Polskie Retro MTB
Liczba ocen: 2
9.5

Intro:
RetroMTB.pl to pierwsze (i tak naprawdę jedyne) polskie forum poświęcone rowerom w duchu lat minionych, gdy na trasach królował szary XTR, Suntour XC Pro czy amortyzator RS-1. Inspirowane brytyjskim odpowiednikiem, na którym nietrudno znaleźć sprzętowe perełki. Ale uwierzcie, nie mamy się czego wstydzić. Polska społeczność może pochwalić się rowerami, na widok których i za granicą miękną kolana. Marcin „Skolioza” Chrobak to człowiek, który w tematyce MTB siedzi od lat. Merytoryczny, wyważony i – co najważniejsze – jeżdżący! Taki pokrótce jest założyciel i administrator RetroMTB. Sam jestem jego userem od początku (2009 rok), co było dobrym wyjściem do tego, aby porozmawiać z Marcinem o początkach projektu, o sprzęcie i o tym, dlaczego za granicą sądzono, ze MTB nigdy u nas nie istniało. Siądźcie zatem wygodnie i… przeczytajcie!

retro_mtb

Grzegorz: Osobiście wkręciłem się w rowery lata temu. Zaczynałem jeździć na czymś, co dziś zostałoby określone mianem „marketowca”. Dzięki dwóm kółkom zacząłem poznawać okoliczne i dalsze drogi, ścieżki, single. Inni w tamtym momencie grali w gry Pegasus. Co spowodowało, że właśnie rowery stały się Twoją pasją?

Marcin: Rowery towarzyszyły mi od dziecka, odkąd pamiętam. Z czasem zacząłem przy nich dłubać, „usprawniać” – tak można określić demontaż błotników z mojego Flaminga i przyczepienie znalezionego w garażu koguta TAXI – co też sprawiało mi nie lada frajdę. Naprawdę ciężko mi oszacować, kiedy stały się pasją, zawsze były dla mnie czymś naturalnym i obecnym w życiu.

G: Mając pewien bagaż doświadczeń na karku mawia się, że za młodu człowiek ma czas na jazdę, ale nie posiada pieniędzy na sprzęt. Kiedy wciśniemy się już w „białe kołnierzyki” i założymy rodzinę, bywa odwrotnie…

M: Jeśli powiedziałbym Ci tylko tyle, że obecnie mam znacznie większe możliwości sprzętowe niż dawniej, a i nie jeżdżę już tyle, co wówczas, byłoby to idealne potwierdzenie tej tezy. 😉 Ale to tylko część obrazu – rower nieustannie jest ważnym elementem życia, nie tylko mojego, ale i całej naszej rodziny. Znajduję czas na wypady w teren z kumplami, jak kiedyś, wciąż lubię podłubać przy sprzęcie. Staram się również przekazać jak najwięcej swoich doświadczeń synom – naturalnie podczas wspólnych wycieczek, ale też w warsztacie angażuję ich do pomocy, pokazuję, co i jak działa.

G: Właśnie, wspomniałeś o kolegach. Z mojej perspektywy wygląda to tak, że miałem wielu znajomych, którzy niegdyś pasjonowali się tym samym, ale w pewnym czasie założyli rodziny i przestali jeździć. Co sprawia, że wciąż chce Ci się wyjść na rower mimo złej pogody, braku chęci, nawału innych zajęć? Czy typowy miłośnik retro MTB to facet jeżdżący nieprzerwanie od lat?

M: Nie generalizowałbym fanów „retro” jako oldbojów wzdychających za czasami, które już nie wrócą. 😀 Jeśli spojrzeć na uczestników corocznego spotkania RetroMTB.pl tudzież zajrzeć w profile forumowiczów, to okaże się, że naprawdę niejedna ścieżka w tym kierunku prowadzi 😉
Ku mojemu początkowemu zaskoczeniu wiele jest też osób młodych, które z racji wieku nie miały szans mieć osobistych doświadczeń ze sprzętem w tamtych czasach. Wracając jednak do pytania – jak mówiłem, rower jest ze mną od zawsze. Jazda na nim, walka w terenie, mierzenie się z trudnymi zjazdami i podjazdami to coś, co niezmiennie od lat sprawia mi przyjemność! Nie mam wyniosłych celów, nie realizuję planów treningowych; jeżdżę dla siebie i staram się przy tym utrzymać poziom, który daje mi satysfakcję z jazdy.

G: Mówisz, że rowery są z Tobą od zawsze, a mnie ciekawi, jaki był Twój pierwszy, prawdziwy MTB? 🙂

M: W czasach gdy zaczynałem swą przygodę z „góralami”, w Polsce każdy MTB był prawdziwy. 😉 No chyba, że dałeś sobie wcisnąć cudaka z korbami na kliny i hamulcami montowanymi centralnie, w otworze nad kołem 😉 A poważnie – po przygodach z ciężką, stalową Montaną wyposażoną w 24 biegi (żeby nie było niedomówień: było to 4×6 a nie 3×8 przełożeń ;-), którą także wspominam z sentymentem, na zakończenie szkoły podstawowej dostałem od rodziców swojego pierwszego prawdziwego górala. Był to Anlen Invert z ramą Cr-Mo (nieco na mnie za dużą; pamiętajmy jednak, że to epoka w której się nie wybrzydzało), wyposażony w osprzęt Suntour X-1, a więc skonfigurowany w pełni jako non-shimano-bike – wówczas było to nie lada wyzwanie. Zwłaszcza, gdy przyszło coś w tym rowerze wymienić. 😉

