Shake czy maszynka? Test Finish Line Chain Cleaner
Liczba ocen: 0
0.0

Metryczka: Finish Line Chain cleaner
Cena: 115 zł
Masa: 179,0 g
Gdzie kupić? Velo

Intro:

To był zwykły dzień. Hank Krause jak zawsze siedział w swoim biurze, należącym do potężnej korporacji. Patrzył w przestrzeń za oknem i żuł końcówkę długopisu. Miał dość tego, co robił. Brakowało mu niezależności i wolnej ręki. Od dłuższego czasu zastanawiał się, czy da radę, aż wreszcie zyskał pewność. Pewność, by powiedzieć „do widzenia”.

Hank w 1988 roku był pracownikiem znanej firmy Mobil. Nie byłoby w tym nic godnego wzmianki, gdyby nie dwa istotne fakty. Hank nie czuł się najlepiej w swej robocie, a przy tym zauważył, że smary warsztatowe bądź te, których używał w domu nie są idealne do rowerowych zastosowań. Cóż, facet miał już odpowiednie kontakty, więc w marcu wybrał się do swego szefa i powiedział mu to, o czym marzy większość z nas: odchodzę, ruszam z własną firmą.

finish_line_chain_cleaner

Chain cleaner (fot. Finish Line)

I tak właśnie zrobił, bo założył markę Finish Line Technologies. Krause wierzył w świetne właściwości opatentowanego w 1965 roku Teflonu i na jego bazie postanowił stworzyć swój pierwszy produkt. Dogadał się z firmą DuPont i wyprodukował olej o nazwie „Dry”. Niesamowite było to, że niemal nie łapał on brudu, co przysporzyło mu zwolenników i spopularyzowało markę.

Dziś Finish Line to jedna z najlepiej rozpoznawalnych firm zajmujących się chemią rowerową. Doświadczenie, know-how i wiara w sukces założyciela doprowadziły do tego, że produkty marki można spotkać niemal w każdym sklepie rowerowym. Teflonowy olej „Dry” po dziś dzień pozostaje jednym z najbardziej popularnych preparatów firmy.

W rowerowym światku pokutuje tak wiele mitów, że Parandowski mógłby wydać kolejne tomy swojego dzieła. Postanowiłem przyjrzeć się jednemu z nich. My, kolarze, dzielimy się na dwie frakcje. Jedni czyszczą łańcuchy za pomocą tzw. shake’a (łańcuch wędruje do butelki z detergentem i jest tam wstrząsany). Drudzy wolą specjalne maszynki, które nie wymagają rozpinania łańcucha.

Obie grupy nie poprzestają już na słownych przepychankach. Dziś to regularna wojna. Wystarczy spojrzeć na popularne fora. Jedni śmieją się z drugich, drudzy nienawidzą pierwszych. Każdy dowodzi swej racji, a jaka jest prawda? Maszynka, czy shake? Sprawdźmy!

Z pudełka:

Chain cleaner zapakowano w kolorowy karton. Możemy wybierać pomiędzy wersją solo a zestawem składającym się z maszynki, oleju Dry i odtłuszczacza EcoTech-2. Zdecydowałem się na pierwszą możliwość. Czyścik na przestrzeni lat był kilkakrotnie udoskonalany, przed Wami jest najnowsza wersja.

Produkt wykonano w głównej mierze z przezroczystego plastiku i składa się z dwóch części. Z zewnątrz znajduje się wsuwana rękojeść ułatwiająca pracę z urządzeniem. Zaznaczono też optymalny poziom detergentu, który należy wlać do środka. Bardzo ciekawy w pomyśle jest przymocowany na dole magnes. Jego zadaniem jest zbieranie powstałych podczas jazdy opiłków metalu z łańcucha.

finish_line-chain_cleaner

Wewnątrz umieszczono trzy wymienne obrotowe szczotki. Po przejściu przez nie łańcuch wędruje do plastikowego elementu zbierającego brud z zewnętrznych ogniw. Na końcu jest osuszany z wody przez zestaw gąbek. Chain cleaner jest w pełni rozbieralny. Potrzeba do tego jedynie śrubokręta krzyżakowego.

Szczotki są wymienne i można je łatwo kupić w zestawie za cenę 29,90 zł. Co ciekawe, pierwszą wersję maszynki pokazano już w 1998 roku. Od tamtego czasu powstały trzy nowe generacje. W ostatniej odsłonie zmieniono kąt wejścia i wyjścia łańcucha z 90 do 47 stopni po to, aby wyeliminować chlapanie detergentu. Czas na test.

Działanie:

Celem bezpośredniego porównania maszynki i shake’a pokusiłem się o drobny eksperyment. Pacjentem stał się łańcuch KMC X10SL po przejechaniu ok. 100 km w terenie. Po tym czasie skróciłem go tak, aby można było włożyć go do Chain Cleaner’a, a drugą część do butelki z odtłuszczaczem.

finish_line

Czyścik wykonał 4 pełne cykle czyszczenia po 30 sekund każdy. Łańcuch następnie został opłukany i osuszony. Druga z jego części znalazła się w klasycznym shake’u. Użyłem identycznego detergentu; czas mycia także był taki sam. Na końcu KMC został wypłukany i pozostawiony do wyschnięcia. Po wszystkim obie części łańcucha rozkułem i sprawdziłem rezultaty. Ale po kolei.

