Metryczka: Kurtka Giant Express
Cena: 799 zł
Materiał: ProTextura, wodoodporność 10 000 mm H₂O, oddychalność 20 000 g/m2/24h
Gdzie kupić? AM Bike

Intro:
Hmm… Ten test (i tekst) w zasadzie mógłby być bardzo krótki. W jednym z pierwszych zdań wysłałbym Cię, drogi Czytelniku do sklepu, gdzie zakupiłbyś tę kurtkę, no i w zasadzie tyle. Ty byłbyś zadowolony z dobrego produktu, ja też – z faktu, że dzięki mnie ktoś zaopatrzy się w przydatną rzecz. Jest jednak jeszcze Naczelny tego portalu, który wolałby opublikować coś więcej niż trzy zdania i to jemu dedykuję ten artykuł 🙂

Od kiedy zacząłem poważniej jeździć na rowerze, zaczęło chodzić mi po głowie kupno kurtki odpornej na deszcz, ale takiej z prawdziwego zdarzenia. Wiecie – nie ceraty, w której po 15 minutach opadów jesteśmy już przemoczeni ale czegoś porządnego, w czym można jechać kilka godzin. Zawsze była jakaś przeszkoda po drodze – a to nowa piasta, a to komplet opon, to znów amor w bardzo okazyjnej cenie. Doszedłem jednak do takiego momentu, gdzie dalsze upgrade’y sprzętu byłyby zbytkiem – po prostu wszystko działa jak w zegarku, a zawieszenie pracuje optymalnie. Przyszedł wreszcie czas na odzież, w tym kurtkę. Brałem różne możliwości, na placu boju zostały produkty Endury i Gianta; ostatecznie w mojej szafie zagościł model Express od tajwańskiego producenta.

Z pudełka:
Pudełka nie było – jeśli chodzi o materiały, to Express uszyta jest z produktu o nazwie ProTextura Plus. Technologia ta wg Gianta pozwala kurtce być wysoce wiatro – oraz wodoodporną, jednocześnie zachowując wysoką oddychalność. Ciuch posiada klejone szwy, a suwaki są uszczelniane; materiał jest dodatkowo pokryty warstwą odpychającą wodę. Te fakty jak i parametry techniczne są bardzo zachęcające; wodoodporność na poziomie 10 000 mm H₂O oraz oddychalność 20 000 g/m2/24h to znakomite prognostyki.

Do schowania drobiazgów dostajemy jedną kieszeń z prawej strony, spokojnie zmieścimy tam nawet dużego smartfona. Kaptur posiada przedłużony daszek oraz regulowane ściągacze. Ściągacze występują także na dole kurtki, zaś dodatkowo możemy rzepem ustawić szerokość rękawów. Całkowicie odpowiada mi krój – jest dopasowany, sportowy, nie ma szans na zostanie latawcem. Co do koloru – to początkowo żałowałem, że nie jest dostępny czerwono-czarny dopóki nie zorientowałem się, że jedyny występujący – żółty – doskonale wyróżnia się w ciemności. Wespół z pięcioma odblaskowymi elementami nadrukowanymi na kurtce zapewnia on większą widoczność i bezpieczeństwo w porównaniu do ciemnych odcieni.

Express jest mój od przełomu czerwca / lipca roku 2017 i mimo, iż subiektywnie nie minęło wiele czasu od tej pory, to jednak aura obfita w deszczowe dni pozwoliła sprawdzić możliwości Gianta. Czas, start!

W terenie:
– czerwiec, dwa dni po przyjściu kurtki. Za oknem chmury burzowe i rozsądek nakazują schować się pod dach. Ja jednak wyczekuję deszczu, ciekawy właściwości wodoodpornych. Wreszcie zaczyna lać; wdychając zapach kurzu i mokrego asfaltu obserwuję krople spływające po mnie jak po kaczce. Fabryczna impregnacja robi swoje – pozostaję suchy, a pierwszy mini-teścik zaliczony

– lipiec. Ciepła niedziela. Umawiam się z trzema kolegami na rower. Śmigamy po singlach Rowerowego Podhala, a potem decydujemy się jechać w Dolinę Chochołowską. Tam pod schroniskiem łapie nas ulewa, a tylko ja i Kuba mamy kurtki. Czekamy aż przestanie padać ale ciągle leje, tak więc wyruszamy w drogę powrotną. Jest około 13 stopni. Po chwili dwóch kolegów ma dosyć. Jedynie my z Kubą jakoś się trzymamy, choć i on po kilku minutach narzeka na przenikliwe zimno. Ja, mimo że pod kurtką mam tylko koszulkę z długim rękawem, dobrze znoszę podłe warunki. Po godzinie solidnego opadu deszcz odpuszcza, a my rozjeżdżamy się do domów (po tej i jeszcze kilku jazdach muszę zrobić serwis generalny zawieszenia, gdyż część łożysk staje na amen). Po dojechaniu na miejsce stwierdzam, że wilgotne od wewnątrz stały się jedynie okolice mankietów, zaś cała reszta pod spodem jest sucha. Znakomicie. Świetnie w tej sytuacji sprawdził się też obszerny kaptur, który bez problemu mieści kask w rozmiarze L

