Chwyty kierownicy ESI Fit XC
Liczba ocen: 6
9.1

Produent: ESI Grips
Model: Fit XC
Materiał: 100% silikon
Masa kompletu: 65 g
Gdzie kupić? Vincere.pl
Cena: 119,90 zł

Gripy przez długi czas były dla mnie tą częścią roweru, której wyborowi poświęcałam minimalną uwagę. Przez lata używałam głównie chwytów wykonanych z rozmaitych mieszanek gumowych, raz też „przewinęły się” przez moją kierownicę piankowe – nie pamiętam już, kto je wyprodukował, został mi zaś w pamięci fakt, że szybko rozdarłam je przy jakiejś glebie i nie tęskniłam za nimi, bo lubiły też obracać się na kierownicy. Chwyty gumowe często dawały radę, ostatnio byłam zadowolona z BBB DualFix, które po kilku udanych sezonach jazdy w sam raz dokonały żywota. Były udane, choć miały parę mankamentów.

Minionej zimy dostałam od polskiego dystrybutora ESI Grips do przetestowania najnowszy model: Fit XC. Ta amerykańska firma, o historii której ciekawie napisał niedawno Maciek, zawojowała rowerowy świat silikonowymi gripami, których bajeczne neonowe kolory są ostatnio częstym akcentem w rowerach zawodowców – używają ich np. Julien Absalon i Jolanda Neff. Co więcej, charakterystyczne żelowe korki widzę ostatnio coraz częściej w kierownicach spotykanych bikerów. Skoro „wszyscy” je mają, chcę mieć też i ja!

Z pudełka:

ESI Fit XC w opakowaniuGripy opakowane są w charakterystyczny dla marki „kartonik” z tworzywa sztucznego. W komplecie dostajemy eleganckie plastikowe korki wypełnione żelem. Jak wszystkie produkty tej firmy, Fit XC zostały zaprojektowane i wykonane w Stanach Zjednoczonych.

Obecnie w sprzedaży model dostępny jest w dwóch kolorach: czarnym i czerwonym, jednak zawodowcy mają do wyboru również inne kolory, można więc liczyć na rozszerzenie oferty detalicznej. Kiedy ja otrzymałam swoje gripy, wersja czerwona nie była jeszcze w Polsce dostępna. Moje ESI są więc czarne, choć realnie jest to kolor ciemnoszary czy grafitowy, na pewno nie jest to głęboka czerń, taka, jaką mają modele Chunky czy Extra Chunky. Mnie się podoba 😉 Pasują mi kolorystycznie do roweru.

Fit XC wyróżniają się ergonomicznym kształtem, który został przez firmę opatentowany. Ich przekrój ma zmienną średnicę. Trzy strefy grubości mają za zadanie zapewnić dłoni odpoczynek i lepszą kontrolę w zakrętach (część wewnętrzna), przyczynić się do lepszej kontroli kierownicy podczas podjazdów i sprintów (część środkowa – najwęższa) i poprawić nasz komfort na zjazdach (część zewnętrzna). Tyle teorii, załóżmy je wreszcie na kierownicę.

Montaż:

Chwyty montujemy na dobrze wyczyszczonej, odtłuszczonej kierownicy. Użyć do tego celu możemy specjalnej chemii rowerowej (np. Finish Line Citrus) lub preparatu myjącego na bazie alkoholu, najlepiej płynu do mycia szyb. Tym samym płynem przecieramy gripy od wewnątrz i zanim wyschną, zakładamy na kierownicę. W razie potrzeby można je bez problemu przyciąć i ja z tego skorzystałam, aby na kierownicy zmieściły mi się rogi.

Jeżeli jeździcie bez rogów, można zgodnie z zaleceniem producenta zakładać gripy na kierownicę włożywszy uprzednio w ich końce korki.

Zalecane jest, aby przed jazdą odczekać do następnego dnia, aż użyty płyn całkowicie wyschnie.


ESI Fit XC na kierownicy

W terenie:

Do montażu nie jest wskazane używanie żadnych preparatów klejących, nie jest też potrzebne uciekanie się do serwisowych tricków, takich jak nakładanie na kierownicę „bazy” w postaci warstwy lakieru do paznokci czy lakieru do włosów. Moje gripy zostały więc założone zgodnie z sugestią producenta. I ani drgną! W czasie jazdy moje pierwsze wrażenie jest takie, że gripy mam zintegrowane z kierownicą. Czuję je dokładnie tak, jak gdyby do kierownicy wręcz przyrosły.

ESI Fit XC - ergonomiaJeżdżę cały rok w rękawiczkach z długimi palcami. Zimą w zimowych, w „sezonie” w cienkich rękawiczkach bez żelowych wkładek (obecnie Giro Rivet). Kiedy używałam gripów gumowych, niezależnie od marki, zawsze z długiej jazdy wracałam z choć minimalnymi odciskami we wnętrzu dłoni tuż pod palcami, te miejsca robiły się twarde i czasem bolesne. W tym miejscu widzę pierwszy plus dla moich nowych gripów: mogę jeździć dowolną ilość godzin i w każdym terenie, a moje dłonie nie wracają do domu styrane i brzydkie. Czuję się naprawdę komfortowo.