Korzystałem z doskonałego odtłuszczacza tej samej marki: Finish Line Citrus, który powstał z destylacji skórek cytrusów. Detergent jest rozpuszczalny w wodzie i w takich samych proporcjach użyłem go w obu przypadkach.

Chain cleaner:

Korzystanie z maszynki jest proste. Wrzucamy łańcuch na środkową koronkę suportu i kasety. Do czyścika wlewamy odtłuszczacz, pamiętając, aby nie przekroczyć zalecanego przez producenta poziomu płynu. Następnie w środku umieszczamy brudny łańcuch i zamykamy górną pokrywę. Na końcu kręcimy korbą do tyłu ok. 30 razy w jednym cyklu. Następnie należy wlać nowy odtłuszczacz i procedurę powtórzyć ok. 3 razy.

Muszę przyznać, że praca z Chain cleaner’em jest przyjemna. Łańcucha nie trzeba rozpinać, całość robimy szybko, oszczędzając czas (szczególnie po zawodach). Minusem jest to, że mimo wszystko zużyty detergent pryska po obręczy, szprychach i oponie. Najlepiej zawczasu podłożyć w te miejsca chłonną szmatkę.

jak_wyczyscic_lancuch

Łańcuch wyczyszczony maszynką

Sama maszynka jest przemyślana i wygodna. Moje niezrozumienie budzi tylko mocowanie uchwytu do przytrzymywania. Wkłada się go od dołu, a lepszym pomysłem byłoby wsunięcie od góry, gdyż podczas pracy dociskamy urządzenie w przeciwną stronę. Na szczęście rękojeść nie ma tendencji do wysuwania się.

Byłem ciekaw patentu z magnesem. Okazuje się, że ów rzeczywiście działa, gdyż po wylaniu płynu na dnie znalazłem nieco przyczepionych opiłków. Już po pierwszym cyklu łańcuch robi się znacznie czystszy; po dwóch – trzech rolki zaczynają się błyszczeć. I to wszystko!

Shake:

Do eksperymentu użyłem starej, plastikowej butelki. W środku znalazł się łańcuch i odtłuszczacz zmieszany z wodą w tej samej proporcji, co w czyściku (ok. 2:1). Minusem rozwiązania jest to, że łańcuch należy rozpiąć, jednak w dobie powszechnego użytku spinek nie powinno być to problemem.

czyszczenie_lancucha

Wykonałem identyczną ilość cykli czyszczenia, co w maszynce. Do zalet tego rozwiązania należy brak chlapania, to oczywiste. Problematyczne może okazać się wyciągnięcie czystego łańcucha, o ile butelka nie ma szerokiego wlewu, ale chyba każdy znajdzie coś odpowiedniego. Na koniec rzecz oczywista: cena. Butelka w porównaniu z Chain cleaner’em jest ultra-oszczędna.

shake_lancucha

Podsumowanie:

Po dokładnym wysuszeniu łańcuchów przyszedł czas na ich rozkucie i wnioski. Jak widać czyścik poradził sobie z brudem znacznie lepiej, niż shake. Zastosowanie szczotek i mechanizmu czyszczącego po prostu musi działać świetnie. Po rozkuciu obu łańcuchów okazało się, że maszynka nie tylko pozbyła się brudu z zewnątrz, ale także lepiej spenetrowała wnętrze ogniw. Szejkowanie teoretycznie oszczędza nasz portfel, ale nie czas. Bo, jak się okazuje, ilość cykli czyszczenia musi być większa, aby wypłukać brud. Wydaje mi się zatem, że początkowy koszt zakupu maszynki relatywnie szybko się zwróci.

finish_line

Łańcuch po szejkowaniu

Na koniec ciekawostka. Model testowy jest używany w moim serwisie (sic!) od 9-ciu lat. W tym czasie trzykrotnie wymieniłem szczotki na nowe. Sama maszynka nieco zmatowiała, ale jest w doskonałym stanie. Nic nie popękało, a całość wciąż jest szczelna. Zalety Chain cleaner’a ponownie odkrywam na maratonach etapowych, gdzie pod koniec dnia wystarczą 2-3 minuty na to, aby łańcuch był czysty.

maszynka_do_czyszczenia_lancucha

Porównanie działania obu metod

Jeśli zabezpieczę szmatką koło, na koniec wystarczy przetrzeć z brudu koronkę korby i kasetę. Voila!

Plusy:
+ czyści łańcuch znacznie lepiej, niż shake
+ niesamowita trwałość
+ oszczędność w dozowaniu odtłuszczacza
+ krótki czas pracy

Minusy:
brudny detergent chlapie na koło, co wymaga użycia szmatki

Ocena końcowa: 7/10

Zdjęcia: Anka Witkowska