Rohloff Lubmatic
Liczba ocen: 0
0.0

Metryczka: Rohloff Lubmatic
Masa: 98,6 g
Cena: ok. 200 zł w momencie produkcji
Gdzie kupić? eBay

Intro:

Był kiedyś taki czas, że nie było niczego. Pewnie wiele z Was to zna. Mnóstwo czasu na jazdę i brak funduszy na coś więcej niż Altus. Na szczęście za kilkanaście złotych można było kupić czasopismo, które traktowane z należytym szacunkiem przybliżało wygląd i działanie komponentów naszych marzeń. XTR, Dura Ace, Paul, Race Face. Kto by się jednak wtedy przejmował, że ma przerzutkę TY22, plastikowe klamki i wyciągnięty łańcuch. Smarowało się zresztą nieszczęśnika przepalonym „kujawskim” i nie było potrzeba niczego więcej. Wtedy jednak liczyła się miłość do roweru. Sprzęt z najwyższych półek był niedoścignionym marzeniem pobudzającym krążenie krwi.

rohloff_lubmatic

Tacy byli właśnie bohaterowie tej opowieści. Młodzi, nieskomplikowani, biedni i wolni. Szczególnie tam na górze, ponad linią lasu. Oto zjeżdżają właśnie stromą, techniczną ścieżką napoczętą erozją. Braki w umiejętnościach rekompensowali sercem do jazdy. Starte, drutowane i tanie opony wznosiły tumany kurzu. Strumień płynący w dole schłodził ich nogi ale nie zapał do jazdy. Trzeba było jednak zadbać o napęd. Usiedli na trawie i zaczęli grzebać w komorach przepastnych, cywilnych plecaków.

Olej do przekładni zębatych, jadalny zlany do zdobytej w jednym z serwisów buteleczki po Finish Line. Tak, to było coś. Zapach sosen i frytury niósł się po lesie, gdy promienie słońca zabłyszczały bursztynowo. Chłopcy przysłonili oczy i spojrzeli na kolegę z Dużego Miasta. W dłoni trzymał pojemniczek z zieloną nakrętką. Grupa oniemiała, czas zwolnił. Z zachwytem patrzyli na dozownik i gęsty specyfik chlupoczący w środku. Najstarszy z nich zebrał się w sobie i w końcu wykrztusił: -chch ch chchłoooopaaaki myślę, że to Rohloff.

Z pudełka:

Pewnego razu będąc w zaprzyjaźnionym sklepie rowerowym zerknąłem na przykurzoną gablotę. Chłopaki mieli tam kilka kultowych, dziś nieprzydatnych, zapomnianych a czasem nawet śmiesznych już rzeczy. Moją uwagę przykuł poszarzały, niepozorny woreczek z zapięciem strunowym. Niegdysiejszy blask polerowanego aluminium został przytłumiony przez żółć czasu trwania kolejnych lat. Jednak ten kształt… coś mnie tknęło. Dotykając nosem do szyby zdołałem odszyfrować część nazwy: Lubmatic.

Smarowniczka spod znaku czarnego kruka powstała w dziwnym dla MTB czasie. Był to okres, w którym światło dziennie ujrzały wynalazki, które nigdy nie powinny wydostać się na powierzchnię z desek kreślarskich. Kilka zostało jednak niedocenionych a wielu brakło odpowiedniej reklamy, by móc zaistnieć. Podajnik oleju, który 20 lat temu pokazał się na sklepowych półkach był jednym z nich. Znikł tak samo szybko jak się pojawił i nikt już o nim nie pamiętał. Ale nie ja.

smarowniczka_rohloff_lubmatic

Woreczek ciasno wypchano częściami potrzebnymi do montażu. Znalazło się też miejsce na szczegółową instrukcję. I tak mamy tu zbiornik oleju, rurkę, kółka przerzutki, podkładki i gumki, zipy oraz buteleczkę z olejem. Jakość wykonania robi duże wrażenie. Nie ma się do czego przyczepić.