G: Skoro o tym mowa, mamy kolejny ciekawy temat. Jak z perspektywy dzisiejszych czasów widzisz lata, w których zaczynałeś jeździć? Aktualnie dostępność części jest dobra, wybór olbrzymi, ceny znacznie niższe. Mimo to wiele osób z nostalgią wspomina momenty, w których za uciułane grosze kupowało się lepszy sprzęt – niekoniecznie z najwyższej półki…

M: Wspominam je z wielkim sentymentem Z mojej perspektywy ówczesna oferta była uczciwa – jeśli dołożyłeś forsę do elementu klasy wyższej, mogłeś liczyć, że odpłaci Ci się nie tylko niższą masą, ale i odpowiednio większą precyzją oraz trwałością.

G: Czyli jednak części z minionych lat były znacznie trwalsze niż aktualnie produkowane? Producenci wytwarzają dziś gorszy sprzęt, czy może wzrosły nasze umiejętności jazdy i oczekiwania? Niegdyś kupując drogą przerzutkę dbało się o nią, bo była tego warta. Dziś spadek cen spowodował, że szybko można nabyć drugą.

M: Pozwól, że odpowiem anegdotą:

Jak dziś pamiętam chwilę, gdy trafił do mnie pierwszy komponent z logo XTR – tylna przerzutka serii M910, ostatnia „błękitna”. Był to pierwszy XTR w mojej okolicy, każdy przychodził go zobaczyć 😀 Przerzutka jeździła ze mną wszędzie – w górach, po szosie, była katowana w błocie, zaznała soli niejednej zimy, bo po prostu miałem wtedy jeden rower do wszystkiego. Oczywiście po pewnym czasie złapała luz, który jednak nie wykluczał jej z użytku. Żywot skończyła po niefortunnej glebie z przebiegiem – żeby nie skłamać – w okolicy 70 000 km. Zastąpiłem ją XTR-em M960 (taki wówczas był w ofercie), który po 2000 km zaskoczył mnie luzami na poziomie M910 pod koniec służby.

G: Czy właśnie to spowodowało, że postanowiłeś zainteresować się, lub nawet zatrzymać, na tematyce retro?

M: W zasadzie sytuacja przedstawiona powyżej była przysłowiowym gwoździem do trumny mojej wiary w nowe komponenty. Do tamtej pory starałem się być na bieżąco, doposażać rower startowy w to, co aktualnie było oferowane w wyższych grupach. Po kilku drobniejszych rozczarowaniach – z tak spektakularnym punktem kulminacyjnym – na dobre wróciłem do starszych komponentów.

G: Rozumiem, że naturalną drogą rozwoju było założenie forum dla retro maniaków 😉 Kiedy i dlaczego wpadłeś na pomysł wystartowania z tym projektem? Zdradź nam proszę, jakie były jego początki.

M: W drugiej połowie lat dwutysięcznych, jeżdżąc jeszcze na ówczesnej nowiźnie, wpadłem na pomysł rowerowego projektu odbiegającego nieco od budowy, bądź przebudowy mojej maszyny do ścigania. Zakładał on odrestaurowanie mojego najwierniej służącego w latach ’90 roweru – Scotta Bouldera ’93 – w specyfikacji najbardziej zbliżonej do lat jego świetności. W zasadzie na tamten czas dysponowałem już tylko ramą i kilkoma drobiazgami z niego, resztę musiałem więc wyszukać i dokupić. Przegrzebując w tym celu Internet, zauważyłem zainteresowanie na portalach aukcyjnych archaizmami jak np. hamulce cantilever. Ponadto trafiłem na brytyjską stronę Retrobike.co.uk, skupiającą tamtejszych sympatyków retro.
Projekt pochłonął mnie bez reszty i to był ostateczny impuls do stworzenia miejsca, gdzie polscy sympatycy tej tematyki mogliby się wirtualnie spotkać, pochwalić sprzętem czy wymienić doświadczeniami.

G: Po pewnym czasie całość się rozrosła, dziś organizujesz cykliczne zloty i wspólne wypady na rower. Jak widzisz współczesną (nieco przewrotnie) społeczność retro maniaków?

M: Jako społeczność istniejemy przede wszystkim w świecie wirtualnym. Oczywiście dzięki forum i wspólnym zainteresowaniom zawiązały się niejedne znajomości czy nawet przyjaźnie. Musisz jednak pamiętać, że na coroczne spotkanie pasjonatów RetroMTB przyjeżdżają ludzie z różnych stron Polski, przemierzając czasem naprawdę kawał drogi. Nasze spotkania jako grupy są więc incydentalne, pod tym względem nie równamy się do społeczności czy klubów działających stricte lokalnie, spotykających się często. Regionalnie oczywiście jesteśmy widoczni – fani retro jeżdżą na wiekowych rowerach, często w ciuchach z tamtych lat, wywołując tym zainteresowanie, ciekawość. Mamy więc sporą grupę ambasadorów w różnych regionach kraju, a także poza jego granicami.

Czytaj dalej »

1 2