– lipiec, ciąg dalszy. Pogoda mocno zmienna, regularnie kurtkę podbiera mi moja Madzia, która codziennie jeździ na rowerze do pracy. Jest z niej bardzo zadowolona, kilkukrotnie wychodzi sucho z opresji, niestraszny też był jej halny 😉 Bardzo przydaje się przedłużony tył kurtki

– sierpień. Umawiam się na rowerowanie z Robertem Piekarą, pędzimy aby zdążyć na zachód słońca. Wieczory bywają już chłodne, tak jest i tym razem. Na parokilometrowy zjazd zakładam koszulkę termoaktywną, koszulkę z długim rękawem Realm, no i kurtkę Gianta. Jest nieco prędkości, wiatr świszcze w uszach, ale na dole nie ma najmniejszego uczucia wychłodzenia. Później trzeba dokręcać i to dość mocno, a jednak nie gotuję się. Warto mieć Expressa gdzieś pod ręką w plecaku…

– cd sierpnia. Magda idzie ze znajomymi na tzw. słowacką Orlą Perć, jest to trudny odcinek graniówki po Tatrach Zachodnich. Widoki przepiękne, chwilami dokucza silny wiatr. Przed samym końcem trasy nadchodzą deszczowe chmury. Gdyby nie kurtka Gianta, moja dziewczyna zmokłaby doszczętnie. Od tej wyprawy Express towarzyszy nam w celach nie tylko rowerowych 🙂

– początek września. Ruszamy w trójkę (plus trzy psiaki) na Rysy od słowackiej strony. Sprawdza się bezdeszczowa prognoza, ale od okolic schroniska wiatr duje bardzo mocno. Wrzucamy na siebie wszystkie ciuchy poukrywane po plecakach i od razu jest raźniej. I tym też razem kurtka przypada mojej Dziewczynie, dzięki Expressowi na wysokości 2500 metrów chłód nie dokucza jej aż tak bardzo. Przez część powrotnej drogi (od Popradzkiego Plesa) mkniemy na rowerach, a kurtkę Magda zdejmuje dopiero na parkingu przy aucie

– połowa września. Deszczowo przez ostatnie kilka dni, ale pogodynki wieszczą małe okno pogodowe. Wybieram się więc na przejażdżkę rowerem z psiakami do Doliny Białej Wody na Słowację. Dalej pieszo docieramy aż pod Litworowy Staw, tam zastaje mnie deszcz. Moją kurtkę pożyczyła dziś Magda. Tęsknię za obydwiema, przemakam totalnie. Po 3h wracam do auta, włączam ogrzewanie na full i po następnych 40 minutach nareszcie przestaję dzwonić zębami

– równolegle – połowa września. Moja Dziewczyna wybiera się ze znajomymi w góry, jako część ekwipunku zabiera kurtkę Gianta – ma jej służyć jako główna ochrona przed opadem i wiatrem.
Wyprałem wówczas kurtkę w Nikwaxie, gdyż warstwa hydrofobowa zaczyna minimalnie przepuszczać wilgoć.

Po tej operacji właściwości wodoodporne znów wracają na najwyższy poziom. Pogoda w górach nie rozpieszcza, jest chłodno, a do tego zaczyna padać śnieg.. . Udaje się jednak osiągnąć cel – mimo silnego wiatru i temperatur dochodzących do -25 stopni staję na najwyższym szczycie naszego kontynentu, mierzącym 4810 metrów Mont Blanc. Jaki ubiór pomógł mi się tam znaleźć? Koszulka termoaktywna Kipsta, na to kurtka puchowa i taki sam bezrękawnik, jako wierzchnia warstwa – oczywiście Express. Ta część testu jak chyba nic do tej pory pokazała, że Giant daje radę 🙂

– koniec września. Słońce jeszcze potrafi ogrzać ale kiedy chowa się za chmurami, robi się naprawdę zimno. Trochę za późno decydujemy się jechać rowerami na Turbacz z Kowańca, a kiedy już wracamy wiatr przybiera na sile i bezlitośnie przewiewa. Zarzucam na siebie kurtkę i sądzę, że dzięki niej unikam przeziębienia