System działa na zasadzie pompki próżniowej. Wlewamy olej do zbiornika i zakręcamy. W trakcie jazdy łapiemy za nakrętkę i wysuwamy ją, a ona powoli opada wypychając dawkę oleju. Poprzez malutki dozownik skapuje on na kółko przerzutki.

Gotowy do jazdy komplet waży 98,6 g.

W terenie:

0 – 100 km: producent zaleca przyczepienie zbiorniczka na rurę tylnego trójkąta. Sięganie do niego w trakcie jazdy byłoby wysoce niekomfortowe więc modyfikuję pomysł. Podajnik umieszczam na górnej rurze. Dolnej kółko przerzutki wymieniam na aluminiowego Rohloffa. Bez niego system nie będzie działał. Patrząc na ilość zębów przypominam sobie, że produkt ma 20 lat.

100 – 200 km: przygotowując się do startów jeżdżę szosą i nie mam potrzeby korzystania z Lubmatic’a. Olej nie wycieka samoistnie, wszystko gra.

200 – 300 km: pierwszy maraton w sezonie. ŚLR w Daleszycach. Nie zdążam przetestować działania produktu, bo po kilkunastu kilometrach urywam rurkę podającą olej, która trze o szprychy. Do mety dojeżdżam z terkoczącym rowerem. Jak za dziecięcych lat. Wyciekła tylko odrobinka oleju z dolnej części rurki. Górna jest zassana przez pompkę próżniową zbiornika.

300 – 300 km: zły demontuję urządzenie. Zamawiam nową, silikonową rurkę z portalu aukcyjnego, żeby wskrzesić Rohloff’a.

300 – 350 km: rurka nie działa, jest zbyt wiotka. Ponadto gubi olej i po powrocie do domu całą obręcz mam mokrą.

rohloff_lubmatic350 – 360 km: postanawiam sprawdzić niemiecką solidność i zamawiam oryginalny produkt Producent pomimo zaprzestania sprzedaży kilkanaście lat temu wciąż oferuje części zamienne!

360 – 400 km: pudełeczko z nową rurką dociera do mnie po kilku dniach. Wymyślam własny sposób montażu i wydaje się działać.

400 – 600 km: na jednej z zapylonych tras łańcuch zaczyna wysychać. Łapię za dozownik i wypuszczam oleju. Po chwili ogniwa robią się wilgotne. Fajnie!

600 – 700 km: po oliwieniu łańcuch wygląda normalnie, ale dolne kółko przerzutki jest całe upaćkane zabrudzonym olejem. Należy pamiętać aby po powrocie do domu je wyczyścić.

700 – 1000 km: na jednym z maratonów dozownik zapycha się błotem. Muszę kilkakrotnie, energicznie wcisnąć pompkę, żeby olej znów mógł płynąć.

1000 – 2000 km: raz na jakiś czas używam smarowniczki. Jestem w pełni zadowolony z produktu. Zostaje ze mną w rowerze.

Podsumowanie:

Po niewielkich modyfikacjach Rohloff działa jak należy. Trzeba pamiętać, że Lubmatic nie zastąpi buteleczki z olejem i wymaga dbałości o sprzęt. Sprawdza się w sytuacjach awaryjnych. Na maratonach czy długich wyprawach, kiedy jesteśmy obładowani do granic możliwości. Niesamowite jest to, że wciąż można kupić części zamienne. Stara, dobra niemiecka jakość musi budzić uznanie. Nie jest to sznyt amerykańskiego Chris King’a a zwyczajna solidność. Tak dziś niespotykana.

Plusy:
+ ratuje napęd w awaryjnych sytuacjach
+ jakość wykonania
+ niska masa całości
+ dostępność części zamiennych
+ świetne i lekkie kółeczka w komplecie

Minusy:
wymaga zwiększonej dbałości o napęd
zapycha się (ale można go udrożnić bez zsiadania z roweru)
niedostępny w normalnej sprzedaży

Werdykt: 7/10

Zdjęcia: Anka Witkowska