spadkiem cukru we krwi. Więcej niż 80 g może powodować problemy żołądkowe.

Drugi ze sposobów zakłada użycie soku owocowego. Litr wody mieszamy z 400 – 600 ml soku, a następnie dosypujemy pół łyżeczki soli. Plusem tego rozwiązania są naturalne cukry występujące w owocach: glukoza i fruktoza, które nasz organizm najłatwiej przyswaja. Osobiście korzystam z trzeciej możliwości.

Zakłada ona delikatnie posoloną wodę z naturalnym miodem i cytryną do smaku. Sama cytryna ma dla nas zbawienne działanie, szczególnie, gdy najróżniejszymi preparatami zakwaszamy organizm. Warto wypijać jedną szklankę wody z cytryną dziennie.

Podsumowanie:

Pamiętajmy, że trening nie kończy się wraz z wejściem do domu. Po rowerze powinniśmy uzupełnić płyny w postaci izotoniku. Do wody możemy dodać potas (np. Salvita), a następnie wypić dawkę carbo z węglowodanami. Nie mniej ważną rzeczą jest odpowiednie jedzenie, bo aktywna regeneracja trwa tylko przez jedną godzinę po odstawieniu sprzętu.

Warto spróbować poznać swój organizm i dostarczać mu takich płynów, które nie szkodzą, a pomagają. Jazda na rowerze ma być przecież przyjemnością, nie katorgą. Boleśnie przekonałem się o tym wiele lat temu w letni dzień na pewnej asfaltowej drodze.