Zaznaczę, że gripy są bardzo wygodne również kiedy zdejmę rękawiczki. Gładka powierzchnia chwytu zapewnia naprawdę pewne i bezpoślizgowe podparcie dla dłoni. Producent informuje o redukcji uczucia drętwienia dłoni i nadgarstków – i ja muszę się z nim zgodzić. Dotychczas dość dobrze znałam to uczucie, teraz zdrętwienie rąk zdarza się sporadycznie i tylko po dłuższym czasie jazdy.

ESI Fit XC

Z używanymi wcześniej chwytami często miewałam problem poślizgu dłoni na kierownicy przy deszczowej pogodzie. W czasie ulewy czy nawet mając po prostu gripy zabrudzone mokrym błotem, uchwyt przestawał być pewny. Śliski od wody chwyt najczęściej zamiast pomagać, zaczynał w jeździe przeszkadzać. Ja z powodu przeżytej „przygody” zdrowotnej mam ograniczoną władzę w prawej dłoni i z uwagi na to tym bardziej wymagam od sprzętu jak najlepszego działania. Mając jedną dłoń słabszą i do tego śliskie od wody chwyty,trudno czuć się bezpiecznie. ESI Fit XC nigdy mnie na tym polu nie zawiodły.

Po porównaniu podczas jazdy modeli Fit XC i najpopularniejszego chwytu ESI – Chunky, mam poczucie, że najnowsza propozycja firmy jeszcze mocniej przylega do kierownicy, sprawiają wrażenie jakby były od wewnątrz zassane.

Nie zdarzyło mi się w żaden sposób uszkodzić moich gripów, po sześciu miesiącach wyglądają jak nowe. Ich końce zewnętrzne są ścięte nie prostopadle, lecz pod kątem, przez co trudniej jest zadrzeć je przy uderzeniu o coś kierownicą. Stożkowo ścięte końce i wystający poza ich obręb korek z żelową poduszką powodują, że zakończenie obu końców kierownicy jest mocno zaokrąglone, dzięki czemu łatwiej im się bronić przed zniszczeniem np. przy glebie. Zaliczyłam już kilka upadków w mniej i bardziej trudnym terenie i powierzchnia moich gripów jest na całej długości nienaruszona.

Obiecane przez producenta niezmienianie barwy pod wpływem promieniowania UV czy innych czynników nie jest mitem. Rower może stać długi czas w słońcu i nie spowoduje to płowienia koloru, tak samo, jak nie dzieje się tak podczas mycia i pocierania ich gąbką czy ściereczką. Mam swoje chwyty już od pół roku i cały czas wyglądają jakby były dopiero co wyjęte z opakowania. Niezmienny jest także ich kształt, profilowana powierzchnia nie odkształciła się ani odrobinę.

ESI Fit XC z bliskaJedyny „minus”, jaki znajduję w tym modelu, to dość szybkie brudzenie się, gripy prawie od początku sprawiają wrażenie lekko przykurzonych (choć w przypadku użytkowanego przeze mnie koloru – ciemnoszarego, bo dla mnie nie jest to czarny – jest potęgowane przez samą barwę. Porowata powierzchnia silikonu jednak chętnie się kurzy i łapie wszelkie pyłki. Czyszczenie Fit XC jest jednak bardzo łatwe i daje znakomity efekt. Do mycia wystarczy użyć takiego samego płynu, jaki brał udział w montażu, czyli dowolnego preparatu czyszczącego na bazie alkoholu. Jeżeli zabrudzenie jest wyjątkowo silne czy głębokie, można użyć zmywacza acetonowego do paznokci.

Podsumowanie:

Moje nowe gripy mogę celnie podsumować jednym słowem: są super.

ESI Fit XC to chwyty do cross country i tam sprawdzają się znakomicie. Miałam niedawno przyjemność jeździć na lekkim fullu enduro, na którego 740-milimetrowej kierownicy znajdował się inny model ESI – Extra Chunky, czyli grube i mięsiste silikonowe chwyty dedykowane cięższym dyscyplinom – i nimi również byłam zachwycona, zdając sobie jednak sprawę, że wcale nie chciałabym mieć ich na wąskiej (580 mm) kierownicy mojego sztywniaka. ESI Fit XCKażde z tych gripów mają swoje przeznaczenie, co dla mnie jest kolejną zaletą wyrobów tego producenta.

Czy gripy ESI Fit XC to produkt idealny? Dla mnie tak.

Plusy:

+ mocno zredukowane uczucie drętwienia dłoni
+ doskonała przyczepność, również bez rękawiczki
+ zauważalne zmniejszenie ucisku na wnętrze dłoni pod palcami
+ większe pole manewru dla kciuka przy obsłudze manetki
+ nawet mocno zabrudzone nie brudzą rękawiczki

Minusy:
dość szybko się brudzą, ale jeszcze szybciej się je czyści
niewielki wybór kolorystyczny

Ocena końcowa: 10/10

Zdjęcia: Anka Witkowska