Metryczka: Wkładki do butów ThermaCELL ProFLEX
Masa: 203,6 g (rozmiar L z akumulatorkami), pilot 24,1 g
Cena: od ok. 320 zł
Tryby i czas grzania: średni (37,8ºC) oraz maksymalny (43,9ºC). Wg producenta do 5h działania w trybie pierwszym
Gdzie kupić? ebay.com

Intro:
Zima to trudny okres dla większości polskich rowerzystów. Co prawda tym razem miałem nie ględzić o tym, jak to było „za moich czasów” ale jednak nie mogę się oprzeć. Po pierwsze było więcej śniegu, a mimo to nie miałem oporów by wsiąść na rower i jeździć w zaspach oraz niskiej temperaturze po 2-3 godziny. Po drugie – im człowiek młodszy (czy też niedoświadczony), tym łatwiej mu przychodzą pewne rzeczy. Po zakosztowaniu dobrodziejstw topowych membran i ciuchów ciężko byłoby mi się przemóc, aby w zimnie kręcić bez nich na dworze.

Z perspektywy czasu widzę, że pewne rzeczy były czystą głupotą, choć – co niemniej ważne – może właśnie dzięki temu wspominam je do dziś. A był to np. brak zimowej czapki (klasyczna nie chciała wejść pod kask) co w pewnym okresie mojego rowerowego życia skutkowało tym, że jechałem raz trzymając się ręką za jedno ucho, raz za drugie abym po powrocie nie wyglądał jak „Sans – ear” z Winnetou. Kto czytał, ten wie.

thermacell proflex

Równie długo jeździłem bez ocieplaczy na buty, ponieważ za odłożone pieniądze wolałem akurat kupić sobie nowy, podświetlany (!) licznik. I działał świetnie, ale ja po powrocie do ciepłego domu czułem, że łzy spływają mi po policzkach z bólu spowodowanego odmrożonymi stopami. Niezwykle intensywnie wspominam też objazd trasy pewnego zimowego maratonu, na który wszyscy dotarli w samochodach; tylko ja postanowiłem dojechać 25 km rowerem. Dzięki temu już po 30 minutach miałem zamarzniętą rurkę od bukłaka, co uniemożliwiało mi picie. Nie wspominając o dysproporcji sił między wariatem, który dotarł na miejsce przebijając się przez zaspy, a pozostałymi, który właśnie wysiedli z klimatyzowanych aut.

Wszystko to po kolei sprawia, że dziś już przy dodatnich temperaturach muszę ratować się zimowymi butami i rękawiczkami, inaczej brak czucia i ból uniemożliwia mi czerpanie przyjemności z jazdy. Dlatego też po latach przymierzania się do realizacji pomysłu, postanowiłem wreszcie sprawdzić jak działają podgrzewane wkładki do butów ThermaCELL ProFLEX.

Z pudełka:
Wkładki otrzymujemy w zgrabnym, tekturowym opakowaniu, a w komplecie oprócz przedmiotu testu znajdziemy także akumulatory, woreczek podróżny, ładowarkę oraz pilot sterujący z baterią. Ładowarka nie jest dostosowana do naszych gniazdek sieciowych, także wkładki możemy ładować poprzez dołączony kabel USB, lub ew. podpiąć wtyczkę z innego urządzenia jak np. telefon.

Wkładki można przyciąć w zakresie ok. 1 cm, głębsze cięcie może uszkodzić panel grzewczy. Niemniej wymiary podane przez producenta mają pokrycie w rzeczywistości i łatwo możemy dobrać optymalny rozmiar do własnych butów. W celu naładowania akumulatorków należy wyjąć je z wkładek, co może być problematyczne ze względu na to, iż po prostu ciężko to zrobić – pasowanie jest niezwykle ciasne. Ponadto należy uważać, aby podczas wyjmowania nie uszkodzić styków zintegrowanych z wkładkami.

thermacell

W takim ubiorze byłoby najcieplej 😉

Warto zauważyć, iż pozostawienie akumulatorów po treningu we wkładkach skutkuje ciągłym pobieraniem energii (w celu zasilenia migających na zielono diod) i wg producenta w ciągu godziny spadek energii wynosi 2%. Pilotem możemy wyłączyć grzanie (z uwzględnieniem powyższego zastrzeżenia), a także ustawić jego dwa poziomy: 37,8 oraz 43,9ºC. Panel grzewczy umiejscowiono w okolicy śródstopia i palców (tam na mniejszej powierzchni).

