Bidon termiczny Barbieri Tankita Inox
Liczba ocen: 0
0.0

Metryczka: Barbieri Tankita Inox
Masa: 270,6 g
Cena: ok. 50 zł w momencie produkcji
Gdzie kupić? eBay

Intro:
Niektórzy spadną pewnie teraz z krzeseł ale robi się coraz zimniej i niedługo problemem będzie wszystko. Wiele razy zaczniesz wyszukiwać sobie wymówki byle tylko nie wyjść na rower. Za zimno, za ciemno, deszczowo, zbyt błotniście. Cokolwiek, byle tylko móc spokojnie dalej siedzieć przed komputerem.

bidon_termiczny_barbieri

Na większość (o ile nie na wszystkie) owych wymówek można znaleźć oczywiście rozwiązanie. Jednym z problemów jesiennego i zimowego rowerowania jest problem picia. Niestety w zwykłym bidonie czy camelu szybko robi się ono lodowato zimne – ja często wolałem wracać do domu z pełnym bidonem niż rozgryzać w ustach kostki lodu. Mógłbym to porównać do licealnych punkowych lat, kiedy to nosiłem obcisłe spodnie w kratę. Były tak ciasne, że w autobusie mimo wolnych miejsc wolałem stać niż próbować usiąść.

Bidon termiczny to doskonałe remedium na takie bolączki. Jaki jednak wybrać? Polski rynek pod tym względem oferuje niewiele (dobrego). Moim typem okazał się produkt włoskiego producenta – Barbieri. Pomysł kupna porządnego bidonu na zimę zrodził się w mojej głowie chyba w roku 2006, podczas pierwszego zimowego maratonu w Polsce, który odbył się w Mrozach przy metrze śniegu. Miałem tam jeszcze swój pierwszy kupiony koszyk na bidon znanej niegdyś firmy Tranz-X, oraz zwykły, plastikowy bidon Isostar.
W środku chlupotała woda z sokiem, która już na starcie była lodowato zimna. Po kilku kilometrach w bidonie nie było już wody, tylko kryształki lodu, które zaczynały przypominać bryłkę. Na domiar złego w lesie jechaliśmy po koleinach wyżłobionych przez traktor i na skutek drgań, koszyk pękł w najlepsze.

rowerowy_bidon_termos

Oczywiście w sklepach widuje się bidony „termiczne”, ale jednak plastikowe buble nie utrzymają temperatury płynu przy -5 stopniach i wietrze. Jakiś czas temu w jednej z gazet rowerowych przeczytałem test takiego sprzętu i moją uwagę zwrócił właśnie bidon Barbieri.

Z pudełka:
Bidon wykonany jest ze stali szlachetnej, o czym informuje nas napis INOX. Nakrętkę zrobiono z plastiku z małym dodatkiem silikonu. Na stalowy korpus nawleczono opaskę z karbowanej gumy dla lepszego chwytu; całości uzupełnia naklejka z nazwą modelu. Do kompletu kupiłem także dedykowany koszyk tego samego producenta.

Barbieri jest nieco węższy niż klasyczny bidon i nie jest kompatybilny ze standardowymi koszykami.
Oryginalny koszyk wyposażono w plastikowe wypustki, aby uniknąć tarcia metalu o metal.

stalowy_bidon_termiczny

Fakt, iż część wykonana jest z plastiku i aluminium sprawia, że całość gnie się na wszystkie strony. Początkowo obawiałem się, czy nie połamie mi się to wszystko w cholerę (dodatkowo na wybojach bidon ma tendencję do specyficznego dudnienia), ale jednak włoskie wykonanie jest bardzo dobre. Całość jest idealnie spasowana i nie ma mowy o żadnym wysuwanie się bidonu, czy wręcz wypadaniu.
Jak wspomniałem wierzch wykonano ze stali INOX.

Wewnątrz znajduje się izolacja, a następnie kolejna warstwa stali szlachetnej. Plastikowa nakrętka posiada wbudowany zaworek odpowietrzający z silikonu. Ustnik skonstruowano identycznie, jak w klasycznych bidonach. Od środka można zauważyć wspomniany zaworek, oraz silikonową opaskę uszczelniającą.

W terenie:bidon_barbier_tankita_inox

Bidonu używam od kilku lat podczas sporadycznych, zimowych wojaży. Podczas rannego (7:30) dojeżdżania do pracy (często w ujemnych temperaturach), po półgodzinnej przejażdżce woda wewnątrz wciąż jest gorąca.

W trakcie dłuższych jazd także sprawuje się dobrze – przy minusowej temperaturze i lodowatym wręcz, silnym wietrze (odczuwalna ok. -10), zawartość po 1,5 h. dalej była ciepła. Przy bezwietrznej pogodzie i niskiej temperaturze (-6), bidon utrzymuje temperaturę przez +/- 2 godziny. Przy czym utrzymywanie temperatury oznacza, że płyn nie jest zimny, tylko dalej ciepły.

Przepływ płynu jest na bardzo wysokim poziomie. Zupełnie nie ma znaczenia fakt, że bidonu nie można zginać, celem wywołania silnego strumienia. Zresztą jak zawartość jest gorąca, to i tak pije się ją małymi łyczkami. Dopatrzyłem się oczywiście i wad. Naklejka z nazwą modelu odkleiła mi się już po kilku jazdach, a gumowa opaska popękała od kontaktu z koszykiem. Poza tym nie ma siły, jeśli coś wykonane jest z metalu, to musi zostać porysowane.

Na szczęście nie są to głębokie rysy i psują tylko delikatnie estetykę. Barbieri ma niewielką pojemność – to tylko 500 ml. Można jednak przyjąć, że na krótsze zimowe wycieczki wystarczy. Finalnie wysokość – 27 cm oznacza, że nie we wszystkich ramach uda się go zamontować.

Podsumowanie:
Po kilku sezonach mogę napisać, iż bidon sprawdza się jako rowerowy „termos” na zimowe, niezbyt długie w końcu wypady. Nie sprawdził się jednak dedykowany koszyk. Na wybojach całość trzęsie się jak szalona. Zaimplementowałem tu plastikowy Topeak, który podkleiłem w kilku miejscach uszczelką do okien, aby zniwelować różnicę w średnicy bidonu.

koszyk_topeakCałość działa bez zarzutu do dziś. Swego czasu niemiecki Bike sprawdził bidon kamerą termowizyjną. O ile stalowa część trzymała temperaturę bez zarzutu, tak plastikowa nakrętka była tam cała czerwona. Niestety, to przez nią tracimy ciepło napoju.Takie są minusy zastosowania rowerowego ustnika choć przyznam, iż ta część mogłaby być wykonana znacznie lepiej. Osobiście szybko uszyłem neoprenowy „kapturek”, który założyłem na wierzch. Jest lepiej; polecam wszystkim to rozwiązanie.

Plusy:
+ termos z funkcjonalnością bidonu
+ niezła jakość wykonania
+ czas utrzymywania temperatury
+ brak nieprzyjemnych zapachów ze środka

Minusy:
niestandardowa budowa
konieczność dopasowania dobrego koszyka
stosunkowo niewielka pojemność
spory rozmiar

Ocena końcowa: 5/10

Zdjęcia: Anka Witkowska