– październik. Na Rychlebach przez 2 dni cudnie nas grzeje późnojesienne słońce, a na trailach pustki. Wymarzona pogoda na jazdę, jednak kiedy słonko zachodzi robi się znacznie chłodniej, a wtedy warto mieć wierzchnią warstwę oraz chustę żeby nie przewiało np. uszu (moje są pod tym względem wybitnie wrażliwe). Również na Twisterze udało nam się pohasać po suchych jak pieprz winklach, ale kurteczka leżała na dole plecaka w pogotowiu cały czas 🙂

– listopad 2017 – marzec 2018. W Zakopanem rządzi śnieg – czas na to, aby Giant Trance zapadł w sen zimowy; jego miejsce zajmują skitury oraz sporadycznie fatbike. Gdy za oknem jest na lekkim minusie, kurteczka Gianta sprawdza się znakomicie i tylko w przypadkach kiedy temperatura spada znacznie, zastępuję ją czymś typowo zimowym. Transpiracja przy podchodzeniu jest idealna, na zjazd – wiadomka – trzeba dołożyć dodatkową wastwę. Na skitury jedynie przydałyby się jeszcze jakieś ekstra kieszonki żeby poupychać okulary, chustę oraz rękawiczki, ale poza tym nie mam zastrzeżeń. Magda czasem podbiera mi kurtkę na sporadyczne jazdy rowerem do pracy; po kilkukrotnym mega zabrudzeniu znów czas na impregnację

– kwiecień – wrzesień. Z całą siłą wybucha wiosna, po przeprowadzce do Krakowa w zasadzie zastaję suchutkie ścieżki. Taki stan trwa też przez lato, pogoda dopisuje. Czasem tylko wieczorem coś pokropi, na takie okazje na dole plecaka czeka Giant Express 🙂 Na przykład ratuje mi tyłek w Tatrach Słowackich przy Chacie Teryho, gdzie łapie nas niespodziewany deszcz. Dwie i pół godziny później wsiadam do auta, suchy

– październik – grudzień. To już kolejna jesień z Expressem i w zasadzie jest to pora, kiery najbardziej się on przydaje. Tym razem deszcz przepędza mnie z okolic Szczebla w Beskidzie Wyspowym; pogodynka nie przewidywała opadu tego dnia w tym rejonie 😉 Innym razem mimo nie zachęcających prognoz nie zamierzam siedzieć w domu i wybieram się na Wielką Raczę. Opcja wmordęwind 100% wliczona w podejście pod schronisko, przynajmniej jest potem co wspominać 😀

Podsumowanie:
Czy drugi raz sięgnąłbym po ten produkt? Zdecydowanie tak. Nie należę do osób, które na rower wychodzą gdy tylko woda zmoczy ścieżki i uwielbiają błotne spa ale wiem, że na dłuższych tripach kontakt z deszczem bywa nieunikniony. Chciałem być suchy kiedy złapie mnie nieoczekiwany deszcz (nie tylko ten przelotny), przy czym wtedy moje wypady nie trwają raczej dłużej niż dwie – trzy godziny. Kurtka dla tych założeń spisuje się doskonale – spełnia swoją rolę ochronną przed wodą, a jej oddychalność nie zamienia nas w przysłowiową spoconą mysz. Minimalizm objętościowo-wagowy powoduje, że możemy się „sprytniej” spakować.

Odblaskowy kolor zapewnia widoczność z daleka (swoją drogą, ile razy mignie Wam gdzieś wieczorem rowerzysta typu „stealth” na rowerze – brak światełek, odblasków, czarne ciuchy?). Zgrabny, sportowy krój. Nie brak żadnego rzepa ani ściągacza, a szwy są podklejone. Trzeba tylko pamiętać o regularnym impregnowaniu, inaczej parametry wodoodpornościowe potrafią mocno osłabnąć. Do tej pory eksperymentowałem raczej z tanimi kurtkami wg motto: „a może się sprawdzą?.. a ja na pewno kiedyś wyschnę”, ale poszukiwania zakończone. Na kończący się sezon kurtka od Gianta będzie znów jednym z silnych punktów mojego ubioru. I da radę, wiem to. Polecam i Wam!

Plusy:
+ doskonała jako kurtka awaryjna na dwu-trzygodzinne spotkanie z deszczem
+ świetne parametry techniczne
+ sportowy fason
+ klejone szwy, ściągacze kaptura/rękawów/dołu kurtki
+ kolor

Minusy:
hm.. przydałaby się kieszeń napoleońska na telefon

Ocena końcowa: 9/10