Wkładki w tylnej części – ze względu na integrację z akumulatorkami – są dość grube – ca. 1,5 cm i trzeba o tym szczególnie pamiętać. Może bowiem okazać się, że w dopasowanych butach stopy będą miały po prostu za ciasno. Co prawda zimowe obuwie zwykle kupujemy znacznie większe aby pomieściło grube skarpety, ale w moim przypadku nawet mimo to miejsca było na styk. Samo wykonane wszystkich elementów jest wysokiej jakości i ciężko jest się do czegokolwiek przyczepić.

W terenie:
Ponieważ ilość przejechanych kilometrów w tym przypadku nie byłaby do końca miarodajna, postanowiłem podzielić test na cykle ładowań akumulatorów. Jak już wiecie nie lubię zimna i wkładek używałem zarówno w temperaturach ujemnych, jak i dodatnich (poniżej 2-5 stopni ale i przy znacznej wilgoci lub wietrznej aurze). Wg producenta maksymalny czas grzania wynosi do 5 godzin przy 37,8 stopniach ale nie podano, w jaki sposób uzyskano ten wynik. Ponieważ treningi jesienią oraz zimą na rowerze nie trwają u mnie zwykle dłużej niż 1,5 – 2 godziny założyłem, że jeśli przy -5/-10 stopniach akumulatory wytrzymają 1,5h na maksymalnym grzaniu to będę zadowolony.

podgrzewane wkładki do butów

1 ładowanie: wg zaleceń płynących z instrukcji założyłem cienkie skarpetki, ponieważ stopy powinny być wówczas szybciej i lepiej ogrzane. Mimo to przyznaję, że w butach mam ciasno. Może nie ma dużego dyskomfortu ale skoro zwracam na to uwagę, to może być lepiej. Wybieram się na nocną przejażdżkę, temperatura to ok. 0 stopni ale duża wilgotność powoduje, że moje odczucia są zgoła inne. Ustawiam grzanie na maksa i… ogarnia mnie błogostan, a oczami wyobraźni widzę trzaskające szczapy w kominku i babcię podającą mi gorącą czekoladę. W stopy jest cieplutko, od razu poprawia mi się nastrój i wzrasta chęć do jazdy.

Mam wrażenie, że dzięki temu minimalizuję odczucie chłodu w górnych partiach ciała. Po chwili przełączam grzanie na słabszy tryb – stan euforyczny mija, nie czuję już ciepła ale grzanie jest na tyle subtelne, że do końca 1 godzinnej jazdy palce mi nie marzną. Cud!

2 – 5 ładowań: po każdej jeździe ostrożnie wyjmuję akumulatorki i ładuję do pełna. Czekam na prawdziwą zimę, aż wreszcie przychodzi. Mam coś do załatwienia w mieście, wybieram się na 1,5h jazdę szosami i częściowo w terenie. Jest słońce oraz błękitne niebo ale i duża ilość śniegu oraz -10 stopni. Całą drogę wkładki działają na pełnej mocy i pod koniec wyraźnie czuję, że w butach mam za ciepło, dlatego przełączam tryb na słabszy. W domu postanawiam sprawdzić ile akumulatory będą jeszcze działać; w temperaturze pokojowej wytrzymują ok. 15 minut, po czym jeden przestaje działać, drugi wciąż nadaje się do użytku.

6 – 10 ładowań: ze zgrozą zauważam, że wspomniane wcześniej styki we wkładkach zaczynają się niszczyć od ciągłego wyjmowania akumulatorów. Spodziewałem się tego, ale żeby aż tak szybko? W dodatku obchodziłem się z nimi jak z jajkiem. Cóż, pierwszy poważny minus.

11 – 16 ładowań: wkładki nie wykazują najmniejszych oznak zużycia – nie mechacą się, nie wytarły się nawet nadrukowane na wierzchniej stronie napisy. Niestety styki wyglądają coraz gorzej. Sam pilot działa doskonale i nigdy nie miałem z nim problemu. Wg producenta jego maksymalny zasięg to nieco ponad 2 metry (rzeczywiście działa na taką odległość) więc nie mam się do czego przyczepić.

podgrzewane wkładki do butów

16 – 20 ładowań: jeden z akumulatorków przestał działać, drugi jest w porządku. Styki są w kiepskim stanie. Postanawiam zareklamować produkt i kontaktuję się z centralą firmy w Stanach. Odpowiedź jest w miłym tonie i przychodzi błyskawicznie. Dowiaduję się z niej, że marka ThermaCELL została sprzedana korporacji (oho, zaczyna się…) Heat Factory i do nich muszę skierować swe kroki. Zgodnie z przewidywaniami, wszelkie próby kontaktu pozostają bez odpowiedzi lub są nieskuteczne – koniec testu.

Podsumowanie:
Król jest nagi? Kupując podgrzewane wkładki dobrze wiedziałem, że to problematyczny produkt. Starsi kolarze na pewno pamiętają niebotycznie drogie Sidi Toasters będące bliźniaczym produktem, który trapiły te same problemy. Istnieją co prawda produkty z zewnętrznym źródłem zasilania, ale przyczepianie sobie do pasa dwóch cegiełek – akumulatorów i kombinowanie z dyndającymi kablami to już zbyt wiele. Dlatego też z pełną świadomością nabyłem ThermaCELL licząc się z tym, że najprawdopodobniej szybko ulegną destrukcji.

Co prawda najbardziej obawiałem się samych akumulatorków, a okazało się, że problem tkwi głębiej. Nieprzemyślana konstrukcja wkładek – mam na myśli nieszczęsne styki oraz ciasne pasowanie – sprawiają, że interesujący produkt jest niedopracowany. Samo działanie jest na wysokim poziomie, wkładki pozwoliły przetrwać mi kilka bardzo mroźnych jazd w doskonałej kondycji i gdyby ich żywotność wyniosła 2-3 sezony byłyby strzałem w 10-tkę.

thermacell proflex

Styki szybko uległy uszkodzeniu mimo nadzwyczaj uważnego obchodzenia się z nimi

Niestety bez tego ciężko polecić komukolwiek ów produkt; drastycznie krótkie życie i brak dopracowania projektu nie dają złudzeń – szkoda Waszych pieniędzy. Co ciekawe produkt umarł śmiercią naturalną – pod koniec ubiegłego roku został wycofany ze sprzedaży, choć wciąż można go kupić w zagranicznych sklepach i na portalach aukcyjnych. Szkoda, bo wspominając pierwszą jazdę z wkładkami ThermaCELL wciąż mam nadzieję, iż znajdzie się firma, która podejmie wyzwanie i bez względu na koszt opracuje sensowny, działający i trwały produkt, a będę wówczas jednym z pierwszych nabywców.

Plusy:
+ póki działają, robią to świetnie
+ niezła jakość wykonania
+ obsługa wygodnym pilotem

Minusy:
nie do końca przemyślany projekt
relatywnie krótki czas działania akumulatorów, pozwalający na ok. 1,5h grzania przy -10ºC
grubość wkładek w tylnej części, co wymaga użycia odpowiednich butów
bardzo niska, drastyczna wręcz żywotność produktu

Ocena końcowa: 3,5/10